Header Ads

PwD

PwD

Znad chusteczek, nowych kaloszy i PAPRYKI :)


Moje męskie towarzystwo pochorowało się, więc pielęgnuję:) Wielki gar rosołu nagotowany, lubczykiem i pietruszką pachnie w całym domu...Miałam nadzieję, że przez weekend zgubię i ja katar i choróbsko, które czaiło się gdzieś w kącie sypialni, ale mimo drobnych prac domowych które zwykle są najlepszym lekarstwem - nie dałam rady. Miałam też w planach posadzenie reszty wrzosów i porządki w warzywniaku, ale padało i było nieprzyjemnie zimno...brrr wiatr do tego przenikliwy, więc jako jedyna (do wczoraj) ostoja jako-takiego zdrowie zarzuciłam pomysł ogrodowych bojów. Mimo tego wczoraj mnie poskładało i tym samym dołączyłam do Bractwa Łóżkowego:)  Obłożona chusteczkami to podsypiam, to snuję się po sieci robiąc dobrą minę do złej gry, zaglądając do Was podziwiam i komplementuję:) 
Nie mam pomysłu jak zabrać się za zmiany na blogu, brakuje tzw. Weny Twórczej znanej każdemu artyście, który bez Natchnienia nie spłodzi żadnego dzieła i nawet kawy dobrej wówczas nie zaparzy:) Widzę więc, że jest wiele do zrobienia, ale mam zastój:) No nic, musi przejść, jak przejdzie, znów pójdę jak burza!!!

Żeby nie było, że nic nie robię - robię, a jakże! Zakupiłam na ten przykład nowe kalosze, a właściwie kalosze po prostu, bo wszystkie gumiaki jakie oglądałam do tej pory były na szkieletowe nóżki, albo męskie stopy...Mam ogromny problem z butami, bo rozmiar mojej stopy jest niewielki, natomiast nogi jako całości już niekoniecznie:) Tak więc kozaki i kalosze właściwego rozmiaru utykały w 2/3 drogi, wchodziły za to te, w których stopa moja się ...topiła. Niskie (do kostki) to nie kalosze, szukałam więc, szukałam bardzo długo, aż wreszcie ZNALAZŁAM. Jak na zamówienie robione! Idealnie dopasowane, wygodne... Kolor czarny, bo zawodowo będę śmigać w największym czasami błocie, więc jasne odpadały. Czarne elegantki do czarnych spodni, czarnej kurteczki - a dla kontrastu ... pomarańczowa kamizelka i biały kask:) Szyk i fason nawet na budowie musi być:) A co!!!



Muszę się tylko jeszcze nauczyć "wydzierać", bo jak swoim janielskim głosem nagadam, to mnie chłopy nie słuchają:)

Z domowych robótek w wielkim słoju maliny naciągają procentami i przegryzają się z cukrem - malinówka palce lizać się szykuje! 




W drugim słoju od miesiąca już naciągają aronie - tym razem na wódce, bo w zeszłym roku zrobiłam na spirytusie - ło matko! Konia z nóg zwalało, rozcieńczaliśmy sokiem z aronii (z kartonika) - czysta profanacja! Aroniówka nabiera szlachetnego, głębokiego koloru, na Wigilię będzie jak znalazł! 



 Przepisy na te słodkości malinowe są TUTAJ  oraz TUTAJ (zamiast spirytusu daję wódkę, a do aroniówki wrzuciłam kila śliwek suszonych - podobno dodają pazurka, zobaczymy) - naprawdę warto! 
Mam też w domu  paprykowy szał - nie mój niestety, mimo wysiania papryki już pod koniec lutego i pięknego zdawałoby się wzrostu siewek, moje papryki są jeszcze zielone...


Trochę się o nie boję - brak słońca i ciągłe deszcze, a także nocne temperatury w okolicach 7 stopni nie wróżą jej najlepiej. Szykują się znów wcześniejsze zbiory i trzymanie papryki w wiaderku z jabłkami (szybciej nabiera rumieńców). Tym razem papryka jest słodka, w zeszłym roku w feworze walki miałam przygodę z papryka ...chilli, pisałam o tym TUTAJ:)  Paprykę jesienną uwielbiam, ma wówczas swój autentyczny smak i zapach! Życie w zgodzie z naturą, z jej rytmem, pulsem, jedzenie tego, co ziemia TERAZ nam daje - to wszystko pozwala naprawdę posmakować jej plonów:) Pokażcie mi truskawki grudniowe, które będą smakować jak te z czerwca! NIE MA TAKICH ! Nie ma - chyba że je zamroziliśmy (w czerwcu, lipcu), zrobiliśmy dżem, sok i zamknęliśmy w słoiczku zapach lata razem z jego darami:)  Wracając do papryki, mam dla Was dwie propozycje, obie smaczne i zdrowe:)

