Header Ads

PwD

PwD

Drugie życie drzewa i majowo-kolorowo



Kochani moi! Jak wiadomo wszem i wobec, bo się z tym nie kryłam nigdy, jestem eko jak diabli i w ogóle lubię wszystkie zwierzaki. Lubię nawet te, co ich nie lubię, bo się ich boję - ale pająk też stworzenie boże, więc niech siedzi sobie na tej sieci i pożera muchy i inne latające stwory - na zdrowie mu. Szerszeni nie lubię chyba bardziej niż pająków, ale one też swój wkład w życie maja i póki mi po chałupie nie latają, ani nie gonią one mnie po ogrodzie, to jest jakiś tam porządek rzeczy zachowany, więc się nie czepiam:) Jako osoba "eko jak diabli" oprócz setki innych eko rzeczy, robię tu i ówdzie w ogrodzie takie małe enklawy dla tych najmniejszych, których okiem gołym nie widzimy - czyli dla owadów właśnie. Po domku dla pszczół, trzmieli i innych owadzich gości, po wiszących apartamentach dla skorków, nadszedł czas na inne, mniej sympatyczne i na pierwszy rzut oka niepożyteczne, tudzież nam nieprzydatne owady. Ale to tylko pozory moi mili, bo świat ukryty przed naszym spojrzeniem, jest tak rozległy, że nam się nie śniło nawet. I bardzo nam potrzebny:)Tak więc mam w swoim ogrodzie ... drzewa umarłe.
 
 
 
 
Wykarczowane oczywiście fragmenty tychże, bo na martwe pnie strzeliste to nie mam miejsca, a nawet jakbym miała, to ogród nie jest raczej stworzony do tego, aby drzewa umarłe stały w nim "dopóki się nie przewrócą". No bo na głowę komuś spadną i będzie kłopot. Moje więc już leżą:) Nie tak bez ładu i składu, ale w porządku znanym tylko mi i owym owadom. Bo drzewa te martwe są tylko pozornie - w ich wnętrzu tętni życie. To "drugie życie drzewa".  Wśród ogrodowych oryginalnych ozdób sa więc pnie po ściętej gruszy i czereśni, które  w swej roli pierwotnej miały być nogami dla ławki robionej na cito, bo goście w drodze na ognisko, a u na s NIC do siedzenia:). I choć na to trzeba sporej dozy wyobraźni, żeby nazwać te pniaki "nogami", ale ławki są - ba, nawet siedzimy na nich już czwarty rok, bo jak wiadomo prowizorka ma tą cechę, że trwać potrafi wieczność całą...
 
