Header Ads

PwD

PwD

Zmiana DEKORACJI i cyjanek w ogrodzie:)


Na początek się pokajam za zbyt długą nieobecność - zawiódł sprzęt, a na służbowym nie załatwiam prywaty. Miałam w moim małym laptopku całego trojana i jeszcze kilka karaluchów, które robiły ze mną co chciały przyprawiając mnie o siwiznę i zawrót głowy...Kaziu powtarzał jak mantrę, że "komputer jest nie do odratowania" przez co jeszcze bardziej mną targało, bo OCZYWIŚCIE nie mam kopii zapasowej i OCZYWIŚCIE wszystkie projekty - i zawodowe i naukowe (na studia znaczy się) mam w kompie. W jednym egzemplarzu... Do tego ze trzy maile dziennie, że tajemniczy KTOŚ próbuje włamać mi się do skrzynek pocztowych i wogóle wykraść moją tożsamość...tradycyjnie wymieniłabym zamki w drzwiach i kłódkę w skrzynce, może zatrudniłabym "bodyguarda" ale wirtualnie to trzeba było fachowca od kompa. Komputer dało się uratować, wyczyścić, nie straciłam wiele danych - te najważniejsze przetrwały.  Czas lecieć do sklepu po dysk zewnętrzny i poprzegrywać co się da...:)  Żeby potem płaczu nie było.  Tyle tytułem tłumaczenia, wracamy do ogródka:)

Była wiosna, Zimna Zośka najpierw w długi majowy, potem dowaliła jeszcze deszczem i 10 stopniami w dzień, 5 w nocy, co skutecznie zahamowało ciepłolubne...strach był czy wszystko wzejdzie, strach słuszny - nie wszystko wzeszło...Taki "froncik" ma przejść jeszcze jeden, a później...afrykańskie upały. Tak mówią:) Po deszczach obfitych ani śladu, gleba sucha na wiór na pół szpadla. Słońce ogrzewa kwiaty, które dosłownie wybuchły kolorami: niezapominajki ze słonecznych rabat poszarzały, te z cienia jeszcze w błękitach. Króluje róż piwonii, krzewuszki dosłownie oszalały:)


Delikatnie pachnące i wyglądające jak ulotna wróżka Dzwoneczek z Piotrusia Pana - cała w magicznym proszku:) hortensja pnąca sprawia, że dech mi zapiera jak siadam pośród tego kwiecia...zdjęcia nie oddają piękna i czaru chwili, a szkoda:)


Póki co zmieniam dekorację, ogrodowa architektura do wymianki - stare krzesła pękają, plastikowy stół dawno już służy jako ogrodowy i nawet nie silę się na okrywanie go folią. Mały stół drewniany stoi już, duży czeka na złożenie...hmm....niedługo minie rok:) sama go nie złożę, ciężki jest pieruńsko, Kazik zaś szaleje remontowo i zawodowo...nie ma czasu na pierdoły. Póki co przy małym się mieścimy:) Kącik kawowy na tarasie też przestał funkcjonować - stare bambusowe krzesło rozeszło się i złożyło...też czeka na naprawę, albo wymianę, bo oba są za duże - budując taras nie wzięliśmy pod uwagę grubości drewnianych słupów zadaszenia i ocieplenia - razem 24 cm. O tyle za mały jest taras...kogo winić? Nie wiem, chyba po trochu wszystkim zabrakło wyobraźni:)

Na ogrodzie małe przemeblowanie - lilak ustąpił miejsca złotokapowi, którego kupiliśmy sobie w prezencie z okazji "szarego dnia":) Złotokap tak pięknie rozjaśniał pochmurne dni złocistymi kiściami kwiatów, że nie mogliśmy się oprzeć:)


Zdjęcie: Wikipedia

Wahaliśmy się trochę, bowiem złotokap jest rośliną silnie trującą - zarówno liście, kwiaty, soki, korzenie jak i nasiona zawierają trujące alkaloidy które w większych ilościach mogą mocno zaszkodzić, a nawet doprowadzić do śmierci...jednak ja nie zamierzam jeść drzewa. Kaziu też jest już dużym chłopcem:), Wojtek za chwilę stanie w kolejce po prawdziwy dowód osobisty (ten "nieprawdziwy" dla 13 latka odebrał w zeszłym roku), koni ani królików nie mamy...więc obawy prysnęły jak mydlana bańka. 

