Header Ads

PwD

PwD

Siła ŻYCIA i przyjemne z pożytecznym łączenie.



Rokrocznie życie zadziwia mnie swoją siłą. Pozorna, zimowa "śmierć" przyrody okazuje się być tylko głębokim snem, a uśpione życie  wiosną wybucha feerią barw, kształtów, zapachów czy dźwięków. Ta zima była wyjątkowo paskudna, bo długa:) I bez słońca, co nie pozostaje bez wpływu na samopoczucie większości stworzeń, zwłaszcza tych dwunożnych, które operują nazwami typu  "depresja zimowa". Pierwszego kwietnia lepiłam na ogrodzie śnieżnego zająca, pierwszego maja...wyszłam ze szpitala. No bywa, czasem zdrowie wymaga naprawy, czasem coś szwankuje, czasem trzeba się przebadać. Grunt, że jestem już w domu i choć majowy długi weekend minął mi pod znakiem rekonwalescencji i dochodzenia do siebie, to codziennie dochodziłam ciut szybciej:) Ostatnimi czasy cięgle byłam w rozjazdach, więc nie miałam nawet czasu nacieszyć się tą zieloną pobudką w ogrodzie:) Cieszyłam się za to na tak zwanym łonie natury, a łona tego było co niemiara...Zaś ogrodowe magiczne chwile uwieczniałam na szybkich zdjęciach (robionych między rozpakowaniem, a spakowaniem kolejnego wyjazdowego tobołka), stąd wiem, co i jak  w trawie mojej piszczało. A że piszczało, to na poniższych zdjęciach widać przepięknie:

W przedbiegach pączki wszelakie:


Pąki klonu czerwonolistnego Crimson King, szczepiony na pniu modrzew o zwisłej koronie, funkie jak świece wychodzą z ziemi i rozświetlają zacienione miejsca i moja ukochana tawuła japońska Goldflame o złocistych i ognistych, młodych listkach. Po krokusach zostały listki z białym paseczkiem, po wczesnych tulipanach zasuszone płatki...Po przekwitnięciu odcinamy czubek łodyżki. Tulipan całą energię powinien włożyć w magazynowanie składników odżywczych w cebuli, które to jedni wykopują po zwiędnięciu liści i przechowują do jesieni, aby w październiku ponownie wysadzić, inni zaś (czyli ja na przykład) zostawiają w ziemi do następnego roku. Stare "nie udziwnione" odmiany tulipanów radzą sobie z takim pozostawieniem doskonale, nie zauważyłam, aby słabiej kwitły. Co do nowych odmian-czas pokaże:)

Do startu szykują się ozdobne czosnki i późne tulipany, migiem podrosły też ostróżki, lilie, liliowce. Na irysach nabrzmiały pąki kwiatowe. W pełni rozkwitu są kaczeńce (knieć błotna), które rozrosły się przy moim stawiku do monstrualnych wręcz rozmiarów:), niezapominajki, migdałek trójklapowy czy "średniowiosenne" tulipany.





Kwitną jabłonie:) Ach, taka namiastka Raju...
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam delikatnie różowe kwiaty jabłoni! Są tak zwiewne, pudrowe, a wyrosną z nich dorodne, chrupiące jabłka...Po zapyleniu oczywiście, a że pszczoły i trzmiele robotę wykonały to nie wątpię, a to z trzech powodów:
Po pierwsze, zapylone zostały już kwiaty owocowych krzewów, co widać poniżej:)
Twarz mi się śmieje:) Czerwona porzeczka, agrest, wiśnie...są jeszcze maliny, czarne porzeczki, śliwka węgierka i wspomniane, pachnące jabłka...