Papryka faszerowana

 - szał mojej jesieni, podawana do znudzenia, farsz w zasadzie dowolny (zależy tyko od naszej wyobraźni i upodobań kulinarnych) - tym razem zrobiłam z mięsem mielonym, pieczarkami i kaszką kuskus, na wierzch trochę sera pleśniowego i pod koniec pieczenia - posadziłam na wierzchu jajko:)


Będziemy potrzebować:
1 Paprykę 
2 Mielone
3 Cebulę
4 Pieczarki
5 Kaszka kuskus
6 Sól, pieprz
7 Jajko
8 Oliwa z oliwek do skropienia dna naczynia

Włączamy piekarnik - na ok 180-200 stopni. Paprykę myjemy, wycinamy gniazda nasienne, ale delikatnie - jeżeli chcemy posadzić na papryce jajko, nie możemy zrobić zbyt wielkiej dziury:) Układamy w naczyniu żaroodpornym, którego dno skrapiamy oliwą z oliwek, a w przerwy między paprykami układamy grubo krojoną cebulę. Na patelni podsmażamy mielone z posiekaną cebulka i pieczarkami, kaszkę kuskus zalewamy gorącym rosołem lub posoloną wodą. Mieszamy napęczniałą kaszkę z mielonym, faszerujemy papryki (nie do końca, pamiętamy o jajku:)). Na wierzch możemy pokruszyć trochę sera pleśniowego. Zapiekamy w piekarniku, możemy podlać odrobiną wody. Kiedy papryka jest już miękka (farsz wkładamy gotowy więc zapiekanie papryki nie trwa zbyt długo), delikatnie rozbijamy na każdej papryczce jajko, zamykamy w piekarniku i czekamy, aż jajko się zetnie. 
Paprykę można podać samą, z sałatką, albo z ziemniakami purre polanymi duszonymi pieczarkami z cebulką - tak ja zrobiłam i obiad był ledwo do zjedzenia:)





Papryka marynowana

 - przepis znalazłam TUTAJ, wyszła słodko-kwaskowa (nie kwaśna!), więc nawet Dziecię z miłą chęcią zjadło. Dziś poprosił o zrobienie "słodkiej cebulki" - czyli tak jak marynowałam paprykę, mam zamarynować cebulkę. Zdziwił mnie, bo za cebulą nie przepada, ale ta najwidoczniej Mu smakuje. Zrobię więc cebulkę z odrobiną papryki, żeby smaku nabrała:) 



Zebrałam też dynie i resztę cukinii - mam plagę ślimaków w ogrodzie, idą jak szarańcza! Nie mam sił ich zbierać - ostatnio ślimakowe zbiory włożyłam do słoika i poszłam wypuścić na łąki, dzień później cholery (raczej nie te same, koleżanki przyszły...) normalnie sznurkami przechodziły wieczorem pod furtką...stanęłam jak wryta, bo takiego widoku nie widziałam jak żyję:) Późna pora była, więc nie zebrałam wszystkich, te kilka podniosłam i wyrzuciłam w trawę przy drodze...rankiem na chodniku ciągi śluzu ślimaczego prowadziły szlaczkami do ogrodu...Pozżerane cukinie, resztki fasoli, nawet pomidorami nie pogardziły... Pułapki na ślimaki wydają mi się jednak brutalna. Co mnie cieszy to dwie żaby w stawiku ( DWIE!!!!) Buszują w pobliskim warzywniaku, wypasione płazy jak diabli:) Na wiosnę mam nadzieję na więcej małych żabek, mają stół obficie zastawiony na wyciągnięcie żabiej łapki, więc warunki na rozród iście...hmmm.... brytyjskie:) 
Kapusta zaś wraz z brukselką odwiedzane są przez bielinka - te kilka liści jednak pozwoliłam pozjadać gąsienicom, no mam słabość do motyli OGROMNĄ i nawet spustoszenia kapuściane nie są w stanie mnie do nich zniechęcić:) Nadjedzone liście wyrzucam na kompost, gąsienice przenoszę na nie, kapustę bez dziur wykorzystuję w kuchni:) Jakoś się z bielinkiem dogadujemy:):):)


