Header Ads

PwD

PwD

Gardeniowy zawrót głowy...


Kogucik miniaturowy rasy Lakenfelder i inne zwierzaki, nie wszystkie zadowolone - pawie chwilami dostawały szału i biegały wzdłuż ogrodzenia jak te lwy po klatce, indyki i większy drób z nerwów znosiły jaja, co oznajmiały donośnym głosem - każde wedle własnego gatunku i rodzaju, koguty słysząc te głosy piały w niebo (a raczej halo - głosy), świnki morskie i króliki miały wszystko w trąbie, owcom już nawet patrzeć na ludzi się nie chciało, a gołębie dostawały palpitacji serc od pukających w kaltki zwiadzających - nawet bidy napić wody w spokoju się nie mogły, co myślały trzmiele - nie wiem, bzyczały i tyle...ot, GARDENIA 2013:)
Żeby nie było, że tylko zwierzaki się po halach panoszyły - były świeczki i ogrodowe bibelotki, były latarenki w stylu shabby i innym również, były bombki najprawdziwsze, choć to Wielkanoc niedługo, były też znicze - choć 1 listopada za trochę czasu będzie:), były ...no właśnie. Było wiele fajnych rzeczy - jak na bazarku. Tylko roślin mi brakowało. Bo było ich zdecydowanie ZA MAŁO!!! A to Gardenia przecież i kwiatki chciałam kupić i krzewy, nawet siatę wzięłam sporą...a kupiłam dwa kaktusy, trochę cebul lilii, pół bochenka chleba, kaszanki cztery (domowej podobno roboty), pieprz w ziarenkach, czosnek, kawę i słodkiego rogalika, a także drewniany napisik dla Dziecka - bo prosiło bardzo. Dostałam też długopis, ale zgubiłam:) No ale nie, żebym narzekała:)
 
Oto fotorelacja:
 
 
Piały naprzemian...na początku było wesoło, potem głowa mała, tak się darły.
 
 
Luzik. Dzieci władały rączki, rzucału sianko, pukały...a ONE NIC!!! Skadal.
 
 
Te podgryzały czasem wkładane paluszki:) - takie wredoty łaciate...
 
 
Paw. Królewski. Jak kura na grzędzie:) Jaj od pawia nie było, a szkoda...
 
 
Myślałam, że COŚ mu wyrosło, ale Pan zapewniał, że "jest zdrowy i on po prostu TAK MA"
 
 
Hicior - żeby piesek  się nie zmęczył, żeby można było wejść do sklepu, żeby ...wzbudzić sensację niemałą:) - pakujemy pupila do wózeczka i hajda w trasę:) Cerata na wypadek wypadku:) w komplecie. Nawet przy rączkach są uchwyty na kubeczek z kawusią - full wypas:) i zakupy można zapakować...
 
Było też stoisko fundacji Animalia, które - prócz szczytnego celu pomocy zwierzętom - szukało nowych opiekunów dla swoich podopiecznych...zwierzęta zestresowane poszczekiwały, ludzie je brali, przygarniali, żeby nie było że nieczuli jacyś...uczucia jednak mieszane miałam. Mimo wszystko uważam, że nowy opiekun powinien być wpierw gruntownie sprawdzony - te zwierzęta są po przejściach ...
 
****
 
Kiedy jako dziecko chodziłam z moim tatą na ryby, zabieraliśmy: krzesełeczko małe składane, dla mnie malutki leżaczek, wędki, magiczne pudełko z kolorowymi błystkami, haczykami i ołowianymi obciążnikami i krem czasami do opalania:) No i zanętę, którą tato robił sam (nawet dobra była, żółciutka - podjadałam:)). Robaki kopaliśmy na miejscu, na miejscu też pierwszą czynnością było znalezienie odpowiedniej gałęzi w kształcie "Y" - jako podpórki do wędki. I tyle... teraz rybny biznesik to wielka sprawa - zajmował cała halę...
 
 
Namioty, ocieplane fotele, leżanki, ciuchy z logo "rybki" (nie tam żadne stare flanele...), podpórki specjalne z cudami jakimiś...no taaaakiej ryby tylko brakuje...
 
Ozdoby ogrodowe (?) panoszyły się w dobrej połowie kolejnej hali...niektórym bibelotkom nie pozwolono robić zdjęć - nie dociakałam dlaczego - ich strata:) że tak powiem.
 
 
Wszystko było przecudnej urody...postarzane, pobielane, posrebrzane...pomysły super - tu można było nasycić głód designerski:) Magicy od urządzania wnętrz mieliby raj.
 
 
Na te cudeńka mogłabym patrzeć godzinami - niestety nic nie można było kupić:) To znaczy można było - minimum logistyczne średnio 1500 zł netto:) i nie na miejscu, tylko w hurtowni. A hurtownie rozsiane po Polsce...Wielka szkoda, miałam hrapkę na parę drobiazgów.
 
