Header Ads

PwD

PwD

Ni pies ni wydra, coś na kształt świdra:)


Pogoda stanęła na głowie. Dosłownie. W prognozach prześcigali się amerykańscy i rosyjscy naukowcy i meteorolodzy: jedni przepowiadali ciepło i słonecznie, drudzy srogi mróz. Wyszło ciepło. Póki co, choć podobno ma się wkrótce ochłodzić i to mocno - no zobaczymy:) Jestem lekko rozchwiana, bo pytają mnie sąsiadki "CO ROBIĆ???" - okrywać czy nie, kopczykować, czy nie, grabić czy nie (no bo nie czarujmy się, jak słoneczko zaświeci to jest pod 15 stopni albo i lepiej...i aż się prosi o grabie i łopaty...) - a ja nie wiem co odpowiadać. Nie okrywać, pod kołderką będzie jeszcze cieplej...a może choć te wrażliwe okryć, jak przymrozi, to będzie po listkach, po pąkach...ale roślina głupia nie jest, jak zmroziło orzechy wszystkie w okolicy i liście (tak, liście już były!) sczerniały, to orzechy wypuściły nowe i zaowocowały pięknie...
Matka Natura ma zawsze plan B, więc nawet jak lekko zmrozi, to i tak wyjdzie na prostą. Choć zapewne nie wszędzie i drzewom owocowym to na dobre zapewne nie wyjdzie...
Szybka przebieżka po ogrodzie - na pierwszym zdjęciu (u góry) młode listki ostróżki...zielone, świeże...nieźle mają się również niezapominajki:) To długie szczypiorkowate między nimi to liście czosnków ozdobnych. 


Zakwitły barwinki. Pięknie kwitną. Kwiatki pojedyncze, ale fioletowe oczka śmieją się z kilku ogrodowych kątów.


Nagietki rozochociły się na dobre i dają czadu pod wierzbą:)




Wiosenne cebulowe nie pozostają w tyle: krokusy, tulipany, hiacynty, iryski, czosnki ozdobne...na te nic nie poradzę. Jak nie spadnie na dłużej temperatura,to na bank mam kwiaty w lutym...:)


Żurawki wypuszczają świeże listki - zewnętrzne zaschną, a ze środka wzejdą nowe. Już wschodzą...



Hortensja pnąca poszalała jak nagietki - niektóre pąki przytulone do ściany i "ciepłych" drzwi wypuściły listki ...


W przezroczystych pochwach na sygnał startowy czekają delikatne listki knieci błotnej... Nowe listki wypuszcza tez tojeść rozesłana.


Nad strumieniem rozpanoszył się starzec zwyczajny i jak widać
na zdjęciu (5 stycznia!!!) ma się całkiem dobrze:)


Delikatna smagliczka schowała się za rolborder i nadal pachnie miodowo...

Drzewa nie pozostają w tyle, wierzby nad strumieniem przy jeziorze wydają się oblepione zielonkawym nalotem...tak wyglądają na przedwiośniu, jak pączki im nabrzmiewają...Trawy nabierają soczystej zielonej barwy...

Co będzie dalej??? 

Dziś po barwinku śmigały biedronki. Pobudziły się. Jak przygrzeje słoneczko do domu wlatują muchy. I komary:) Pchają się i pająki - wychodzą obudzone z drew przygotowanych na opał pod małym tarasem. Jak obudza się pszczoły, będzie katastrofa...nie będą miały co jeść. Dlatego tak ważne są rośliny kwitnące jeszcze przed kwiatami: oczary,  forsycje, leszczyny, wierzby, brzozy, klony...piękne i niezwykle pożyteczne. Wiosenne cebulowe: przebiśniegi, krokusy, cebulice, narcyzy - te są pierwsze, później tulipany, szafirki,  hiacynty... Wrzośce również potrafią zakwitnąć jak na rabacie  leży jeszcze  śnieg. Zaraz po nich zakwitają owocowe drzewa i krzewy, ale wówczas jest już ciepło, choć przymrozki się zdarzają. 

Obawiam się patogenów i owadów (w tym szkodników) - zwykle silne mrozy potrafią przetrzebić populację. Zastanawiam się, czy takie temperatury wystarczą do pobudzenia pąków kwiatowych u wiosennych roślin? Powinny być poddane 2-3 miesięcznym "niskim temperaturom" - jak niskim? Czy te nocne 1-3 wystarczą? Czy tydzień, dwa lekkich przymrozków to już "niska temperatura"? Czy okolice zera są wystarczające??? Ale ciągle, czy z przerwami?:) A co z glebą? Pozostawiona w ostrej skibie miała być zmrożona, żeby zamarzająca woda rozbiła ją na mniejsze grudki i poprawiła jej strukturę (zdanie to  powinno być znane na pamięć przez ogrodników maści wszelakiej:)) - tymczasem jest na polach rozryta przez zwierzęta - dziki i sarny - bo z takiej mięciutkiej najłatwiej wyjadać smakołyki:) W ogrodach szaleją krety:) Kopce i dziury co krok... Ja wyrównuję, kopce wyskakują - ja zakopuję, one wykopują...zabawa w kreta i myszkę:) Kret jest jednak pod ochrona i guzik mogę mu fizycznie zrobić - tylko psychicznie kreta wykurzyć się da:) Złamać albo podejść. Z opowieści mojego Wykładowcy: sąsiad uwziął się na kreta i postanowił zalać mu wodą korytarze. Leje więc wodę w krecia dziurę, leje i leje i leje...końca nie widać, aż tu krzyk dwie działki dalej - sąsiad zapadł się  po kolana w mokrą breję na własnym trawniku:) Krecie apartamenty bowiem ciągną się na jedną działkę, druga, trzecią...za Wikipedią wygląda to tak:

