Header Ads

PwD

PwD

Wielki Łowczy i jego łowy:)



Oznajmiam wszem i wobec, że w sklepach wszelakich ogrodniczych rozpoczęła się  Wielka Wyprzedaż z której nie omieszkałam skorzystać i wybrałam się w sobotę na Wielkie Łowy. Z łowów przytargałam wiele zielonego i cebulowatego, trochę drewnianego i poszalałam designersko:) Pobawiłam się w plecenie wianków i robienie stroików jesiennych, popijałam herbatkę (jaśminową) - po takich łowach nabiera się apetytu na wszystko, na przykład na ostatnie przetwory...zamarynowałam cebulę i porobiłam syropy z nektarynek:)




Słoiczki zajęły należne im miejsce obok kiszonych ogórków i marynowanej papryki. Z podarowanego kawałka dyni (DZIĘKUJĘ KASIU!!!) nasmażyłam racuchów dyniowych na słodko - przepis znalazłam TUTAJ - moje racuchy miały być na słodko, więc do żółtek dodałam cukru (dyni wyszło 1,1 kg, więc wszystkich składników dawałam 5 razy więcej), masło roztopiłam i poczekałam, aż wystygnie, a racuchy posypałam cukrem pudrem trzcinowym (nowość, nasz Lewiatan próbuje przebić Biedronkę, więc nareszcie pojawiły się lux artykuły:). I mąkę dodałam razową, bo pszenne się skończyła - ale wyszły piękniutkie i pyszne:)




Ruszyła też wielka degustacja nalewek, więc na chłodek nie narzekam:):):) najciekawsza śliwkówka ( z rodzynkami i suszonymi śliwkami) o nieco egzotycznym smaku wiedzie prym, malinówka tradycyjnie niezawodna, aroniówka zaś mimo iż tym razem na wódce - nadal kopie z niezłą siłą:)
 U Kasi Bellingham rozpoczęła się też wielka wymiana nasionek  - na portalu Na Ogrodowej wraz z Klubem Pożądanego Nasionka, o czym informuję z lekkim poślizgiem, ale myślę, że można się jeszcze zapisywać, nasionek jest cała masa:) - ja na przykład mam zatrzęsienie kosmosów, nagietków i aksamitek...
Na jesienne wieczory proponuję GC Style jesień 2013, można się rozmarzyć i zaczerpnąć trochę inspiracji jak przeniesiemy się z pracą z zewnątrz do wewnątrz...
 A tu mam sporo pracy, bowiem remont trwający i tak za długo, nabrał rozpędu i teraz mam już ogrzewanie, podłogi i "robią się" ściany. Ściany oczywiście robi Połówka, bo przeboje z tynkarzami mieliśmy takie, że głowa mała, z jednym się poszarpałam (dosłownie!!!) bo próbował za dźwignię wykorzystać zdemontowaną barierkę od naszego pracowicie zbudowanego daszku nad salonowym tarasem. Nie reagował na słowo, żeby tego nie używał (co mu BABA będzie rozkazywać...) i musiałam interweniować ręcznie. Miałam okazję "wydrzeć" się porządnie i po męsku, aż się sama siebie wystraszyłam - facet nie chciał dał za wygraną i niestety wyleciał z kretesem. Połówka akurat w delegacji, więc sama musiałam się postawić. Po jego powrocie, jak opowiadałam i pokazywałam ile szkód niepilnowany majster narobił, to musiałam chłopa trzymać, bo nie wiem, jakby się skończyła konfrontacja... Naprawdę pracowałam już z facetami, wielu niechętnie wykonuje babskie polecenia, ale oprócz mruczanda pod nosem nigdy żaden nie postawił się fizycznie - ten był pierwszy i mam nadzieję ostatni. Ufff. Tygodnie pełne wrażeń! Urwanie głowy...A ja znów wylądowałam na wygnajewie bliskim - dalekim, czyli na budowie (nie mojej oczywiście:)). Tym razem w spartańskich warunkach, czyli w kontenerze. Ale! Co tam warunki!!! Jak atmosfera wśród inżynierów:) Kawa strumieniami się leje, pasztety w lodówce...i bułki do tego:) żarty mniej i bardziej wybredne, czasami się wymsknie niecenzuralne, ale każdy rozumie, bo to stres i te sprawy:) Chłonę tą atmosferę jak gąbeczka, uczę się słowem i uchem wszystkiego, co może mi się w życiu przydać. Tylko teraz dojazdy zajmuję szmat czasu, więc wstaję świtem bladym, a wracam jak szaro jest...w normalnych sklepach nie mam kiedy zakupów zrobić, zostają markety - na te nie mam już siły...Z wielką radością oczekuję więc weekendu i jasności za oknami:)
Dziś przyszedł kominek (wieeelki!!!) , 200 kilo waży i paczka...od Ewy z Shabby Shop:) A w paczce....o tym w weekend, bo grzechem byłoby cykać fotki przy sztucznym świetle:) Wówczas będę się wraz z Wami zachwycać:) Uzbroić się proszę w cierpliwość!
Cieszyć się proszę jesienią i słońcem - z mojego kontenerka mam widoki na piękne lipy, które dosłownie płoną żółtym blaskiem...a droga do pracy wiedzie przez Wielkopolski Park Narodowy - strach prowadzić, tyle cudowności wokół na które nie sposób się nie gapić w zachwycie...rozglądajcie się wokół na spacerach, chłońcie te widoki, kolory, szelesty, wystawiajcie pychole do słońca póki jeszcze grzeje, marynujcie, smażcie, gotujcie i nie zapomnijcie przy tym o moim rocznicowym Candy:) Jutro o północku zamykam listę - dziękuję Wam za tak liczne przybycie i moc ciepłych słów - dla mnie największą nagrodą będzie jak...posegregujecie pięknie śmieci i zasadzicie ładne drzewo lub krzew LIŚCIASTY w swoim ogrodzie lub cudzym:) Może być owocowe...W prezencie sobie możecie sprawić...:) 

