Header Ads

PwD

PwD

Przytul się ...do DRZEWA:)





Po niezwykle pracowitym tygodniu z początkiem listopada miałam chwilę oddechu. Teraz  znów się nakręciłam. I to zdrowo:)  Jak już jednak pisałam, strasznie lubię taki  szybki żywot. Weekendy i urlopy są wówczas bezcenne w swojej domowej, leniwej atmosferze, bez nastawionego budzika czy z goniącymi terminami i choćbym wracała urobiona po łokcie z ogrodu, to i tak z szerokim uśmiechem i błyskiem w oku. W wolny czas nadrabiam  zaległości domowe i rodzinne.


Zaliczona w 100 % jedna sesja (Uff….) i rozpoczęta praca inżynierska połechtały mnie milutko i z tej radości wielkiej przez weekend „wyszła” nam cała malinówka. Rozpaczliwie poszukuję więc malin, aby pilnie uzupełnić zapasy:) Cieniem na ten sukcesik kładzie się odłożona na półkę praca licencjacka – czas ją odkurzyć, spiąć się ponownie, pokajać na uczelni (no ale leżałam przez miesiąc…),  a po obronie…ponownie się połechtać:)) malinówką. Zbieram więc siły, a te najlepiej zbierać pracując w ogrodzie czy „jeżdżąc na szmacie”, jak mawia jedna z blogowych koleżanek. Kiedy więc przychodzi weekend zakasuję rękawy i biorę się za RESET mojego umysłu wykonując powyższe czynności, a myśli błądzą sobie swobodnie snując rozmaite plany na kolejny tydzień, miesiąc, rok…

W sobotę machając  w ogródku nowymi widłami:) snułam sobie takie plany na zmiany ogrodowe, obsadzenia rabat, ustawienia szklarni w warzywniaku (pisałam, że pomidorki moje sczerniały zanim zdążyły dojrzeć – lato było mokre i chłodne. O papryczkach nie wspomnę…), wybrukowania ścieżek i tarasu i wielu prac, które nas jeszcze czekają. W zeszycie specjalnym zapisuję sobie takie pomysły, robię na szybko szkice rabat, w domu odpalam Internet i pogłębiam fachowa wiedzę na dany temat. (Internet to wynalazek wszechczasów po prostu, genialny jest!) Grabiąc igliwie z trawnika (strasznie porudziały moje sosny!), rozmyślałam sobie o drzewach, i ich zbawiennym na nas wpływie i pomyślałam, że jesień to dobry czas na post o drzewach właśnie. 



Dlaczego o drzewach? Bo „od zawsze” towarzyszyły człowiekowi dając schronienie w lasach, owoce w sadach, opał, budulec i poczucie niezwykłej więzi z przyrodą. Drzewa majestatycznie górowały nad człowiekiem, były symbolem wiedzy, mądrości, siły, ochraniały domy, opiekowały się człowiekiem, a on oddawał im kiedyś boską niemal cześć.  Drzewa sadzono przy domach, dworkach, obsadzano nimi aleje dojazdowe do wsi czy pałacu, sadzeniem drzew upamiętniano ważne wydarzenia. Często gdy rodził się syn sadzono dąb, gdy córka – lipę.

Drzewa wykorzystywano również w lecznictwie, co robi się do tej pory, ale o tym później.

Dlaczego jeszcze napisałam o drzewach? Bo 15 października zakończył się okres lęgowy ptaków i można w zgodzie z literą prawa (po uzyskaniu odpowiednich zgód oczywiście) wycinać drzewa chore, kolidujące z inwestycjami, „niewygodne” czy zagrażające bezpieczeństwu. Opadła tez większość liści z drzew ukazując nagie konary, można więc rozpocząć prace związane z korygowaniem koron drzew, czyli tzw. PRACE PIELĘGNACYJNE.
Będę więc GRZMIEĆ, TUPAĆ, KRZYCZEĆ I ZACISKAĆ PIĘŚCI, żeby zwrócić Waszą uwagę Kochani na owe prace. Pilarki bowiem już zakłócają jesienną sielankę…

Na początek wiersz, który zapewne wielu z nas umiało w swoim czasie na pamięć (z musu bo z musu, ale zawsze:)

„Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.”



