Header Ads

PwD

PwD

RESET wiosenny i zapisy na GARDENIĘ:)


Czasami tak trzeba. Pędzący pociąg można zatrzymać albo z niego wyskoczyć. Ja wyskoczyłam:) Dosłownie... Szpital Młodego i jego choroba pokrzyżowała nam wiele planów, trzeba więc było improwizować:) Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek w swoim dorosłym życiu (lat młodzieńczych nie liczę, TAMTE lata rządziły się zupełnie innymi prawami:):):)) w takim tempie podjęła decyzję o wyjeździe, spakowała familię i wyjechała. Zawodowo przed wyjazdem sprężeni maksymalnie, teraz odpoczywamy. Należał nam się reset wiosenny:) A wiosną pachnie mimo śniegu (którego i tak coraz mniej), mimo szusowania na nartach, wycieczek pieszych i biegowych, mimo lodowych sopli zwisających z drewnianych dachów, mimo lodu pod którym szemrze strumień, mimo mgieł i chmur skrywających dziś szczyty Tatr, mimo grzańca z goździkami i cynamonem, który pieruńsko rozgrzewa po przebieżce na biegówkach:)


Widoki są tak piękne, że dech zapiera. Z daleka od stoków można posłuchać własnych myśli. Wreszcie nie pędzą jak stado koni:) Wreszcie myśli stają się klarowne. Wypowiedziane na głos nabierają mocy sprawczej:) W swoim pędzie owczym człowiek miastowy zapomniał jak to jest posłuchać tego, co mówią drzewa, co szepce strumień, o czym gada Ziemia...Nawet u mnie, na wsi podmiejskiej, mimo bliskości Przyrody głosy te znikały czasami w natłoku obowiązków...teraz je usłyszałam:) Pognałam w góry jak sarna, sama, bez nikogo sobie szłam. Chłopcy poszli na narty, a ja poszłam posłuchać o czym te drzewa widoczne z okien gadają:) Wycieczka samotna była strzałem w dziesiątkę - usłyszałam co chciałam usłyszeć, powiedziałam co chciałam powiedzieć...












Pogoda jak widać dopisywała, słoneczko świeciło, śnieg mieliśmy przez trzy dni, później stopniał, ale stoki wspaniale utrzymane pozwoliły cieszyć się feriami do samego końca:)








Architektura niesamowita...nowe, murowane domy kłują w oczy nowoczesnością - nie chciałam ich fotografować, niektóre jednak  dla architekta krajobrazu są koszmarem - wyobraźcie sobie jak  w środku Podhala, wokół tradycyjnej, drewnianej (lub mieszanej, drewniano - murowanej, ale z zachowaniem klimatu) zabudowy, z niskimi, drewnianymi płotkami i zielenią wokół domu nie odbiegającą od otoczenia wyrasta Wam nagle różowy, żółty lub fioletowy domek w stylu "dworek polski" o powierzchni do 100 metrów:) z kutym ogrodzeniem Made in Castorama, a w ogródku....różyczki na pniu, barokowe zawijasy ze żwiru, bukszpanowe kule, klony palmowe między nimi... a to wszystko w otoczeniu tradycyjnych gospodarstw i obejść...






Kilku właścicieli domów stanęło na wysokości zadania i choć domy miały okna "od sufitu do podłogi" i były murowane, to zachowali oni stonowany, przyjazny otoczeniu kolor tynków i tradycyjną, podhalańską bryłę domu. Dachy w takich domach często pokryte były imitacją gontów. Dla nich WIELKI UKŁON za wyczucie stylu, smak i estetykę. Można??? Można.

Jako nie tylko architekt krajobrazu, ale też po po trochu przyrodnik i ochroniarz środowiska:) cześć wycieczki spędziłam z nosem przy ziemi...





Rozmiar 43:):):)


Już za chwileczkę, już za momencik...



Nie muszę niestety dodawać, że zakaz wszyscy mieli w doopie, a śmietnisko zawalone śmieciami jak najbardziej domowymi, nie turystycznymi...