Zresztą jakbym miała pozbyć się trujących roślin to po kolei musiałyby wylecieć: naparstnice, orliki, ostróżki, konwalie, powojniki, piwonie, bluszcz, bodziszki, rącznik, parzydło leśne, lilie, łubiny, sasanki, śnieżyczki i cebulice z wodnych i nadwodnych musiałabym pozbyć się zdecydowanej większości w tym przepięknej knieci błotnej, kokoryczy, czermieni błotnej, turzyc, rukiew też jest trująca, z krzewów wyleciała by kalina koralowa, cis, czarny bez (tak, tak, surowe, nie do końca dojrzałe  owoce mogą nas baaardzo mocno przeczyścić i górą i dołem)...tak więc nie dajmy się zwariować:) 

Większość tych roślin zawiera trujące glikozydy i alkaloidy, które mają działanie od lekko przeczyszczających po śmiertelne. Wszystkie niebezpieczne są dla dzieci! U nich nawet rozstrój żołądka może mieć poważne konsekwencje zwłaszcza, jeżeli nie znamy przyczyny niedyspozycji (a maluch wypił na przykład wodę z wazonu po majowych konwaliach). Dużo krzyczy się o barszczu Sosnowskiego, nikt natomiast nie ostrzega przed "kwiatkami z własnego ogródka" dostępnymi na wyciągnięcie ręki. Większość tych roślin jest oczywiście obrzydliwa w smaku, niemniej kolorowe owocowe kuleczki bzu, kaliny, ligustru czy śnieguliczki kuszą popróbowaniem, to samo kwiatki naparstnicy czy czarne nasionka rącznika z niespodzianką w postaci rycyny która już w niewielkich ilościach może nas posłać w zaświaty. 

I to w męczarniach. 
Panikujecie??? Nie ma powodów. 

Co należy zrobić?

1. Przede wszystkim edukować siebie i swoje dzieci i to od małego. Ja wiedziałam o cisach, konwaliach i śnieguliczce. Ostrzegano mnie też przed wilczą jagodą (pokrzyk wilcza jagoda) i wawrzynkiem wilczełyko. Nigdy nie wpadło mi do głowy żeby spróbować:) 

2. Pracować w rękawicach, żeby podczas zranienia i kontaktu z sokami roślinnymi nie doszło do zakażenia (rośliny te bywają trujące w całości) 

3. Pilnować dzieci swoje,  dzieci gości lub pociechy sąsiadów jak wpadną watahą do ogródka:):):) 

4. Pamiętać, że każda Teściowa ma też dobre strony swojego charakteru:)

Mała ściąga z trujących kwiatów i owoców jest TUTAJ, a TUTAJ na wypadek wycieczek - o co się nie opierać, czego lepiej nawet nie wąchać:) Dowiecie się po których roślinkach dostaniecie wysypki, po których rozstroju żołądka, a po których migiem do szpitala. Na sygnale. 

Zmiana dekoracji dotyczy też rabat - przekwitły tulipany, liście pożółkły i zwiędły. Zrobiło się miejsce dla rozsad i dla nasion. Pełnia kwitnienia obliczona na lipiec. Dla większości. Zobaczymy:) 
Rozsady sadziłam w pochmurny dzień - tak młode roślinki łatwiej się przyjmą, będą miały lepszy start. Obficie podlane wyprostowały się następnego dnia. Tak więc psia pogoda jednak na coś się przydała...:) Maj uważam za wyjątkowo udany.