Do miłego!

24 komentarze:

  1. Właśnie w przyszłym tygodniu wybieram się po zakup drzewek owocowych. Mam zamiar nabyć późne czereśnie i posadzić z nadzieją na piękne owoce :) Ależ przygodę miałaś z "fachowcem", ja przez lata remontowałam dom i trochę różnych majstrów się przewinęło. Bywali i oporni na "babskie rozkazy" ale muszę uczciwie przyznać, że byli w zdecydowanej mniejszości. Dla większości słowo "szefowej" było rozkazem :) Cóż począć ludzie i ludziska. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź Zosiu, tych z gołym korzeniem cała masa, a te ozdobne w donicach straciły większość liści - nie wyglądają już tak ładnie, za to widać wszystkie niedoskonałości (można wybrać zdrową roślinę nie ulegając omamom wzrokowym:)) i są tańsze do 70% - rarytas:) "Mój" majster starej daty był, może stąd jego opór. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Czy ja juz gdzieś mówiłam, że uwielbiam Twoje posty...? :)
    U nas też drzewa płoną - dęby, klony...dziś właśnie wybieram się na liściowe zbiory. Zobaczymy co z nich zmajstruje. Mgły są teraz niesamowite, zwłaszcza późnym wieczorem. Chociaż to niebezpieczne zjawisko....to nie mogę im się oprzeć i uwielbiam :)
    Chyba też wybiorę się na wyprzedażowe łowy ogrodnicze.