W ostatnim dniu pozwoliliśmy sobie na odrobinę luksusu:) Odwiedziliśmy Termy w Białce Tatrzańskiej  i podczas gdy Młodzież bawiła się w towarzystwie kolegów, my poszliśmy do sauny. Właściwie saun, bo było ich kilka do wyboru - odwiedziliśmy wszystkie:) Największą przyjemność sprawiły mi sauny ekstremalne - w jednej 100% wilgotności w drugiej 100 stopni gorąca:) Później chłodny prysznic, basen jak dla morsów:) i kolejna gorąca "komnata". Wymoczyłam się i wygrzałam za wszystkie czasy, skórę miałam jak niemowlę, a dokładniej jak  jego dupcia:), po raz pierwszy od dawna nie czułam bólu pleców, nie czułam tego nieznośnego napięcia w okolicach karku... Bajka:)

Wracając do domu zahaczyliśmy o Wafel:)







I sama nie wiem, kiedy się skończyło...

******
 Na koniec pozdrówki dla mojego roku - specjalnie dla Was zmora jednego z egzaminów....



Miłej nauki:):):)

********
Wiosnę czuć w powietrzu. Po powrocie zrobiłam rekonesans ogrodowy - ziemia mokra jak gąbka... Sikory na zmianę z wróblami świergocą siedząc na płocie i podlatują od czasu do czasu  do karmników żeby skubnąć jakiś smakołyk. Pan Kracy po tygodniu tylko  z Babcią spasł się jak prosię...brzuch mu wisi tak mocno, że szura nim jak człapie się po schodach...grubas:) "Bydlę" jak mawia Kaziu:) Ani teraz zwinny, ani koci w ruchach - rzeczywiście przypomina kocie monstrum...Ale dla Babci pełny brzusio jest lekiem na całe zło tego świata:) Od kilku dni temperatura mocno na plusie. Lodowe otoczki z zieleni wszelakiej stopniały to w słońcu, to w deszczu...Nie zauważyłam uszkodzeń na roślinach, wygląda na to, że ten lód ochronił ogród przed mrozem i zimnym wiatrem.

Tymczasem za dwa tygodnie koniec lutego... Wielkimi krokami zbliża się czas tak wyczekiwany przez wszystkich ogrodników, działkowców, przyrodników, miłośników Natury i takich tam innych Zielonych, pozytywnie zakręconych:) Wiem, ze ekipa taka wybiera się na GARDENIĘ, czyli Targi Ogrodnicze odbywające się co roku na przedwiośniu w Poznaniu. Targi trwają trzy dni:  w tym roku od czwartku 27 lutego do soboty 1 marca. Czwartek i piątek zarezerwowany jest dla profesjonalistów (wejść oczywiście mogą wszyscy, ale nie wszędzie:)), w sobotę Gardenia otwarta dla tzw. szerokiej publiczności, ale stoiska zaczynają się pomalutku "zwijać" już od 16:) 

Bilety warto kupić wcześniej - elektronicznie (kosztuje 12 zł za jednorazowe wejście i 18 zł za wielokrotne), po rejestracji (15 zł jednorazowy i 20 za wejście wielokrotne) - bez rejestracji (po prostu w kasie) kosztuje aż 50 zł!!! W miesięczniku magnolia jest kupon który można przy kasach wymienić na bilet:), okazyjnie można również kupić bilety na Grupponie, ale to opłaca się tylko przy zakupie większej ilości biletów:) TUTAJ szczegóły.

Większość z nas odwiedzi Gardenie w piątek i sobotę - powstał więc pomysł, aby spotkać się na ogrodowych ploteczkach i wspólnie pobuszować po Gardeni:) a także i po niej - czyli kawa na mieście:) Targi odbywają się w godzinach od 9.00 do 18.00. Trzeba tylko ustalić miejsce i czas spotkania, ewentualnie zakres dla spóźnialskich, a ten może się przydać, bo czasami sterczy się w gigant korkach, albo miewa się poważne kłopoty z zaparkowaniem auta...Cóż, ja proponuję wspólne targowanie o godzinie 11 rozpoczęte południowa kawą i zapoznaniem się wzajemnym:) Kawę wypijemy sobie w jednej z kawiarni na terenie Targów (muszę się tylko zorientować w którym pawilonie takowa będzie) i tam poczekamy do 12 na ewentualnych spóźnialskich:) Po Targach miło mi będzie jak pójdziemy wrzucić sobie "coś na ząb". Tutaj proponuję znane w Poznaniu "Ptasie Radio" - przytulne, fajne miejsce, blisko dworca dla dojeżdżających pociągiem. Poniżej plan Gardenii - jak się dowiem gdzie kawiarnia, napiszę:) Wejście od strony dworca PKP to wejście wschodnie. Ja będę na Targach w piątek i sobotę, w sobotę z Rodzinką:)