 
Było bardzo dużo donic i to różnych. Zwykłych ceramicznych, z tworzyw różnego rodzaju, metalu, gipsu - generalnie to co wszędzie:) Mi spodobały się dwa rodzaje: z drewna i ...kamieni.
 
 
Pracochłonne, czasochłonne, ale za to efekciarskie:)
 
 
Odlew i misterna, ręczna robota:) Brązowa na środku zrobiona jest z jednej bryły...lawy wulkanicznej. Nie powiem, pomysł ciekawy. A te stołki i ława, to...skamieniałe drewno. Góra polerowane (boki niektórych też), ale blat i stołek w oddali miały kamienną korę. No cóż - miałabym pewność, że i nikt mi mebli nie poprzesuwa-ja nie dałam rady tego stołka ruszyć z miejsca:)
 
****
 
Kwieciste stoisko, czyli bukieciarstwo...Szkoła Florystyczna miała niezliczone pomysły jak wykorzystać WSZYSTKO dookoła. Był bukiet z kredek, z cebuli, z włóczki...mi podobało się kilka, jednak prymusem był bukiet antygrypowy - w stylowym golfiku:)
 
 
 
Na zdrowie:)
 
Pomysłowość florystów nie znała granic - tu prosto z budowy:
 
 
Przegląd bukietów (pierwszy jest z wełny..)
 
 
I rodem z fermy drobiu...
 
 
I nieco bardziej pachnące jaja:
 
 
Aby florystyce stało się zadość, byli również wystawcy wszelkich materiałów wspomagających bukieciarstwo. Wystawcy przyciągali pomysłowym wystrojem swojego stoiska:)
 
 
Nie można było nie podejść...
 
****
 
 Hiciorem mechanicznym okazała się samokosząca kosiareczka, która jeździ sobie i kosi nam trawkę, a my w tym czasie sączymy piwko na tarasie...
 
 
...nie wiem, jak w praktyce ma się to do dokładności koszenia - angielskich pasów na trawie na pewno nie uzyskamy:) Co najwyżej chińskie esy-floresy. A może jednak uzyskamy? Negocjacje i tłumaczenia, pochwały nowinek technicznych, biznesowe kawki i ciasteczka...dla zwykłych zwiedzających to weekendowa atrakcja, dla tych co szukają kontaktów biznesowych - bardzo pracowite dni:)
 
 
Były też nawierzchnie, niektóre również ciekawie zaprezentowane:)
 
 
 
 
 
 
Prowadzone też były warsztaty oraz działało pogotowie projektowe.
 
 
Prace uczestników warsztatów...
 
 
...i profesjonaliści w akcji:)
 
Znicze i bombki - powiało chłodem...
 
 
 
Biłam się z myślami, czy wstawić tę fotką na tak "poważnym" blogu:) Jednak miała być fotorelacja, więc obiektywnie wstawiam...
 
 
No cóż - o gustach się nie dyskutuje. Choć dobrym pomysłem wydają się krasnale, gdy z ogrodu korzystają małe dzieci - warte przemyślenia:)
 
****
I wreszcie ROŚLINKI! Zieleń, kwiaty, soczyste pąki...wiosna jednym słowem:)
 
 
 
Pachnące zioła...
 
 
...magiczne oczary...
 
 
...niesamowite magnolie...
 
 
 
...i mocno pędzona wiosna:) Ale co tam, najważniejsze, że kolorowo, zielono, wesolutko:)
 
 
Jak się robi bonsai można było zobaczyć na żywo - misterna robótka. Efekty fantastyczne:)
Kształtować drzewka mozna na wiele rodzajów: sztuka bonsai ma drzewko zminaituryzować i postarzyć, poniżej zaś prowadzenie drzew w formia parasolowatej i płaskiej, na ścianie. Dzięki specjalnym konstrukcjom uzyskujemy zamierzony efekt:
 
 
 
Możemy też iść z drzewkiem do fryzjera: wkładamy nasz rozwichrzony bukszpan, cis lub inny krzew, programujemy maszynę, a ona - niczym boski Edward Nożycoręki wypuszcza na eleganta: golony w kółeczko lub w trójkącik:)
 
 
W trójkącik nie mam fotki - był filmik: inne ułożenie nożyc i mamy idealnie formowany stożek. Ach, gdyby takie cudo mieli barokowi ogrodnicy...
 
****
Kiedy poszybowałam do hali z kiermaszem ogrodniczym, miałam nadzieję na to, że choć tam zakupię jakies cudo...na wstępie powitał mnie czosnek. Za to nasz, polski - kupiłam, posadzę, a co tam:)
 
 
Kupiłam też cebule lilii i pieprz kolorowy oraz czarnuszkę:) Pachniał  chleb na zakwasie - a właściwie chlebisko, bo bochny było ogromniaste:) - nie mogłam się oprzeć. Na kolację pałaszowaliśmy z wielkie kromy z masłem i solą, była też kaszanka:)
 
 
 
Na małej wyżynarce Pan Magik, BEZ szablonów wykonywał cuda z drewna...
 