Pozdrawiam znad wróżkowych kwiatów hortensji!!!


Kilka dni temu po spacerze z psem tknięta dziwnym przeczuciem pomieszanym z niepokojem (po prostu nogi mnie poniosły) idę sobie od furtki prosto na ogród...Pan Kracy trzyma cosik w pyszczku - takie nieforemne...ptaka trzyma. Jaskółkę. Świeży nabytek. Podchodzę ostrożnie żeby nie spłoszyć kota. Jaskółka patrzy na mnie czarnymi paciorkami przerażonych oczu. Delikatnie wyciągam ptaka z pyszczka niezadowolonego kota - jeszcze ciepła...oddycha...lekko draśnięta pod skrzydłem - krew nie leci właściwie, pośliniona mocno. Pan Kracy zapewne chwycił ją w locie pół sekundy przed moim przyjściem. Jaskółka patrzy nadal niepewna swego losu - nie wiadomo co gorsze, kot rozbójnik czy człowiek...odwróciłam jaskółkę grzbietem do góry, chciałam sprawdzić stan skrzydeł i....FRUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!! Stan skrzydeł okazał się być doskonały, jak i stan całej jaskółki - poszła łukiem w chmury, byle jak najdalej, jak najwyżej...:) Kocham jaskółki, zawsze kojarzą mi się z Baśniami Andersena - tak zaczynał się zbiór baśni które czytałam pierwszy raz: jak pisarz siedział i pisał baśnie, a jaskółki latały wokoło:) 

I pojawiły się ONE, królowe stawiku...:):):)






Miłego weekendu:)





29 komentarzy:

  1. Niedawno we wrocławskim ogrodzie botanicznym odkryłam pnącą hortensję . Kilkunastometrowe pnącze opiera sie na okazałaj sosnie .Rosnie w takim miejscu ,że do tej pory nie zwróciłam na nią uwagi .
    Kiedyś bardzo dawno temu był serial w którym negatywna bohaterka truła ludzi tortem przyprawionym złotokapem . Bardzo mi się podoba ten bardzo dekoracyjny krzew .
    Pieknie nad ta twoją wodą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam taką hortensje na zdjęciu w jakimś albumie ogrodniczym - zasadziłam u siebie i ...chyba ze trzy albo cztery lata czekałam na kwiaty...efekt wynagrodził czekanie:) Mam nadzieję, że z roku na rok kwiatów będzie więcej. Co do roślin, to sama byłam zdziwiona ile tej trucizny wokoło rośnie. Z większości tych roślin wyrabia się lekarstwa - w nadmiarze jednak albo podczas złego przyrządzania można sobie biedy napytać:) Woda jest moją dumą, na spółkę z warzywnikiem:) Dziękuję!

      Usuń
  2. Ależ Ci zazdroszcze tego ogrodu! Ostatnie zdjęcie genialne! Rozmarzylam się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, próbowałam zamoczyć, ale nie dałam rady:):):) Woda lodowata!!!

      Usuń
  3. Już raz wiozłam do szpitala dziecko sąsiadki, które najadło się owoców ligustru. Na szczęście szybko się sąsiadka zorientowała i nie zbagatelizowała. Skończyło się płukaniem żołądka i kilkudniowym pobytem w szpitalu - mała miała szczęście, trochę jej tego wypłukali.
    Kurna, ja chcę stawik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ciekawość dzieci nie zna granic...ja pozwalam skubać z krzaczka tylko to co w wygrodzonym warzywniku i owocniku rośnie a o trujących mówię jak oprowadzam dzieci po ogródku. Ciekawie i "strasznie", żeby nastraszyć, bo do większości tylko to przemawia:) Stawik...Hana, dwa - trzy dni kopania (albo kopareczka jak większy), trochę zachodu przy wykładaniu dywanami i folią, a później sama radość obsadzania:) I masz, swoje własne bajoro:)

      Usuń
    2. No niby wiem, ale ciągle jest do zrobienia coś ważniejszego:(

      Usuń
  4. Ale pięknie u ciebie! Krzewuszka jest niesamowita, a ten złotokap imponujący! Nie wiedziałam, że aż tyle roślin jest trujących, o niektorych wiedziałam ale o wielu nie. Fajnie, że się udało uratować jaskółkę! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzewuszki szaleją a jaskółkę się udało, mam nadzieję że przeżyje. Poprzednia, potrącona przez samochód żyła tylko kilka godzin:( Ta był chyba rekompensatą...Buziole!