Tak, to „Na lipę” Jana Kochanowskiego. Piękny prawda? Nic, tylko pomarzyć o takim wypoczynku pod gałęziami oblepionymi słodko pachnącym kwieciem wśród którego uwijają się pracowite pszczoły…

Poszperałam w Wikipedii i znalazłam taki oto opis tego przepięknego drzewa (jednego z moich faworytów wśród nasadzeń, no bo z lipca jestem:)

Powtórzę więc za ciocią Wiki taką oto regułkę i fotki:

„Lipa (Tilia) – rodzaj długowiecznych drzew należący do podrodziny lipowatych. Rosną w umiarkowanej strefie półkuli północnej. Zalicza się do niego ok. 30 gatunków.


Lipa drobnolistna (Tilia cordata Mill.)

Duże drzewo liściaste, osiągające wysokość do 30 m. Korona jest regularna– szerokojajowata lub kulista. Na młodych drzewach gałęzie są pod dużym kątem wzniesione do góry, a ich kora jest gładka i ma szary kolor. Na starych drzewach konary zwisają w dół, a ich kora jest gruba i nieregularna. Cieńsze gałązki są nagie, górą brunatnoczerwone.




Lipa szerokolistna, lipa wielkolistna (Tilia platyphyllos L.)
Duże drzewo liściaste, osiągające wysokość do 40 m. Korona jest gęsta i rozłożysta. Szerokość pnia może dochodzić nawet do 5 m, a obwód do 16 m. Drzewo długowieczne – może żyć nawet 1000 lat. Gałązki roczne często są owłosione. Kora szarobrązowa, mniej popękana, niż u lipy drobnolistnej.”



Piękne prawda? Majestatyczne, lipcowo brzęczące i pachnące tak, że z daleka czuć. I tysiąc lat może żyć! Niewiarygodne po prostu, 1000 lat temu władał nam Bolesław Chrobry i nawet królem jeszcze nie był, bo na to 13 lat czekać jeszcze musiał! Najstarsza lipa w Polsce ma jednak nieco mniej niż 1000 lat, bo „zaledwie” 537:)  Rośnie sobie we wsi Cielętniki w woj. śląskim. 

Po przeprowadzce robiąc rekonesans w mojej wsi wyczytałam o lipowej alei. Nie muszę mówić, jak podskoczyłam z radości i już oczyma wyobraźni widziałam lipową aleję… Wzięłam więc aparat i wyruszyłam na poszukiwania. I znalazłam takie oto „okazy”…
  

Zawrzało we mnie. Mój zmysł wzroku wyczulił się bardzo na takie widoki i niezmordowanie szłam dalej. Poniżej obrazki jakie udało mi się uchwycić w kadrze. Jest ich znacznie więcej, pokazuję tylko wybrane. 




Lipy na cmentarzu nie zostały posadzone przypadkowo: są długowieczne i rosną na skarpie utrzymując ją w  ryzach, zwłaszcza że stosunki wodne i liczne oraz obfite opady w tym rejonie w wielu innych miejscach potrafiły „porwać" całe skarpy, niewłaściwie osadzone płyty chodnikowe czy całe pobocza piaskowych dróg…Teraz tylko czekać, aż któraś ulewa rozmyje TĘ skarpę…A miejsce jak widać szczególne. Mądrzy po szkodzie posadzili tam już żywopłot, szkoda tylko, że tak mało – powinien w tej sytuacji gęsto obrastać całą skarpę, najlepiej w dwóch albo nawet trzech rzędach.

Cóż…te drzewa nie mają szans dożyć nawet 100 lat. Choć bardzo się starają, co widać w licznych odrostach tzw. wilkach, które są długie, wiotkie i nastawione rozpaczliwie na zrodzenie jak największej ilości liści. Bo bez liści roślina nie przeprowadzi fotosyntezy i nie da rady się „wyżywić” po prostu. Skazana jest więc na wegetację, choroby, odłamania wiotkich gałęzi i kolejne „zabiegi pielęgnacyjne” Ma odroczony wyrok śmierci. Może żyć. Tylko co to za życie?....