Wrzesień przekroczył półmetek...Mam jeszcze nadzieję na słoneczne dni, w warzywniaku zielonE pomidory, zielona papryka, zielona, drobna fasola....musi dojrzeć. Wysiana ostatnim rzutem rzodkiewka zacięła się w swoim wzroście - czeka na więcej słońca:) Brukselka malutka, czas ogłowić i ją i pomidory i paprykę. Dzięki temu zabiegowi wszystkie siły roślina włoży nie w zawiązywanie nowych pąków kwiatowych i liści, tylko we wzrost owoców, które już wydała.
Zbieram też nasionka, do czego i Was serdecznie namawiam. Mam nadzieję, że Kasia Bellingham tak jak w zeszłym roku zorganizuje Klub Pożądanego Nasionka i świetnie przeprowadzi akcję wymiany nasionek:) 

Zostawiam Was teraz z lekturą i znikam w objęciach Morfeusza...Ci, którzy piszą blogi, wiedzą doskonale, że to zajęcie czaso- i pracochłonne, ale jakże przyjemne i motywujące!

Do miłego!

15 komentarzy:

  1. Nalewki będą jak znalazł na zimowe wieczory :) Ja jeszcze czekam na owoce derenia, powoli dojrzewają. Za papryką nie przepadam, wolę pomidory.
    Kaloszki eleganckie :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kaloszki szpanerskie:) Dziękuję! Derenia chętnie bym jeszcze wepchnęła, ale kurcze, nie mam już gdzie...a szkoda. Pomidory u nas hurtem idą, nie zdążę czasami nawet do sałatki pokroić:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że już zdrowie wraca? W sumie to wybrałaś sobie całkiem dobry czas na chorowanie ;) Gdy zimno i pada, to nie żal siedzieć w domu. Zbieraj siły do kolejnych prac ogrodowych, których jak widzę masz sporo :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, gdzie tam-leżę i prycham:)Ale na kolejny weekend muszę wydobrzeć, bo rzeczywiście sporo pracy:) Pozdrawiam ciepło-u mnie pada:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. I Ty mówisz ze nic nie robisz???? Żeby ogarnąć to wszystko to trzeba szósty bieg włączyć!!! Katarku współczuję, chociaż nie wiem czego bardziej, bo jeden facet chory to trauma ale dwóch to już horror, albo komedia - zależy jak kto podchodzi do życia:))) Spiżarenka pełna już u Ciebie, i tak to wszystko apetycznie wygląda, że chyba skusze się na paprykę nadziewaną...
    Ach i kaloszy gratuluję! Ja swoje uwielbiam i ciesze sie jak dziecko kiedy deszcz pada...a pada dzisiaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, człapie po domu ja zombie:) i na pewno nie na szóstym biegu... Paprykę polecam, kaloszki są ekstra, i niecierpliwie czekam wiesz na co;)

      Usuń
  4. No to będziemy pić te same procenty. Też obliczyłam, że aroniówka będzie na święta.
    Kalochy świetne, zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) mam jeszcze nalewkę ze śliwek do zrobienia:):) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Kaloszki palce lizać! Ja zimą chodzę w gumofilcach z geesu, rozmiar 39, chociaż normalnie noszę 36. Ale spróbuj kupić gumofilce w takim rozmiarze! Dziecięcych nie robią, a wiejskie kobity widocznie mają większe stopy. Ten 39 to i tak cud. W zwykłych kaloszkach zimą w obejściu nogi marzną. Trzy pary skarpet i jest git.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Gumofilce to moje marzenie, maja tak seksownie wywinięte cholewy;)Ja mam 35, a czasem nawet taki rozmiar jest mi za duży:), więc długo szukałam - kupiłam w dużym sportowym sklepie na "D" - były tez bzowe i wiosennozielone:)Czarne wydały się najbardziej stosowne.Skarpet upchnę jeszcze dwie pary, więc tez jest spoko:)

      Usuń
  6. Bzowe, ach! Bzowe! Dlaczego gumofilce nie są bzowe???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo po obejściu typowego, wiejskiego obejścia ( a dla takich gumofilce w kolorze ziemi są robione) tego bzowego i tak nie byłoby widać, o "niebzowym" zapachu nie wspomnę:)

      Usuń
    2. Bo po obejściu typowego, wiejskiego obejścia ( a dla takich gumofilce w kolorze ziemi są robione) tego bzowego i tak nie byłoby widać, o "niebzowym" zapachu nie wspomnę:)

      Usuń
  7. Myślę, że powód jest inny. Dla facetów gumofilce robią, bo dlaczego nie ma mniejszych rozmiarów? Jak dotąd, zadowalały ich szarobure, ale to się zmieni!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.