 
 Są korzenie czereśni wydobyte podczas kopania fundamentów, są pnie brzozowe jako fragment murku oporowego dla skalniaka nad stawikiem...te rarytasy niczym nie są zabezpieczone, niezaimpregnowane, niepomalowane - oprócz swojej funkcji maja być domem dla owadów i innych bezkręgowców. A co mieszka pod tymi kawałami drewna? No to prezentacja:)
Pod pniakami spotkacie dżdżownice i mrówki - całymi masami tam siedzą... Dżdżownice to jedni z naszych największych sprzymierzeńców "glebowych" - żywią się bowiem...ziemią, a właściwie tym, co w niej znajdą. Całą resztę wydalają tworząc na powierzchni maleńkie kopczyki z gruzełkami. Te gruzełki właśnie i mini korytarze, które tak pracowicie dżdżownice drążą w glebie są dla roślin tak ważne: te bezkręgowce przetwarzają odpady organiczne (kompost), czym maja swój udział w tworzeniu próchnicy, a ich korytarze rozpulchniają zbitą glebę. Woda, powietrze czy składniki pokarmowe łatwiej przedostają się wówczas w głąb ogrodowej ziemi.  Z dżdżownicami wiąże się pewna anegdotka z mojego dzieciństwa. Otóż dawno, dawno temu, na lekcji biologii w szkole podstawowej mieliśmy o dżdżownicach właśnie i o ich zbawiennym działaniu na strukturę gleby. W weekend pojechałam do Dziadka, który oprócz samego ogrodu hodował i kury i króliki. Przekopywał właśnie grządki i wyciągał z ziemi dżdżownice. Dla kur. Ja w kucki trochę pomagałam, ale zastanowiło mnie to, że Dziadek, taki znawca tematu, tak pozbywa się tych dżdżownic, o których moja Pani z takim zapamiętaniem i w takich superlatywach się wyrażała. Wyłożyłam Dziadkowi to, czego się nauczyłam, ale on polecił się nie mądrzyć, tylko zbierać. Mówił coś o podgryzaniu korzeni, o tym, ze kura też samym ziarnem żyć nie może... Ale mi żal się zrobiło "robaków" (tak Tato o nich mówił, jak na ryby potrzebował) i wiedziona słusznym jak mniemałam przekonaniem, że to Dziadek robi źle - co On wrzucił do wiaderka, to ja SIUP, na powrót na grządki... jak mnie nakrył w końcu, bo w wiaderku zamiast przybywać ubywało, to za Mamy spódnica skryć się musiałam:) I Dziadek zrezygnował z pomocy Małej Psotnicy:) Taaak, taka przekora to zawsze byłam:)
Wiecie, że dżdżownice są obojniakami? Wojna płci więc im nie grozi:) Feministki zapewne zawiedzione...
Mrówki zaś pod pniakami i kamieniami budują mrowiska. Mam wrażenie, że odkąd zadomowiły się w tych ogrodowych kryjówkach, gdzie nikt nie zakłóca im spokoju - wyniosły się z mojego trawnika:) Na początku miałam mnóstwo kopczyków mrówczych w trawie, teraz ich nie widzę. Jednak pod każdym pniem czy większym kamieniem toczy się mrówcze życie...
Co nie zamieszka pod kłodami, zamieszka w nich. Te owady, które żywią się martwym drewnem fachowo nazywamy gatunkami saproksylicznymi. Dalej z nazwami jest już tylko gorzej:), więc potocznie nazwijmy je próchnojadami:) Żyją sobie one w martwym drewnie, jedne w takim co jeszcze stoi, inne w takim co już leży.
 
 
Jedne się nim odżywiają, inne w nim rozmnażają, jeszcze inne jedzą te, co jedzą drewno...ten łańcuszek można ciągnąć naprawdę długo:) Gatunków chrząszczy (bo ich najwięcej związanych jest z drewnem) jest całe mnóstwo, większość objęta jest ochroną! TUTAJ znajdziecie o nich więcej informacji. Warto je poznać, zanim potraktujemy je brutalnie "z buta" zwłaszcza, że niesprowokowane człowiekowi nie zrobią najmniejszej krzywdy, a my boimy się ich, bo rozmiary mogą mieć imponujące:)
 
 
 
Martwe drzewa w drugim życiu dożywają 50 i więcej lat, warto więc nie utylizować wszystkiego w kominku:), a rozrzucić tu i ówdzie jakiś pień, kłodę czy ciekawy korzeń. Z pożytkiem dla owadów i ogrodu:)
 
W moim ogrodzie pojawiło się "drzewo miętowe". Ta osobliwość przyrodnicza powstała przy całej pomysłowości mojego Syna, który z upodobania do mięty (którem mam zatrzęsienie) i wolnej ręce przy robieniu miętowych zapasów, powiązał miętowe gałązki i pozawieszał na sośnie. Wlazł przy tym na drzewo na dobre 3 metry, a zapytany po co tak wysoko miętę pozawieszał, odrzekł, iż "Tam w górze są lepsze wiatry i szybciej się mięta wysuszy". Argumentacja mnie przekonała, warunek był tylko jeden - ON to zdejmie, jak już suszki będą gotowe:) Poniżej pierwszy poziom suszenia - reszta nie weszła w kadr:) Za wysoko...
 