Na głębokości 20–50 cm wykopuje system podziemnych tuneli o średnicy 6 cm, rozciągających na długość ok. 100–200 m (czasem do 1 km) i terytorium ok. 2000–6000 m², stanowiący rodzaj pułapki na faunę glebową (preferuje gleby żyzne i wilgotne). Korytarze drąży z prędkością 12–15 m/godz., wypychając jednorazowo 100–150 g ziemi (tzw. kretowina), które następnie patroluje co kilka godzin." 

6 tysięcy metrów kwadratowych:) No niezły teren! Trochę to więc walka z wiatrakami, ale jak kto lubi być Don Kichotem:) Pamiętajcie jednak, że o ile za bezkrwawą walkę z kretem (a to drobniutkie stworzonko, ma zaledwie 15-20 cm:)) zapłacicie własnymi nerwami i MOŻE wygracie, to za zabicie lub uszkodzenie fizyczne kreta, który JEST PRAWNIE CHRONIONYM ZWIERZĘCIEM grozi nawet kara więzienia i wysoka grzywna - TUTAJ krótki wywiad na ten temat. Co prawda przedstawiciel Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska zabrania w wywiadzie nawet dotykania (niszczenia) kretowisk, ale to ja sama uważam za lekkie przegięcie...jednak już środki chemiczne na kreta (czyli uśmiercenie ze szczególnym okrucieństwem) czy zalewanie mu chałupy wesołe (dla kreta) nie jest i dla mnie również, choć historyjka o sąsiedzie co lał, lał i lał tę wodę bez końca...ciekawa i z morałem:)

 Tysiące pytań i niedługo odpowiedzi:) Zeszłoroczna zima trwała bardzo długo, jak pamiętacie 1 kwietnia spadło sporo śniegu i trzymało się długo, oj długo!!! W maju jechałam na inwentaryzację to na drzewach pąki były jeszcze, bez liści. A w czerwcu już i lipcu jak buchnęło, to ściana zieleni nie do przebicia. I komary, meszki, muchy, kleszcze...na potęgę! Więc zima długa guzik im zrobiła. 
Jak będzie w tym roku zobaczymy:) Póki co owady gmerają się niemrawo i raz się budzą, raz zasypiają... Skuszeni piękną pogodą gospodarze grabią swoje przedogródki, czyszczą, wyrównują, robią spokojnie wszystko to, czego nie zdążyli jesienią. Pogoda dopisuje też spacerom - tych o kijach u nas na potęgę:) Sąsiadki wszystkie spacerują, rowerzyści korzystają ile wlezie, biegacze biegają bo lubią i też martwić aurą się zbytnio nie muszą. Ja nadrabiam co mogę i niestety nie na dworze - epizod świąteczny rowerowy był pierwszym i ostatnim. Mnie kusiły doniczki do rozsad w LM:)

******
Pisałam jesienią, że na wiosnę szklarnię stawiamy - otóż zapewne postawimy, ale w innym miejscu, bo...obaj moi sąsiedzi wycieli sporej wielkości drzewa owocowe rosnące na ich działkach. Drzewa były duże i zasłaniały zarówno sąsiedzkie domy jak i budowle różnej maści i wielkości (o materiałach użytych do budowy  nie wspomnę, na wsiach z reguły buduje się z tego, co akurat jest pod ręką...) i teraz mam widoki nieciekawe. Przytłaczające wręcz...W pierwszym przypływie złości chciałam likwidować warzywny ogródek i rzędem posadzić drzewa pod tytułem "szybko rosnące". Wierzbę, brzozy, choiny, świerki - cokolwiek co szybko zapewni mi intymność i ładny, zielony widok. Rozpatrywana była również w większej złości przeprowadzka w miejsce o większej przestrzeni, ale...dopiero się wprowadziliśmy:):):) Później zrobiło mi się szkoda własnej rzodkiewki, cebulki i fasoli, o pomidorach z ogórkami nie wspomnę... Ogród wymagać będzie reorganizacji tak, aby zmieściły się drzewa, grządki i szklarnia. Póki co nanoszę osie widokowe i ustalam co i czym można zasłonić:) 