Czekam więc na zgłoszenia pod postem wszystkich chętnych na wspólne ploty i polowanie na ogrodowe nowości:) Proszę o określenie się w jaki dzień pasuje się Wam spotkać!!!
Musze też zarezerwować stolik w Ptasim i spróbować to samo zrobić na Targach:) 

Do miłego!!!!


22 komentarze:

  1. Zazdraszczam Ci Tatr. Paskudnie i zawistnie ;) Ja na termach w Białce spędzałam czas głównie na biczach w grocie, żeby plecory wymasować i na basenie zewnętrznym. Miooodzio.
    Na Gerdenię wybieram się w sobotę z rańca, bo po południu urodziny Młodego wyprawiamy. Ale oczywiście jeśli na ten dzień wypadnie spotkanie, to bardzo chętnie wpadnę się przywitać :) Niestety z racji urodzin afterparty :) w moim wykonaniu odpada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bicze też świetne! Termy Maltańskie podobno też maja podobne atrakcje, tyle że panorama z basenu zewnętrznego nieco w innym stylu:) Zgłoszenie przyjęte, zobaczymy jak reszta, myślę że demokratycznie, przez większość wybierzemy dzień spotkania:)

      Usuń
    2. Nie, nie - to musi być widok na zaśnieżone Tatry :D I te świerki dookoła... Rozmarzyłam się :)

      Usuń
  2. Aha, jeszcze może dodam, że ceny które podałaś, to na dni dla profesjonalistów (czwartek i piątek). A sobota, dla szerokiej publiczności normalnie w kasach 12zł/os lub 10zł/os w ramach rodzinnego, gdzie m.in 3 osoby bodajże spokrewnione wchodzą. To tak dla tych, którym nie chce się na stronie sprawdzać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie, tego nie sprawdziłam. Wiem, że z tymi biletami MTP to wieczne "jaja' są...

      Usuń
  3. ja będę w piątek od rana i w sobotę może od południa, dowolnie mogę się spotkać, bo po Gardenii, po zeszłym roku niewiele się spodziewam, a po spotkaniu owszem:-) Przyjedziemy z Basią- florysztuką, która wróci w piątek do Wro.
    Ale może będzie to czwartek i piątek, planowanie w trakcie. Raz byłam na tym dniu pro i żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bywam, wykłady w prospektach są niemal w całości, więc siedziałam z grzeczności i ciekawości (a nóż coś ponad program będzie...), ale nie było:) Basia będzie zadowolona, floryści cudują nieźle i są rokrocznie niezawodni:)

      Usuń
  4. Mnie nie po drodze na targi:(( Zaciekawiły mnie natomiast te biegówki....coraz bardziej popularne stają się Mazury, jako doskonałe tereny do tego rodzaju rekreacji. W życiu na nogach nart nie miałam, ale za to mam metę na Mazurach. Powiedz, czy trudno się nauczyć na tych biegówkach? Chyba ten rodzaj ruchu by mi odpowiadał, a tereny mamy na Mazurach piękne, oj piękne........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekkie górki, albo pofalowany teren na biegówki jest najlepszy. Nie jest trudno, jest przyjemnie, można podziwiać okolice i nie jest się uzależnionym od stoków, nie jest to tez tak urazowy sport jak narty zjazdowe, choć można sobie dupsko obić:) Narty lekkie, buty też, nogi trzeba mieć wyćwiczone, ale to do zrobienia:) Nie traci się kasy na wyciągi i raczej nie ma tłoków na trasie. Najlepsze przyszykowane trasy biegowe (i najdłuższe, najbardziej urozmaicone) są w Czechach - tam to niemal sport narodowy, kilometry dróg górskich są specjalnie szykowane z dwuśladem z obu stron (żeby było łatwiej biegać i nogi się nie rozjeżdżały - to dla świeżynek i innych amatorów), a środkiem zapieprzają łyżwą zawodowcy...bajka:) I na trasie masa schronisk i karczm, gdzie można się svaraka, czyli grzańca napić:) Na biegówkach śmigają po podpoznańskich polach jak śniegiem sypnie - generalnie każda ciekawa okolica jest dobra na biegówki. Polecam!