    Przesyłam uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) A mgły też uwielbiam, choć wolę je w rzecznych dolinach i na polach niż na drodze do pracy. Wszystko wygląda jakby ktoś mleko rozlał:) Podobno trzeba chlapnąć na to kawą :) wtedy ma się "lepsze widoki":) Na łowy jedź koniecznie! Ściskam:)

      Usuń
  3. To mi się podoba - jesteś niezwykła. Mam podobne wspomnienia z czasów budowy naszego domu. Kilku "majstrów" wyleciało i wiele rzeczy zrobiliśmy sami. Gratuluję zakupów i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykła jestem, zwykła jak diabli:) Majster na budowie to temat rzeka...:) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. lekcje to ja odrobiłam:))) posadziłam trźy jabłoneczki....o innych drźewkach nie wspomne:)))...wcźoraj robiłam aroniówkę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak jabłonki to super! A te inne to jakie? Na aroniówkę trochę poczekasz, ale warto:) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. Do czego się tu wystawiać jak słoneczka nie ma. Ale mam nadzieję,że wróci jeszcze. Dobrze ,że chociaż drzewa migoczą złotkiem. Ja cierpię na chyba dość rozpowszechnioną chorobę , która się nazywa fachowcowstręt. Mają coś w sobie ,że na myśl ,że mam się z nimi uganiać odechciewa mi się remontów. Może i ja dziś racuszki zgotuję . Dynie aż się proszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, czasami to słoneczko świeci i to mocno! Wtedy trzymać, łapać i wystawiać:) Drzewka i złotkiem i czerwienią, brązem, rudym...pięknie to płonie wszystko:) fachowcom podziękowaliśmy (na razie), radzimy sobie świetnie! A na racuchy namawiam. I na zupę dyniowa z imbirem:)

      Usuń
  6. Uwielbiam wyprzedaże ogrodniczego badziewia, tych niechcianych marketowych resztek z ogromnym potencjałem. One pokazują, co są warte za rok, za dwa. Mam tego pół ogrodu, inaczej straciłabym majątek, którego nie posiadałam.
    Naleweczki malinowe już zdegustowane, aronia nabiera kopa, pigwowce jeszcze na krzakach.
    Zdrówko!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przy takim metrażu ogrodowym, to trzeba łapać okazje:) Zdróweczko!!!

      Usuń
  7. Zdopingowałaś mnie, może w końcu posadzę drzewka owocowe...
    Przeprawy z majstrami też meiwałam rózne, najbardziej mnie wkurza jak idiota się upiera że wie lepiej. Paru pogoniłam, a jak się ktos stawia to potrafię być wredna i niszczę przeciwnika psychicznie, tzn. wbijam go w glebę mentalnie. Do rękoczynów nie dochodziło :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się wbija majstra w glebę mentalnie? Mój był bardzo zatwardziałym zawodnikiem - jak się odniosłam do jego myślenia (a raczej jego braku) to tak pierdyknął ta belką daszkową, że złożył się stół, który gospodarz miał skręcić, a ja pomalować i wyszlifować...wcisnęło go w glebę (stół znaczy się), a majster "poczuł się urażony"...i poszedł sobie. Owocowe sadź, będziesz miała z czego nalewki robić jak obrodzą:P

      Usuń
  8. Matko Bosko,bułka z pasztetem!!! - wieki tego nie jadłam;) A kontenerowy świat jest fajny, zwłaszcza, jak coś miłego można z niego pooglądać;) Panu strzeliłabym w pysk - wkurzają mnie tacy, co to nie tylko nie słuchają baba czy chłopa, ale GOSPODARZA czy GOSPODYNI - kur&^%$$ !!! - jesteś u siebie, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z czosnkiem i kiszonym ogórcem!!! Teraz to i ja nabrałam apetytu:) Pana pysk uszanowałam, bo mnie rodzice nauczyli szacunku do ludzi ze względu na wiek - o tym, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć i wiek nie ma tu nic do rzeczy dowiedziałam się później, ale czym skorupka za młodu... więc tylko klęłam i siebie przeklinałam w duchu, że na "dziadka" krzyczę. No ale w końcu JESTEM U SIEBIE! Kontenerki są super - dynamika robót i rad wszelakich mnie zachwyca:)

      Usuń
  9. Ach, jakie przetwory:) Czekam na losowanie straszliwie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przetwory palce lizać! Jeszcze wykańczamy zeszłoroczne, a tu już nówki sztuki na półkach.