 
Maj oprócz zwierzęcych godów, ptasich treli, ruszających się kuleczek z maleńkimi pajączkami w pajęczym  żłobku:) okrasił nas kolorami i zapachami tak odurzającymi, że głowa mała:) Pachną więc lilaki czyli bzy, konwalie, irysy, za chwilę czarny bez uraczy nas kwieciem, z którego specjałów można zrobić kilka:) TU wyczytałam o bzowych ciasteczkach i bzowym szampanie (!), więc szykujcie koszyczki, nożyki i na bez:) Tylko nie zbierajcie wszystkiego, z owoców czarnego bzu wychodzą FANTASTYCZNE nalewki i syropy, a i dla ptaków musi coś zostać!
Dąbrówka rozłogowa rozłożyła swój niebieski dywan. Wygląda uroczo:) Ot, kolory maja!
 

 
Niemniej zjawiskowo wyglądają poduchy floksu szydlastego i rogownicy. Zapach słodko - miodowy nie pozwala spokojnie usiedzieć w ich pobliżu:)


 
 
Poszalały też stokrotki, które w zeszłym roku zdobiły skrzynki i donice, a kiedy wymieniłam je na petunie - poszły do gruntu. Tam przez lato, zimę i wiosnę nabrały krzepy. Uwielbiam te ich pomponiki:)

 
  Przy stawiku życie wre:) Liście lilii rozłożyły się już na tafli wody i powoli nabierają zielonego koloru. Do słońca pomalutku pną się też mięsiste łodygi z ich kwiatami. Tak jak piszczałam na widok krokusów, tak i teraz, przy liliach dreptam w miejscu:) Kwitnienie tych przecudnych kwiatów to naprawdę uczta dla zmysłów...Nie mogę się też doczekać, aż ta  ściana porośnięta będzie pnączami. Mój zaczarowany ogród tworzy się straaasznie powoli:):):)


 
 Swój czas mają teraz irysy. Póki co kwitną "dzikusy", żółte kosaćce i pięknie pachnące, fioletowe, spadek po poprzedniej właścicielce. Reszta w przedbiegach:)



Kwitnie tez bób, truskawki, pomidory... zapowiadają się obfite zbiory:) Aby pomieścić WIĘKSZOŚĆ warzyw, które wysiałam i które wzeszły, zlikwidowałam część  ścieżek w warzywniku. Mam co prawda trochę z tym kłopotu, niemniej przy rozmiarze mojej stopy (34/35) ufam, że nie zadeptam własnych "dzieci":) I tak ja tylko doglądam warzyw, więc kłopotów być nie powinno. A warzywa rosną na potęgę! Pamiętam jak w zeszłym roku idealnie symetryczne grządki z idealnie równo (i zbyt gęsto) posadzonymi roślinami w krótkim czasie stały się buszem. Ścieżek i tak nie było widać:) Cięgle nie mam wyczucia, ciągle sadzę za dużo, ciągle sekator w dłoni i przerywki musze robić:) Łakomym okiem spoglądam w stronę trawnika pod drzewkami owocowymi, a Połówka zdaje się wyczuwać moje mordercze zamiary względem jednoliściennych i zawzięcie broni tego skrawka do koszenia...



Po kilku dniach upałów nieziemskich nadeszło ochłodzenie. na termometrze miałam dziś 9 stopni zaledwie, a wiatr wiał do tego tak przenikliwy, że zdawało się, że jest jeszcze zimniej. W kolejne dni czeka mnie tyle zaległej pracy i innych zajęć, że nie wygrzebię się z tego zbyt szybko:) Mam nadzieję jednak, że wakacje przyniosą lekki oddech i dadzą nacieszyć się ogrodem i wspólnym, rodzinnym w nim przebywaniu. Póki co muszę wyspać się porządnie, bo sporo się będzie jutro działo:)

Ściskam wszystkich i przesyłam zielone fluidki z Zielonej Pracowni!
 