Zgodnie z Artykułem 82 Ustawy o Ochronie Przyrody z 16 kwietnia 2004 roku, (Ustawa), 

"1a) zabiegi w obrębie korony drzewa na terenach zieleni lub zadrzewień mogą obejmować wyłącznie:
  1. usuwanie gałęzi obumarłych, nadłamanych lub wchodzących w kolizje z obiektami budowlanymi lub urządzeniami technicznymi
  2. kształtowanie korony drzewa, którego wiek nie przekracza 10 lat
  3. utrzymywanie formowanego kształtu korony drzewa"  
  Artykuł 88 tejże ustawy mówi dalej, że:

"1) Wójt, burmistrz albo prezydent miasta wymierza administracyjna karę pieniężną za:
  1.  zniszczenie terenów zieleni albo drzew lub krzewów spowodowane niewłaściwym wykonywaniem robót ziemnych lub wykorzystaniem sprzętu mechanicznego albo urządzeń technicznych oraz stosowaniem środków chemicznych w sposób szkodliwy dla roślinności
  2. usuwanie drzew lub krzewów bez wymaganego zezwolenia
  3. zniszczenie drzew, krzewów lub terenów zieleni spowodowane niewłaściwym wykonaniem zabiegów pielęgnacyjnych"
  Dalej czytamy: 

"3. Termin płatności kar wymierzonych na podstawie ust. 1 odracza się na okres 3 lat, jeżeli stopień uszkodzenia drzew lub krzewów nie wyklucza zachowania ich żywotności oraz możliwości odtworzenia korony drzewa i jeżeli posiadacz nieruchomości podjął działania w celu zachowania żywotności tych drzew lub krzewów.
4. Kara jest umarzana po upływie 3 lat od dnia wydania decyzji o odroczeniu kary i po stwierdzeniu zachowania żywotności drzewa lub krzewu albo odtworzeniu korony drzewa
5.   w razie stwierdzenia braku żywotności drzewa lub krzewu albo nieodtworzenia korony drzewa karę uiszcza się w pełnej wysokości, chyba że drzewa lub krzewy nie zachowały żywotności z przyczyn niezależnych od posiadacza nieruchomości"
  

Dlaczego cytuję owa Ustawę? Ponieważ mam kilka pytań i sama poszukując na nie odpowiedzi, chciałam podzielić się tym, co znalazłam na ten temat.


1.    Co to znaczy „zniszczenie drzew i krzewów”?
2.    Jaki stopień uszkodzenia korony WYKLUCZA jej odtworzenie?
3.    Dlaczego umarza się kary za „rąbnięcie” drzewa ma wysokości 2 m, skoro oczywistym     jest, że taka lipa na przykład NIGDY nie odtworzy pierwotnej korony? Ba! Nawet nie zbliży się do tych parametrów…
4.    KTO stwierdza możliwość odtworzenia korony?
5.  DLACZEGO nie ma wymogu, aby firmy zajmujące się pielęgnacją zieleni miały „na   stanie” pracowników legitymujących się odpowiednią wiedzą, wykształceniem i świadomością pozwalającą im ODMÓWIĆ wykonania zadania (głupie pytanie???), jeżeli jego wykonanie jest równe z naruszeniem przepisów powyższej Ustawy?

No to spróbujmy odpowiedzieć:


1.   Zniszczenie drzewa to (interpretując Ustawę) pozbawienie go żywotności i niemożność odtworzenia przez drzewo korony. Zatem drzewo należy uznać za zniszczone nawet jeśli zachowało żywotność, ale odtworzenie korony jest niemożliwe.
2.   Cięcia powyżej 30% korony. Standardowo cięcia pielęgnacyjne powinny obejmować 15% korony, u większości usuwa się 20%, przy czym cięcia powinny być wykonywane w rozwidleniach, a średnica pozostawionej gałęzi nie powinna być mniejsza niż 1/3 gałęzi usuniętej. Wyjątkiem jest ogławianie wierzb, one bowiem odtworzą koronę bardzo szybko, jednak częste ogławianie skraca życie tych drzew. Widok wierzby głowiastej jest jednak nie do usunięcia z naszego krajobrazu (ach, ta romantyczna Żelazowa Wola i mazurki Chopina…), więc w tej materii to walka z wiatrakami tym bardziej, że zdania na temat ogławiania wierzb są podzielone nawet wśród fachowców.
3. Dobre pytanie. Kary nie powinny być wówczas umarzane, ale naliczane z całą surowością. Czasami tak jest, a czasami ktoś się najnormalniej w świecie wyłga…
4. Stosowny Urząd lub (jeśli przekracza to jego możliwości) biegły mający wiedzę w zakresie sztuki pielęgnacji drzew.
5.    Kasa, kasa i jeszcze raz kasa…..Płaci się często od ilości usuniętych gałęzi, a zlecający wychodzi z założenia : ”raz a dobrze”. Ponadto firmy posiadające fachowców w swoich szeregach nie są najtańsze, a „Pan Zenek” z piłą zrobi to często za…samo drewno, bo mu do pieca się przyda. Więc tnie jak najwięcej.
 