Po drugie, mam w ogrodzie sporo kwiatów i ziół, a także drzewa kwitnące bardzo wczesną wiosną, dające pokarm tym owadom, które wybudziły się ciut za wcześnie: rośnie brzoza brodawkowata i namiastka mojej ukochanej, gigantycznej wierzby płaczącej - wierzba mandżurska. Brakuje mi tylko leszczyny, ale postaram się nadrobić:) W mojej okolicy sporo wierzb, a także olch, brzóz i leszczyn - istny wczesnowiosenny bar szybkiej obsługi:) Tam, gdzie nie ma kwiatów jednorocznych i  bylin, są krzewy kwitnące: o forsycji i migdałku, sztandarowych punktach wiejskich ogrodów nie wspominam:), ale wspomnę krzewuszki, kalinę koralową, jaśminowiec wonny, pęcherznice kalinolistną, hortensje, a także berberysy (one również kwitną!)
A po trzecie, najważniejsze - w moim ogrodzie wiosną stanął
domek dla owadów!
I ma już pierwszych lokatorów:)
Kiedy domek stał oparty o jabłonkę i czekał na wkopanie, pojawił się w nim opuchlak. Mówię do Połówki ze zmarszczonym czołem: "Nie o takich lokatorów mi chodziło!", a On na to: "A co, bilety wstępu będziesz sprzedawać?"  No niby nie będę, niemniej wolałabym, aby w domku mnożyły się i znalazły schronienie pożyteczne i przyjazne ogrodnikowi owady, a nie ogrodowi szkodnicy! Póki co opuchlak został usunięty z domku, domek został zapełniony ustrojstwem przeróżnym, a w ustrojstwie...życie wre. Ale po kolei. O tym, że domek dla owadów powinien stać w każdym ekologicznym ogrodzie pisałam TUTAJ. No wiem, dawno temu:) Ale zima była wyjątkowo długa i przebrzydła, owady spały w najlepsze, a jeszcze miesiąc temu w moim ogrodzie leżały place topniejącego śniegu...Projekt takiego domku każdy powinien wykonać samodzielnie (Mężów poprosić o pomoc przy większych formatach) w zależności od tego, ile miejsca chce przeznaczyć na takowy domek. Można również zamontować kilka mniejszych domków. Drewno powinno być surowe, nieoheblowane. Domek można zabezpieczyć tylko od zewnątrz, poszczególne komory powinny być tak naturalne,  jak to tylko możliwe:) Mój domek wygląda tak:
Jest solidny, nogi (zabezpieczone dysperbitem) ma wkopane na 50 cm w ziemię. Zewnętrzne części (w tym tył) pomalowałam lazurą do drewna w takim samym kolorze jak płotki i pergole (u mnie to złocisty dąb). Na lazurze nie ma co szczędzić, ta użyta u mnie zabezpiecza drewno na 8 lat. Na górze jest półka - korytko: to pod zielony dach. Póki co pusta, nie mam papy:) Trzy środkowe półki (te ze słomą) to domki dla trzmieli. Brakuje oczywiście sianka i "drzwi", ale musiałam wstrzymać pracę: pierwsze "lokale" zasiedliły pszczoły, trochę obawiałam się ich reakcji na prace przy domku. Bezpodstawnie jak się okazało, bo tolerowały moje całodzienne zabiegi i wiercenia, jednocześnie wybierając dogodne dla siebie lokum:):):) Reszta "boksów" bowiem przeznaczona jest dla innych owadów, głównie pszczół. Nie są to jednak pszczoły miodne, a dużo bardziej łagodne m. in. murarki ogrodowe. Więcej na temat samych pszczół i budowy różnych typów gniazd znajdziecie TUTAJ, nie będę się powtarzać. Z drewutni wybrałam drewno brzozowe i rozpoczęłam wiercenie otworów:
Później "wypukałam" z otworów trociny i układałam ciasno klocki drewna. Na koniec zabezpieczyłam je od frontu i w szczelinach gliną: glina i tak potrzebna będzie owadom do zalepiania wejść ze złożonymi jajeczkami.
Jak widać glina nie zdążyła obeschnąć, a już z jednej dziurki wystaje pszczeli kuperek:) Pszczoły latały, wchodziły po kolei do każdej dziurki szukając właściwego dla siebie lokum. Kiedy natrafiły na chatkę już zajętą, po "nakrzyczeniu" przez lokatora, grzecznie wynosiły się szukając wolnej chałupki. Pozbyłam się po tych obserwacjach resztek strachu przed murarkami:) Są łagodne jak baranki, fantastyczne do spokojnej obserwacji. Mój Syn spędza przy domku każde popołudnie, odstawia rower i gapi się licząc zamurowane otworki:) A zamurowane otworki wyglądają tak:
Pokolenie murarek, które teraz zalepia te otwory zginie za dwa, trzy miesiące. Ze złożonych jajeczek (w każdej rurce kilka, oddzielonych przegrodą) wylęgną się wkrótce larwy.  Będą odżywiały się pokarmem zgromadzonym przez matkę. Jesienią przepoczwarzą się i... pójdą spać. Wiosną wylęgną się młode pszczoły i według wszelkich znaków na niebie i ziemi oraz doświadczeń ogrodników, będę musiała dorobić pszczelich domków:) Tym bardziej, że stoi on w pobliżu drzew owocowych i moich i sąsiadów, więc murarki, które nie pokonują znacznych odległości w poszukiwaniu pokarmu, mają go właściwie pod nosem.