      Usuń
  5. Ondrasza, uduszę cię!!!!!!!!!!!!!!!!! Byłaś w Z. i mnie nie odwiedziłaś?! Jak mogłaś:(((( Bardzo mi jest przykro...
    Piękne zdjęcia zrobiłaś, Pardałówka i Antałówka, dobrze myślę?? Cieszę się, że mieliście fajny czas, ale bardzo żałuję, że nie pisnęłaś, że tu będziesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika, nie wiedziałam że Ty z gór tak pięknych!!! No i miałam kwadrans na decyzję, a później ze trzy godziny na spakowanie:) To było szaleństwo!!! Byliśmy w Leśnicy:) Okolice zwiedzaliśmy wzdłuż, wszerz i w poprzek:) Następnym razem dam znać:)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że się poprawisz! Szkoda faktycznie, miło by było się spotkać. Ale może co się odwlecze to nie uciecze:))
      Zajrzyj do nas, bo się mnóstwo działo jak cię nie było. I dzieje się nadal:)))

      Usuń
    3. Oj, działo się, widziałam:) I nadal widzę!

      Usuń
  6. Ale zdjęcia....zazdroszczę okrótnie!!!Super,że sobie wypoczeliście.Ja jadę w góry latem i juz nie mogę się doczekać.Mogłyby być dalekie kraje,jakieś ciepłe morze ale moje dzieci zażyczyły sobie góry i Kraków:)Po cichu cieszę się,że dokonały takiego wyboru:)A Gardenia u nas też jest w Gdańsku,sama będę się wystawiała,ale to dopierow kwietniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem góry tez są piękne! Fajnie, że dzieciaki doceniają własne kąty, a nie ciągnie je po świecie często przereklamowanym:) Będziesz miała własne stoisko? ! Super, może uda mi się wyrwać w kwietniu, to i Gdańsk odwiedzę:)

      Usuń
  7. I ja myślę ,żeby się na biegówki przerzucić.Coraz bardziej stresują mnie zjazdy a przecież ma to być wyłącznie przyjemność. Nie wiem jak to wyjdzie u mnie z Gardenią. mam ochotę wielką szczególnie na spotkanie z ogrodniczkami ale to będą "te dni " a ciężko ostatnio to znoszę. mam jednak nadzieję być w piątek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są z pewnością bezpieczniejsze:) Szkoda by było, jakby Cię nie było! Czekamy i trzymam kciuki, żebyś jednak dała radę:) Piątek super, chyba większość zapowiada się na piątek!

      Usuń
  8. Ondraszo, gdyby nie to mega szybkie pakowanie, to poprosiłabym Cię o osobiste wręczenie mi nasionek, zamiast znów pocztą wysyłać. A i kawą, i szarlotką bym ugościła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ogarnęłam! Przecież Ty z Miasta Królów:) Qrczaki, Margaretko, aleśmy się minęły...i ta szarlotka:):):) Nasionka mam spakowane, jutro wysyłam z zaległymi innymi listami i paczkami:)

      Usuń
    2. Następnym razem, nic straconego:-) Nie do końca "z", to tzw. :baza", bo mieszkam już "pod", gdzie się mogę ogrodniczo wyżywać. Awizo znalazłam wczoraj, dzisiaj odbiorę:-))) Dzięki!

      Usuń
  9. Cudne niebo udało Ci się uchwycić nad Tatrami i królewskim miastem. Już wyobrażam sobie jak przyjemny musiał być spacer w tych pierwszych wiosennych promieniach słońca. Tobie i wszystkim ogrodniczkom życzę wspaniałej wyprawy na Gardenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niebo rzeczywiście cudne i bardzo obiecujące pogodowo:) Jak się szło (zwłaszcza POD górkę) to się człowiek rozbierał "do rosołu" - jak stawał choć na chwilę, to szybko zakładał co zdjął:) Zdradliwa pogoda.
    Wyprawa mam nadzieję będzie super udana:)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.