Podobno cięcia takie zwane są już w świecie jako „cięcia po Polsku”. Ładna reklama. Lepsza jak Euro.


A oto niektóre modne w ostatnim czasie cięcia (za prof. dr hab. Tadeuszem Baranowskim z Uniwersytetu Przyrodniczego w  Poznaniu – dawna Akademia Rolnicza):

„Ogłowione drzewa przywołują różne skojarzenia… Można pomyśleć, że nastała nowa "moda" w cięciu drzew. Wśród proponowanych kreacji daje się wyróżnić styl "na słup" z pewnymi modyfikacjami. Na "słup niski" (fot. 1) - może on stanowić podstawę na pomnik dla zleceniodawcy. Na "słup wysoki" (fot. 2), gdzie bocian może uwić swoje gniazdo lub gdzie można powiesić reklamę (będzie widoczna już z daleka). Stylowi "na słup" odpowiada również modyfikacja na "kwirlejkę" (poznański regionalizm - drewniane urządzenie kuchenne, fot. 3), na której można wieszać pranie. Będzie to również dobre miejsce na wiszące plastikowe worki albo większe śmieci. Można wyróżnić także styl "na sarmatę" lub "na pędzla" (fot. 4). Gdyby były mniejsze, to można by nimi powachlować się za uchem. Następna propozycją jest styl "na lustereczko" (fot. 5), gdzie bez problemu można wyryć swoje inicjały - już nie trzeba tego robić na korze, bo wystarczy niezmywalny marker.”



           

Oprócz ogławiania drzewo można również podkrzesać (czyli "wydłużyć" mu pień). Takie zabiegi czynione są wśród drzew o nisko osadzonej koronie oraz wśród drzew iglastych. I o ile podkrzesana 30-to metrowa jodła, świerk czy daglezja na wysokość 3 m od gruntu staje się „parasolem” pod którym zyskujemy sporo miejsca na np. zaparkowanie samochodu, albo głęboki cień w upalne dni, o tyle podkrzesanie 30-to metrowej jodły i zostawienie na samym czubku 3 m „pędzla” to już…głupota i zniszczenie drzewa. Za kilka lat właściciel będzie wnioskował o usunięcie, bo drzewo utraciło stabilność statyczną  i zagraża chałupie…

Nie chcę namawiać do donosicielstwa (choć możemy zgłosić nieprawidłowe cięcia lub drastyczne ogławianie zarówno jeśli robi to „zwykły obywatel” jak i „oszczędna” gmina), raczej do rozmów, edukacji i perswazji. Takie sterczące kikuty nie są ani ładne, ani bezpieczne, bo wówczas dopiero drzewo traci stabilność, a wypuszczane naprędce gałęzie (długie i wiotkie)  wyrastające z tzw. gniazda, przytwierdzone są do tkanki macierzystej tylko w jej zewnętrznej części. Są więc o wiele bardziej podatne na ułamanie podczas wiatru niż pierwotne konary.Słabsze są również korzenie drzewa, ponieważ usuwając znaczną część liści drzewo nie wytwarza już takiej ilości asymilatów, zaburzona zostaje gospodarka energetyczna i korzenie obumierają). 
Ważne jest również rozsądne sadzenie drzew: zawsze musimy pamiętać o ich docelowych rozmiarach. Informacji na ten temat jest mnóstwo, jeśli nie możemy się zdecydować – poszukajmy choćby odpowiedniego Forum: tam znajdziemy poradę i opis sytuacji, z którymi już ktoś się spotkał, więc mamy jak na tacy podany dalszy scenariusz posadzenia świerka pod oknami (bo ładnie na święta wygląda…), albo wierzby płaczącej w 100 metrowym ogródku (no i nic więcej nam się już tam nie zmieści…). To samo dotyczy sadzenia żywopłotów świerkowych, jodłowych, daglezjowych czy sosnowych wzdłuż ogrodzenia POD liniami  wysokiego napięcia. Za 10 lat wszystkie będą cięte jak od linijki…I po co? Nie lepiej posadzić ligustr, graby, czy choćby żywotniki? Te można bezkarnie formować w rozmaite esy floresy, a zwarty żywopłot ligustrowy nawet zimą nie pozwoli nas podglądać:)