Jeden z boksów wypełniony jest słomą (izolacja i schronienie na tyłach:)) oraz słomą wymieszaną z gliną. Ja miałam przy okazji maseczkę na dłonie, co jak się okazało niekoniecznie jest dla moich rąk zdrowe, bo wysuszyły się mocno. Kremowałam je jeszcze dwa dni. Choć peeling zrobiłam sobie przedni, nie powiem:) Glinę znalazłam kopiąc przy domu i to wcale nie za głęboko. Rozrobiłam ją z wodą i mieszałam, mieszałam, a później nakładałam warstwa po warstwie. Kiedy gliniana ściana była gotowa, pozwoliłam jej przeschnąć i porobiłam dziurki różnej średnicy. Poprawiałam je codziennie, bo mokra jeszcze glina opadała wewnątrz. Po kilku dniach z wierzchu ściana jest sucha, jednak pszczoły nie zamieszkują jej-podejrzewam, że w środku jest jeszcze sporo wilgoci, a ta byłaby dla jajeczek zabójcza. Będzie na przyszły sezon:)
Domki dla skorków zrobiłam z doniczek glinianych wypełnionych siankiem i słomą i zawieszonych do góry dnem na wyższych gałęziach drzew owocowych. Skorki są niesamowitymi łowcami mszyc - na spółkę z biedronkami stworzą moja prywatną straż ogrodową:) Domek dla złotooków zrobiłam w jednym z boksów: poukładałam wiązki słomy i trzciny o bardzo małych otworach. Nie dostanie się do nich osa, ani nie zagnieździ sią pszczoła.  
Po budowie domków dla owadów przyszedł czas na rośliny dla nich. Paulina L z Zielenie prowadzi akcję sadzenia roślin miododajnych. Miododajna rośliną jest właściwie wszystko co kwitnie. I dodam przekornie-nie musi wcale ładnie wyglądać:) Oprócz kwiatów typowo ogrodowych i ozdobnych, które znacie wszyscy, warto postawić na kwitnące krzewy. Są rokrocznie niezawodne:) O drzewach dających nektar już pod koniec lutego czy na początku marca (brzoza, wierzby, leszczyna, olchy) już pisałam na początku. Jest jeszcze oczar-niesamowity krzew lub małe drzewko, które kwitnie pięknie pachnącymi, pierzastymi kwiatami często już w luty, kiedy calutka przyroda jeszcze głęboko śpi. Są też rośliny, których nie lubicie (pokrzywa, mniszek lekarski, koniczyna, stokrotka) w swoich ogrodach. Nie pasują tam, bo są uznawane za chwasty. Zgodzę się, że mniszek czy poducha koniczyny na wypielęgnowanym trawniku strzyżonym "na zapałkę" nie wygląda ESTETYCZNIE z punktu widzenia właściciela ogrodu. Byłoby jednak fajnie, jakby na obrzeżach tego zielonego dywanu, szanowny właściciel ogrodu posadził mnóstwo kwiatów i kwitnących krzewów. Ogród bowiem z trawnikiem na środku, posadzonymi wzdłuż płotu tujami i innymi iglastymi roślinami, podsypanymi korą, żeby NIC tam nie wyrosło jest właściwie ogrodem martwym. To nie jest ogród różnorodny biologicznie, nie daje schronienia, pokarmu ani warunków dla wychowania potomstwa dla wielu pożytecznych stworzeń, których życie jest niezwykle ważne dla całości przyrody. Każde bowiem stworzenie zajmuje w przyrodzie swoje miejsce. Każde jest ważne, każde służy za pokarm innemu stworzeniu (brutalne, ale prawdziwe...) i jakakolwiek ingerencja w ten odwieczny łańcuszek życia może być katastrofalna w skutkach.
Połączcie więc proszę przyjemne z pożytecznym, i zaproście owady do ogrodu. Będą Wam sprzymierzeńcem i przyjacielem. Będą dawały radość podglądania przyrody, obfite plony, pozwolą nie stosować chemii, która zabija wszak nie tylko szkodniki ogrodowe, ale również pożyteczne stworzenia: piękne i subtelne złotooki, "straszne" skorki (nie wgryzają się w uszy, nie czyhają na biednych ludzi - one nas unikają, boją się jak cholera:)), biedroneczki w kropeczki:) oraz pszczoły.
Pozwolą cieszyć się pięknem przyrody, jak kolorami i zapachami.
Dwa dni temu wróciliśmy do domu po pracy. Było piękne, cieplutkie popołudnie. Połówka zasiadła w ogrodzie, ja przyniosłam nam obiad - zupę ogórkową:)  Po obiedzie zrobiliśmy kawę i ponownie zanurzyliśmy się w ogrodzie. Siedzieliśmy sobie tak w milczeniu popijając kawusię i omiataliśmy wzrokiem ogród: przy drzewach owocowych brzęczały pszczoły i trzmiele. Czasami jakiś przeleciał nam nad głowami niczym rasowy bombowiec:) W strumieniu pluskały się ptaki - było tak ciepło, że nawet Pan Kracy nie reagował, tylko leżał i obserwował spokojnie: tym razem im darował:) Na kaskadzie od czasu do czasu lądowały pszczoły i osy - siadały na mokrych kamieniach aby ugasić pragnienie. Ciszę przerywał plusk - to karpie koi szalały w wodzie. Nad woda przelatywały jaskółki: piły w locie, bez lądowania. Rozważaliśmy odwiedziny u znajomych. Połówka na to: "Gdzież po kominkach będę chodził, skoro u siebie mam tak pięknie...toż to namiastka Raju - tyle kwiatów, ptaków, tyle zapachów...Nigdzie się stąd nie ruszam." ...
 Zatem pozdrowienia z Raju:)
Na koniec chciałabym zaprosić Was do obejrzenia pewnego filmu, który niestety jest reklamą. Nie używam tego środka, chodzi mi o wydźwięk samego filmu, który uważam za genialny po prostu:)
Niestety aby obejrzeć filmik musicie obejrzeć jakąś tam reklamę - ale warto.
Pozdrawiam optymistycznie - kochajcie się Kobitki!
 Jesteśmy wszak piękne!
Wszystkie,  bez wyjątku.