******
Na spokojnej mam nadzieję pracy przy projektach, uzyskiwaniu potrzebnych pozwoleń na wycinki w biurze i urządzaniu domowych wnętrz minie mi styczeń. W lutym mamy w planach małe wakacje i dalszą spokojną acz mozolną  pracę. Za nic nie chciałabym utrzymać takiego tempa jakie mieliśmy w zeszłym roku - było ono wykańczające. Po prostu. I nie warte naszego zdrowia, które się w pewnym momencie załamało. Święta i sporo wolnych dni jakie im towarzyszyły pozwoliły mi odpocząć, zregenerować siły, nabrać dystansu do spraw wszelakich:) Uzyskaną przestrzeń którą zyskaliśmy dzięki pracom wykończeniowym prowadzonym również w zawrotnym tempie i w godzinach w których normalni ludzie śpią:) teraz pozwala nam cieszyć się komfortem pracy. Mam nadzieję (to moje noworoczne postanowienie:)) przeć do przodu nadal, bo rozwijać się trzeba, ale z zachowaniem odpowiednich proporcji między pracą zawodową w biurze, pracą zawodową w Zielonej Pracowni, pracami na własnym podwórku i czasem wolnym dla Rodziny, dla siebie, dla Was:) Tym postanowieniem żegnam się dziś z Wami słonecznie i życzę Wam wesołych "Królików", co w tak piękne i cieplutkie święto Trzech Króli brzmi wiosennie dwuznacznie:) 

Do miłego!


17 komentarzy:

  1. Przyroda da sobie radę ze wszystkim. Ze swoimi anomaliami też. Wszystko wróci do równowagi, jak nie w tym, to w następnym roku. Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę:) Ale wolałabym nie czekać na wiosenne krokusy dwa lata:):):)

      Usuń
  2. A mnie tam się podoba;) Mojemu ugorowi też;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ty masz ugór, mi się trafił ugorek:)

      Usuń
  3. Okrywać, nie okrywać - jak widzę dylematy takie same u wszystkich. Na razie okryte są u mnie tylko hortensje ogrodowe posadzone jesienią i zastanawiam się czy nie owinąć tekturą falistą pni drzew, bo jak w dzień słońce świeci to na moim południowym ogrodzie robi się naprawdę ciepło, a nocami zdarzają się przymrozki. Mam też ogromną ochotę powtykać do ziemi jeszcze cebulek, bo jak to co już wychodzi przemarznie, albo zgnije (tak jak było wiosną) to nie będę miała kwiatów w ogrodzie. Korci mnie coraz bardziej, bo ziemia mięciutka.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje muszę pobielić, to tez dobry sposób. Ale czy to coś da przy +15 stopniach? A ogródek kusi, oj kusi!!! Ściskam!

      Usuń
  4. Szkoda energii na walkę z wiatrakami, i tak nie możemy nic poradzić. Ja odpuściłam i czekam co będzie. Natura jakoś sobie poradzi. Część roślin pewnie przemarznie i nie zakwitnie wiosną. Czas pokaże...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... Zgodzę się, czas pokaże:) Ale znam rośliny, które kwitły powtórnie.

      Usuń
  5. Dużo się dowiedziałam ciekawych rzeczy, dzięki. Też się martwię o moje cebulowe. Były zasypane suchymi liśćmi, ale wiatr poszalał i pod ścianą zostało goło, ale jeszcze się nie przebijają. U nas na pewno będą jeszcze spore mrozy, zastanawiam się czy coś kłaść na tą gołą grządkę?
    Pozdrawiam ciepło
    P.S. Coś cię w kurniku ostatnio nie było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zasypać jeszcze raz i okryć gałązkami, żeby liści nie zwiało. Na grządkę geowłókninę albo ściółkować.
      W Kurniku jestem zawsze, nie zawsze ślad zostawiam:)

      Usuń
    2. Dzięki za radę, zastosuję się.
      Ja tam lubię jak ślad zostawiasz:)))

      Usuń
  6. Sama nie wiem Madziu czy cieszyć sie czy płakać. Trochę martwi mnie ta pogoda, i nawet nie umiem sie cieszyć z kwitnących stokrotek...chyba nie jest dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle:) W styczniu powinna być zima i już:)

      Usuń
  7. Ja mam nadzieję, że jednak zima zawita i to szybko. Póki co krokusiki dwa mi wyszły i zadołowany pigwowiec puścił kilka pączków. Moje cebulowe sadziłam dosyć późno (te krokusy pierwsze były), więc może załapią się na zimę. No i mrozik by się przydał, żeby komary i kleszcze wytłuc. Bo że śnieg, to im nie przeszkadza... Ale mnie też skusiła dzisiaj pogoda i zabrałam się za wycinanie krzaczorów przy planowanym warzywniku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, no ja myślę, że przyjdzie:) I ja śnieg uwielbiam, ta śnieżna cisza i głośne skrzypienie pod nogami - bezcenne! W razie czego kilka krokusów w lodówce trzymaj, wyhoduj w domu i wysadź jak już wiosna ta prawdziwa nadejdzie:)

      Usuń
  8. U mnie też tak wiosennie i sennie od deszczu , który zamiast śniegu za oknem. Moje owce zadowolone, bo mogą korzystać z zielonej trawki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda że tak mokro, trawnik wygląda jak zielona gąbka. Ale prawda, jest zielony i nie jesiennie, a wiosennie:) Owce mają co skubać:)

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.