                                                           Zdjęcia pochodzą z Internetu
  
PAMIĘTAJCIE, że kary naliczane za samowolne usunięcie drzewa są tak wysokie, że niejednego mogą doprowadzić do ruiny, tak samo wysokie są kary za zniszczenie drzewa. Tnijcie więc tylko wówczas, jeżeli naprawdę nie ma innej możliwości i zawsze z głową, zawsze z zezwoleniem. Lepiej wydać więcej na fachowca niż później zapłacić grzywnę wielokrotnie przekraczającą nasze możliwości finansowe. Zezwolenie wymagane jest również na wycięcie krzewów, które mają więcej niż 10 lat!

ZAWSZE sprawdzajcie jak duże będzie drzewo, które chcecie posadzić, czy macie wystarczająco miejsca na takie okazy. Każdy niemal gatunek ma w tej chwili odmiany, które są od wzorca mniejsze, węższe, bardziej lub mniej „płaczące”, z liśćmi bardziej lub  mniej wciętymi, w kolorach zieleni, czerwieni, żółci czy…pstrokacizny:) wszelkiej maści. Wybór jest ogromny i warto w małym ogródku posadzić 5 m brzozę Youngii zamiast 30 m brzozy brodawkowatej…

ZAWSZE formujcie koronę drzewa u młodych okazów. Dobrze prowadzona korona sprawi mniej kłopotów niż drastyczne cięcie u starszego drzewa. Zanim sięgniecie za sekator – poczytajcie i popytajcie. Co dwie głowy to nie jedna, a lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na swoich:) Odcięte konary (zwłaszcza starsze) należy zabezpieczyć przed patogenami. Przez otwarte rany moga wnikać bowiem grzyby i wirusy. 

NIGDY nie sadźcie drzew pod liniami wysokiego napięcia i ZAWSZE sprawdzajcie, czy pod ziemią również nie ma infrastruktury. W razie awarii będzie problem z dostaniem się do rury którą przeplatają korzenie Waszego drzewka. Pomijam, że stare rury kanalizacyjne mogą być przerastane przez korzenie, a wówczas…no cóż. Macie cuchnącą cofkę we własnej łazience za każdym spłukaniem wody…

NIGDY nie sadźcie drzew zbyt blisko ogrodzeń – drzewo je albo rozsadzi, albo…



Jeżeli macie jakieś pytania, wątpliwości – śmiało piszcie, postaram się odpowiedzieć, poradzić, odradzić:)

Co do właściwości zdrowotnych drzew i krzewów, to sporo wiadomości znajdziecie TUTAJ. Warto poczytać i skorzystać – natura to prawdziwa skarbnica zdrowia i urody). 
Póki ziemia nie zamarznie śmiało można sadzić drzewa i krzewy z gołym korzeniem (tylko trzeba obficie podlać i zabezpieczyć delikatniejsze okazy przed mrozem). 
Mamy więc jeszcze „chwilkę” na decyzję, znalezienie miejsca, zakup i posadzenie ulubionego drzewa lub krzewu albo calutką zimę na przetrawienie wszystkich „za i przeciw”. 
Ja mam już miejsce dla czarnego bzu „Black Tower” – jest zwarty i nie tak ekspansywny jak zwykły czarny bez i ma prawie czarne liście, co piękne skontrastuje ze zwiewnymi trawami i srebrzystą lawendą. Ma też jadalne owoce:) więc i nalewka się znajdzie w spiżarce i syrop. Posadzę też głóg „Paul Scarlet” – jest niedużym drzewkiem z odwrotnie jajowatą koroną,  ma piękne karminowo różowe kwiaty (jak maleńkie różyczki) i czerwone owoce jesienią – te zbiorę i zrobię z nich małe „co nieco”. Część zostawię dla ptaków:) Przy oczku chcę posadzić również drzewko iglaste (jeszcze nie wiem jakie), więc póki co przeglądam katalogi i nie mogę się zdecydować…
Najpierw sprawdzam, ile mam miejsca na wymarzone drzewko, bo z reguły wiem już jakiego ma być pokroju i koloru,  później szukam odpowiednich parametrów (maksymalna wysokość, szerokość) i sprawdzam, czy zmieści się w miejscu, w którym chcę je posadzić.  Później sprawdzam odporność na cięcia (podkrzesanie w tym wypadku), a na końcu …cenę. Jeżeli drzewko mi pasuje, jestem skłonna zapłacić wiele za odpowiednią odmianę:) Do tej pory taki system się pięknie sprawdził.  Posadziłam w ten sposób klon czerwonolistny Red Royal, sosnę pospolitą odmiany Fastigiata, buk Black Swain , wierzbę mandżurską o poskręcanych gałązkach i jedne z moich ulubionych drzewek na małe powierzchnie – sumaka octowca.