22 komentarze:

  1. Jak to nie widać, że pnie to nogi? Od razu widać. Uwielbiam TAKIE właśnie ławki. Też mam dużo drewna i kamieni, a pod nimi u mnie głównie mrówki i żaby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje pniaki:) Moje są "krzywe i brzydkie", a te u Ciebie...aż normalnie żal ich dla tych mrówek:) Ale tak już jest. Cieszę się, że takich "eko" ludzi jest więcej i że nie walczą oni z mniejszymi tak zażarcie:)

      Usuń
  2. u cibie juz tak wszystko pieknie kwitnie:)))...alez cudowny jest ten floks:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Floksik trzeci sezon ma - z jednej roślinki tak się rozrósł. Jakbym kupiła ich więcej, znów miałabym problem "co z nim zrobić":)Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Że ja wszelakich robali nie cierpię a pająków zwłaszcza (pierwsze zdjęcie mało mnie nie zabiło!), to skupię się na kwiatach. Cudnie jest w tym twoim ogrodzie, oczko wodne przecudnej urody, że już nie wspomnę o okienkach malutkich zawieszonych na murze...
    Bajkowa sceneria:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Pierwsze zdjęcie wykonane zostało w takim biegu, że śmigałam jak łania po aparat:) Pajączki poruszone, "spadały" z pajęczynki, ale wszystkie były uwieszone na pajęczej przędzy. Spadały dobre 10-15 cm, po czym podciągały się na nici jak Ninja:) Zaniepokoiłam je kilka razy, tak świetnie to wyglądało. Zdjęcia wyszły jednak nieostre, więc nie wstawiłam. W pajęczych sieciach znajdują się upierdliwe muchy i komary. Ja pająków tez się boję, ale wiem, ze są pożyteczne. Życie uprzykszają mi pod koniec lata, kiedy osiągają zbyt duże jak na moją tolerancję rozmiary:) czym skutecznie uniemożliwiają mi swobodne pielęgnowanie rabat czy prowadzenie inwentarek w lasach...
      Okienka zdobyczne, za komplement dziękuję:)

      Usuń
  4. U Ciebie wszystkiego "mnogo" i pajączków i kwiatów i warzywek i pracy, ale wszystko takie cuuudne :))))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasu "niemnogo"...Buźka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ondrasza, raz jeszcze dzięki za przesyłkę, silnie nas zmotywowały nasiona, koty są wspaniałe - takie proste, a zarazem wyraziste - zazdroszczę talentu;))) Zawisną wkrótce;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taki wylęg żółtych pajączków też u siebie widziałam - raz w życiu. Co się do niego zbliżyłam z obiektywem to one rozpierzchały się na boki. Jak odsuwałam aparat to wracały do wnętrza sieci. Tak kilka razy nawzajem się kiwaliśmy, aż w końcu pająki ostatecznie rozbiegły się i nie wróciły do sieci. Cwane bestyjki ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak urosną, nie będą już takie słodkie:) To młode krzyżaka ogrodowego. Choć to i tak lepiej niż gdyby mamusią był kątnik:)Krzyżaki przynajmniej w ogrodzie siedzą... Bestyjki cwane, rozpierzchały się jak oddychałam:) Jak zrobiłam zdjęcie na bezdechu, jakoś się udało. Widok rzeczywiście niesamowity, ja też widziałam taki wylęg po raz pierwszy:) Poniżej link do małej encyklopedii ogrodowych pajęczaków:) Przyjemnej lektury! Pozdrawiam. http://staw.bieleccy.com.pl/str5_pajaki_nadwodne.html