 
Bez szablonu, na żywca to wycinał... Mistrzostwo świata jak dla mnie:)
 
****
No cóż...na kolana Gardenia nie powalała w tym roku...dołączyła do tego śnieżyca, która sparaliżowała z weszłym tygodniu miasto. Śnieg sypał do wieczora, był mokry i ciężki i było go DUŻO. Za dużo. I był lekki mróz, więc ślizgawka na drogach koszmarna... Dzisiaj, tydzień po Gardenii miałam na termometrze...17 stopni w słońcu:) Wyległam w ogród, musiałam podładować akumulatory, odpocząć, nabrać sił i przemyśleć sobie poważnie parę spraw. Ale o tym już następnym razem...
 
****
 
Mimo wszystko, zapraszam do Poznania za rok - jak nie po kwiaty, to po dobry chleb i kaszankę:)
 
Do zobaczenia...
 
 
 

8 komentarzy:

  1. no popacz, kolejna relacja i kolejna, zupełnie inna Gardenia...
    ja kupiłam: cebulki czosnku niedźwiedziego!!! (ostatnie opakowanie), 20 choin zachodnich, siewnik, dwutomowy atlas bylin, dwie zbeletryzowane książki o pielęgnacji ogrodu, przyprawy, szczotkę odkacałkę i filcowe broszki w Sklepie naPTAK.
    Wielu rzeczy, które pokazujesz, nawet nie zauważyłam, kogut był naprawdę biedny, znicze bez sensu, śnieg cudowny, florystyczny "strączek" z rury też zwrócił moją uwagę, a sowa z lampkami w oczach był najokropniejszą rzeczą ever.
    Często się zazębiamy z postami, jak z tym o OK, linkowałam go na zielonej mocy, żeby dodać ducha. Pozdrawiam, postaram się częściej komentować:-)
    a ty z Pozka czy okolic?

    OdpowiedzUsuń
  2. Relacje z Gardenii obiecałam na blogu, więc zrobiłam. Wreszcie:) Zawsze tak jest, że co obserwator to inne spojrzenie-to dobrze, bo pozwala odnaleźć to, czego inni nie zauważą. O OK pisałam, bo mnie zainspirowałaś:) Miałam tez prezentacje o wycinkach drzew (wogóle o wycinkach) i skala wycinki w OK oraz jej przeprowadzenie wzbudziły ogromne wzburzenie.
    Czosnku niedźwiedziego zazdroszczę:), rowerek - miniaturka był boski, dałam zdjęcie z perspektywy, żeby nie dublować detali - były u Ciebie. Śnieg cudny, jednak ja jeździłam sporo po mieście, bo mieliśmy gościa z UK i dziecko musiałam zawieźć na nocną imprezę harcerską...brrr - wspominam drogowy koszmarek:) Jestem z okolic Poznania. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a ja się nie wybrałam, choć do końca byłam pewna, że pojadę;) Ale jak zaczęło śnieżyć, od razu żale mi przeszły;) Ale spotkamy się jeszcze, skoro jesteś z okolic Poznania;)))

      Usuń
    2. No ja myślę, że się spotkamy:) Co do śniezycy, to miałam niezła jazdę bez trzymanki. Zakopywałam się na każdym zakręcie, na każdych światłach:) No cóż, napedu na 4 koła to ja nie mam:)

      Usuń
  3. Oj jak szkoda, że mnie tam nie było...a może i dobrze bo przepuściłabym kase...Chociaż piszesz że nie można było kupić, szkoda, oj szkoda!!!
    Zdjęcia piękne, tylko rozbudziły moją ciekawość:)Magnolię tez kocham, jest coś ulotnego w ich kwiatach...
    Piękna relacja!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bibelotków nie sprzedawali, ale można było kupić rośliny, cebule, część urządzeń ogrodowych i prasę oraz książki. O resztę nie pytałam...Pan od słoiczków (widziałam taki u Ciebie:)) powiedział, że nie mogą sobie psuć dekoracji:) Inna Pani (nie jedna zresztą)zabroniła robić zdjęć. Kupno również z minimum logistycznym. Ale chlebuś prwsza klasa:)

      Usuń
  4. Samokoszącą widziałam w akcji, w ogrodzie, dobra jest. Z tym, że ona mulczuje, nie zbiera. Sama wchodzi do budy celem naładowania. Ja bałabym się awarii. Krasnoludy cudna swoją brzydotą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wole jednak tradycyjną kosiareczkę. Przy okazji robię rekonesans ogrodu:)
      Krasnala (ale takiego elfiastego) zadokuję jak postawię domek dla dzieci w jakimś zakątku-trochę magii i bajowego świata musi być...

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.