      Usuń
  10. Po pierwsze jak przez WPN pomykasz, to byś prawie na kawę mogła zawitać :) A gdzie te cuda wyprzedażowe dostałaś jeśli można wiedzieć? Bo mi brakuje kilku okazów, które chcę jeszcze wsadzić i szukam "dobrego" miejsca. Będę wdzięczna BARDZO, bo dopiero ogarniam poznańskie i okoliczne ogrodnicze.
    Pozdrawiam - Ania z BrzezinaMoja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, miło mi niezmiernie:) Raniutko jednak pędzę do pracy, a popołudniu do domu, do rodzinki:) bo mieszkam zupełnie po drugiej stronie Poznania. Ale kiedyś na pewno zrobimy Wielkopolski Zlot Czarownych Blogerek:) Auchan ma wszystko za pół ceny (zdobycznie nawet donice drewniane kupowałam, bo śmiesznie tanie), LM 70% na liściaste, 30% na cebule (na razie, w listopadzie będą jeszcze tańsze, ale przetrzebione), Yucca ma tanie jak barszcz byliny i niektóre trawy (te co już "oklapły":)) i dosyć tanio dostałam iglaki, do OBI jeszcze nie dotarłam, myślę że za dwa tygodnie będzie jeszcze taniej:) Małe CO też wyprzedają, bo przechowywanie jest dość drogie. Polecam także szkółki Konieczki, ci przesyłają pocztą świetnie zabezpieczone rośliny - w weekend robię listę zakupów i wysyłam:) Ściskam!

      Usuń
    2. Z tą kawą to tak luźno rzuciłam, bo wiadomo, że czas ucieka każdemu (zwłaszcza posiadaczom ogrodów jesienią). Ale ten Zlot to jest myśl :)
      Bardzo Ci dziękuję za wyczerpujące info. Najbliżej mam do Auchan i LM, więc wybiorę się w weekend - może coś zostało dla mnie. No i namierzyłam jedno centrum ogrodnicze, które może spełni moje oczekiwania. Do Jucci niestety za daleka wyprawa.
      Ale właśnie sprawdziłam te szkółki Konieczki - mają wszystko czego me serce pragnie! Ja nie wyjdą mi zakupy stacjonarne to śle zamówienie do nich.

      Usuń
  11. Nowe drzewka posadziłam, ale ozdobne, bo na owocowe miejsca brak (wg mnie) i mam nadzieję, ze pogoda jeszcze będzie sprzyjać bo parę krzaczków też chciałabym jeszcze dosadzić. A co do "fachowców" to też jako dosyć wtedy młode dziewczę z budowy domku kilku pogoniłam, bo jak nie przypilnujesz to zapomną, że w kuchni trzeba podłączyć coś takiego jak zlew hi hi
    Pozdrawiam serdecznie i słoneczka życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też wydaje się, że nie mam już miejsca:) ale strasznie chciałam mieć gruszę i może coś jeszcze - z pomocą przyszły mi kolumnowe odmiany owocowych. Wiem, że to nie to samo co rozłożysta, stara jabłoń, no ale nie można mieć wszystkiego:)
      Zlewu ci nie podłączyli??? Na co Tobie zlew w kuchni:):):) Nasi majstrowie budujący nam drugą część mieli napisane jakieś rzędne i strzałki ( ich szef im napisał markerem na jednej ze ścian (granitowa ściana), a później (w międzyczasie, zanim zaczęli kopać pod ławę, kazał im zabezpieczyć ściany lepikiem i szef poszedł zrobić sobie kawy- i oni w tym czasie posmarowali całą ścianę, łącznie z tymi zapiskami...jak ten szef się wydarł, to słyszało go chyba pół wsi...:) Pozdrawiam również - słoneczko się przyda, bo na dworze wichura i leje...wszystkie liście z drzew pospadają:(

      Usuń
  12. U mnie w ogrodzie już oczekiwanie na zimę - ostatnie liście pospadały, jeszcze marcinki kwitną ale i one pomału zamierają. Zimno, mokro i szaro się zrobiło, co już mnie nie mobilizuje do prac ogrodniczych ;)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.