      Usuń
  8. Nie boję się żadnych chyba stworów, a w ogrodzie mam rezerwat. Dokładnie wiem, kto, gdzie, i z kim mieszka. Zaskrońce w dziupli orzecha - jeden wygląda ja anakonda, taki wypasiony! Chyba przegoniły (zjadły?) szerszenie, który tam przedtem mieszkały. Jaszczurki pod stertą starych dachówek i pod werandą, o ptakach w oborze nie wspomnę. Bardzo lubię te wszystkie zwierzaki i robaki. Nawet nietoperze mam. Nie znam się, są malutkie jak myszki i rude.
    Czytałam o szerszeniach, że są mniej "jadowite", niż pszczoły i bez wyraźnego powodu nie atakują. Wyglądają groźnie, ale stężenie jadu mają mniejsze, niż pszczoły właśnie. Może dlatego muszą groźnie wyglądać? To już się nie bój.
    Bardzo chciałabym mieć staw, mam warunki i teren, ale boję się kosztów. Nie musi być wielki. Orientujesz się może w temacie?
    Idąc za Twoją radą posadziłam w donicy przy ścianie domu tunbergię i wyściółkowałam drewnianymi wiórkami - na razie czuje się świetnie, zobaczymy, jak zniesie upały.
    Wiesz może, czym ekologicznie potraktować takie czerwone żuczki na liliach? Pokrzywa im nie szkodzi, a chemii nie chcę.
    Ja też upajam się majem, następny dopiero za rok!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, zazdroszczę zwierzyńca, a zwłaszcza tych mieszkających w zakamarkach wielkich drzew. Co do nietoperzy to "małe rude" to może być nocek rudy, one są pospolite i niewielkich rozmiarów. Szerszenie pod dach mi się pchają. Żadne zwierzę nie atakuje bez powodu, chyba że akurat ma ochotę na człowieka zapolować, ale to już na innych kontynentach:)A co do szerszeni czy os, to starczy się od nich odganiać - dla nich to już powód do ataku. Ukąszenie szerszenie podobno bardzo boli. Ja staram się nie odganiać, ale pająka do ręki bym nie wzięła:) Nie boję się za to węży, żab czy innych zwierząt. Jako dziecko wkładałam ręce po pachy we wszystkie ogrodzenia głaskając pieski...że te ręce jeszcze mam, to chyba łut szczęścia:)
      Co do lilii - niestety ekologicznie to pozostaje ręczne zbieranie. Link: http://forumogrodnicze.info/viewtopic.php?f=7&t=25136 do wątku na forum ogrodniczym i link drugi: http://www.projektoskop.pl/a-813-poskrzypka-liliowa.html O stawach i oczkach w ogrodach pisałam już, link: http://quadro-zielona-pracownia.blogspot.com/2013/01/nudy-na-pudy.html. Powodzenia!!! Dziś majowy weekend przywitał nas deszczem i zimnem. Hana czy to Ty wygrałaś u mnie bonusowe candy? Jeśli tak, proszę o namiary:)Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Robale robalami. Ja ich nie lubię. Floksy cudowne. Jak długo one kwitną? Ale najpiękniejsze i najgenialniejsze są te stare, drewniane drzwi i ramki okienne na tej pustej ścianie. Jak ona zarośnie jakimś bluszczem, winem itp, to będzie czarujący widok jak z bajki. Pozdrawiam serdecznie, życzę lepszej pogody do buszowania w ogródku i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy. Magda B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Floksy kwitna długo, ale nawet jak nie kwitną to ładnie wyglądają (listki mają jak igiełki jałowca, więc pięknie płożą się po kamieniach)Nooo, na tą zieloną ścianę to również czekam niecierpliwie, ale to północna ściana, ciężko pnie się nawet hortensja. Magdaleno, czy Ty też nie napisałaś wierszyka?:) Jeśli tak proszę o namiary:)

      Usuń
    2. Wierszyk napisałam, ale tak poza konkursem...
      Ja na wielką, ohydną ścianę od warsztatu samochodowego sąsiada puściłam zwykły winobluszcz trójklapowy. Ściana obrosła tak dokładnie i tak szybko, że sama nie zauważyłam kiedy. Teraz i latem i jesienią wygląda naprawdę pięknie.
      Moje namiary się nie zmieniły. Jeśli ich nie masz, to oczywiście napiszę. Magda B.