6 komentarzy:

  1. Pomysł z domkiem dla owadów podoba mi sie bardzo!!! W opisie tego wszystkiego tak się zaczytałam, że z przykrością musiałam stwierdzić iż moja lektura zbyt szybko dobiegła końca:)))
    Do Pauliny zapisałam się, chociaż bardzo ale to bardzo boję sie pszczół i os! Ale damy radę, skoro pszczółek może za parę lat nie być...
    Buziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Pszczół rzeczywiście jest coraz mniej, trzeba je wspomóc. Murarki nie są agresywne, ludzie robię im domki na balkonach:) Przeczytaj forum (link w poście), starczy kilka trzcin związanych i zawieszonych pod jakimś zadaszeniem, a pszczoły samotnice same znajdą drogę. Os też się boję, ale one maja inne preferencje jeśli chodzi o gniazda, więc właściwie nie spodziewam się ich u siebie na zimowaniu w owadzim domku:) Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję pieczątki!

      Usuń
  2. Piekna wiosna nam nastała całkiem niespodziewanie. Podobnie jak Ty pomyślalam ,że w prawdziwym ogrodzie powinien być domek dla owadów. Ale Ty podeszłaś do tematu bardzo poważnie. Na pewno wrócę tu jeszcze , żeby doczytać bo temat bardzo mnie zainteresował. Już wiem ,że bedę musiała budować od nowa. Pozdrawiam serdecznie i zdrówka zyczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie ostatnie zimne dni, rzekłabym, że po zimie lato przyszło! Czy poważnie to niekoniecznie, zaczęłam w październiku:)Pozdrawiam!

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.