Teraz wracam już do pracy, bo jej jak zwykle sporo. Zakupiłam dziś w Ikea (ach, jak ja lubię ten sklepik:)) kolejną porcje świeczek zapachowych (tak na wszelki wypadek) i parę drobiazgów. W oko wpadł mi …pojemnik na sztućce, drewniany. Za niecałe 4 złocisze. Pobieliłam, poprzecierałam i mam wypasiony pojemnik na przybory kreślarskie:)  Wisi też już półka na stalowoczarnych wspornikach (bardzo odpowiada mi połączenie drewna i stali malowanej na czarno, przewija się ten motyw w całym domu) oraz tablica – niezapominajka. Jak pod sznurek wiszą karteczki i karteluszki. Na półce książki poukładane od największej i najszerszej, do najmniejszej i najwęższej…wiem, zboczenie:) Ale tak mam od dziecka – co jak co, ale miejsce pracy musi być pedantycznie czyste i pod linijkę poukładane. I broń Boże, jak mi toś coś przesunie. Tylko podczas samej pracy mam twórczy Sajgon – po skończeniu umyta jest nawet podłoga:)

Zapachniało dziś świętami i to nie za sprawą pogody, bo ta iście listopadowa, ale za sprawą „Sielskiego życia” – pomarańcze, goździki, świerkowe wianki i piernikowe wypieki, słomiane ozdoby na choinkę i wspaniali ludzie realizujący swoje marzenia…ale co tam – sami przeczytajcie:) 

Od przyszłego tygodnia rozpoczynam wielkie suszenie pomarańczy i pieczenie pierników:)

Blogger wodzi mnie ostatnimi czasy za nos i "rozwala" mi wszystkie posty. Na aktualizację również nie reaguję - wybaczcie więc taki "rozjazd" linijek i odstępów:)






 


 
 

 

7 komentarzy:

  1. Wpadłam tu przez przypadek i zostaję:)
    Twoja wiedza na temat przyrody powaliła mnie na kolana!!!
    Piękne zdjęcia, a w każdym Twoim słowie czuć pasję:)))
    Zapraszam do mnie:
    http://shabby-shop76.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie jestem u Ciebie! Wspaniale, że do mnie trafiłaś, bo dzięki temu ja dotarłam na Twój blog i zostaje tu na dłużej! Napisałaś się koleżanko! ;) Ale ile wiedzy nam przekazałaś! Przyznaje się, że bez pytania skopiowałam ten post, bo takie informacje lubię mieć pod ręką ;) Mam nadzieje, że nie będziesz zła za taką samowolkę? Niesamowite- skąd Ty to wiesz !
    Jedna ogromna prośba! Masz świetne zdjęcia, ale takie malusie :( kochana powiększaj je proszę, na pewno przyciągnie to więcej takich ślepawych blogowiczów jak ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kopiuj ile wlezie:) Wszak to o drzewa chodzi. Zdjęcia powiększyłam, więc powinno być lepiej. Wiedza z pasji i z zawodu, a poza tym na drugie mam Szperacz Pospolity:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam do mnie po wyróżnienie:)
    http://shabby-shop76.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam, ale jest mi NIEZMIERNIE MIŁO:))))
      Dziękuję.

      Usuń
  5. Godna podziwu i pozazdroszczenia twoja wiedza, jak tylko będę potrzebować coś na temat drzew czy ogrodów to zaraz tu będę!!!Jak miło spotkać miłośniczkę drzew..kocham drzewa!!! Jest o nich troszkę na moim blogu ale nie mam wiedzy na ich temat, więc bardzo chętnie, z wielką ochotą będę tu zaglądać:)::):):

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.