      Usuń
  10. Zbieram ręcznie te małe czerwone, ale szybkie są jak błyskawica!
    Małemu rudemu przyjrzałam się dokładnie, bo spadł mi na głowę po zimie, której biedak nie przeżył. Wyglądał jak zmumifikowany. Rzeczywiście maleńki i słodziak z bliska. No i te uszy! Dużo ich tu musi być, bo widzę, jak śmigają o zmroku. Mieszkam na skraju wsi, w niewielkim oddaleniu od reszty zabudowań, teren jest duży (6 tys.m2), są zarośla, krzaczory - to i fauny co niemiara. Dodatkowo, wokół tylko pola po horyzont. Teraz mamy przegląd wszystkiego, co żyje w okolicy - zwierza i ptaki przychodzą pożywić się wschodzącą kukurydzą. Jak już urośnie, spektakl się skończy aż do żniw, albo i dłużej. Wczoraj biły się o łup jakieś dwa spore, drapieżne ptaki. Nie sposób ich zidentyfikować, bo w strasznie są do siebie podobne. Widzę to wszystko przez okno w kuchni, a one mnie nie widzą - taki animal planet.
    Czytałam u Ciebie o stawach i przeczytam jeszcze raz. Tym razem postaram się nie zazdraszczać, bo to mi zaburza ogląd.
    Łapy przez ogrodzenia i nie tylko wsadzam do dziś. Czasem wsadzam jakiegoś biedaka do samochodu i potem się bujam, bo nikt go nie chce. Ale to długa historia.
    Naprawdę coś wygrałam? Tym wierszykiem?
    Dzięki, dam namiar mailem.
    U nas też dzisiaj paskudnie, zimno i mokro.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, odpowiedziałam Ci na maila:) Jestem pod wrażeniem ogrodu i charakteru budynków - bajkowe klimaty! Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Dzięki za dobre słowo, w kwestii ogrodu mam niezaspokojony głód i łaknę potwierdzenia moich nieudolnych ciągle poczynań jak kania dżdżu. Jeszcze ze 20 lat i będzie dobrze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ondrasza, ratunku! Ja też kocham wszelką żywinę, ale krety przekraczają już wszystkie normy. Rujnują wszystko. Masz może jakiś sposób? Wydaje mi się, że próbowałam wszystkiego, ale może o czymś nie wiem? Przez tę wilgoć pewnie mają obfitość robali i szaleją.
    Czy można teraz przesadzić ukorzenione odrosty forsycji? Pod krzewem jest tego mnóstwo, mogłabym alejkę całą obsadzić!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hano, forsycje przesadzaj śmiało zwłaszcza w deszczowe i pochmurne dni. W słoneczne i suche tego nie rób - roślinki mogą sobie nie poradzić. Krety są pod ochroną:) trzeba je więc kochać miłością bezwarunkową i walczyć bezkrwawo. ich korytarze są bardzo długie, kiedyś słyszałam, jak ktoś próbował zalać krecia norkę, a woda wyleciała sąsiadowi dwie działki dalej - korytarz się zapadł i sąsiad miał dziurę w trawniku:) Krety nie lubią hałasu, są do kupienia odstraszacze kretów (wirują na wietrze i klekotają). Może dzwonki powietrzne? Chałupniczym sposobem można odstraszyć je zatkniętymi na patyki...puszkami. Ładnie to nie wygląda, ale w miarę skuteczne. Wszelkie elektroniczne cuda nie sprawdzają się. Mój wykładowca zasadza się na krety i łapie je za dupkę, po czym wynosi za płot (tam jest miejsce w którym mogą szaleć do woli, a do niego nie wrócą, bo jest wysoki murek na fundamencie). Ale na to trzeba mieć duuużo czasu:) Pozdrawiam!

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.