      Usuń
  5. Ależ masz bajkowy klimat w ogrodzie:-) Stawik mnie zauroczył!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy sprzątaniu nie jest już taki uroczy, ale l
      ilie wynagradzają wszystko...

      Usuń
  6. U mnie Młody, mimo że 4-letni też do oszołomów ;) nie należy i dobrze wie, czego w ogrodzie tykać nie wolno. A dzisiaj taki piękny dzień, a ja do pracy muszę zamiast do ogrodu :( I tak dobrze, że delegację wysępiłam do Botanicznego na WLKP Dni Ochrony Środowiska. Zawsze to jakaś odmiana i wśród roślin ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i szczęście, chować pod kloszem nie ma co:)

      Usuń
  7. Mamy właśnie ten problem ze Sprężynką :( Pałaszuje wszystko co znajdzie w ogródku. Oczywiście najczęściej czai się na truskawki/maliny/poziomki, ale kto wie czy nie głabnie owoców konwalii, albo golterii :/ Niestety edukacja nic nie daje, nie słucha się paskuda w ogóle ;(((
    Co do kotów i ptaków to właśnie ten sam temat przerabiam. Płakać mi się chce jak widzę moje kocury ze zwierzątkami w pysku. Ostatnio pożarły jednego z wróbli, który uwił sobie gniazdko pod naszym dachem ;((( Okropność, chyba właśnie z tego powodu nowych kociambrów nie zamierzam mieć.
    Problem braku porządnych sprzętów ogrodowych też mi jest znany. Nasze są wszystkie z odzysku tak więc właśnie obserwujemy ich dogorywanie :/

    Pozdrawiam serdecznie i życzę sympatycznego leniuszkowania przy stawie

    P.S. Pięknie prezentuje się Twój ogród. Proszę o więcej zdjęć w całości ogródka, żebyśmy mogły wyobrazić sobie jak wypoczywasz :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Wypoczywam najczęściej zgięta wpół:) więc ciężko z takiej pozycji fotki strzelać!

      Usuń
  8. Piękny staw i jak Ci dobrze z tym wystawianiem i zanurzaniem stóp nad brzeżkiem wody :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki mnie coś nie użre w te stopy:)

      Usuń
  9. Czwarty punkt o trujacych roślinach rozbawił mnie na maksa:)))) Ale poważnie to ja jestem zauroczona Twoim stawem...bajkowo to wygląda Madziu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie ma w tym nic śmiesznego:):):) Dzięki!

      Usuń
  10. Uwielbiam czytać Twoje posty - są takie ciekawe i z przymrużeniem oka :) W ogrodzie masz pięknie, hortensji zazdroszczę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak u ciebie letnio i wakacyjnie się zrobiło. Stawik zdecydowanie kwalifikuje się na obiekt ogromnej zazdrości ;) Jest przepiękny i taki romantyczny. Nic tylko jakiegoś Bogumiła Niechcica do niego wpuścić.
    Strasznie długa ta lista trujących roślin. Jak tak sobie czytam, to co trzecia roślinę wypadałoby z mojego ogródka wyeksmitować. U mnie chyba najgroźniejszy jest oleander, o którego niecnych możliwościach nie wiedziałam w chwili jego zakupu i teraz żal mi się z nim rozstać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niechcica vel Kazimierza mam, ale nie chce wchodzić w garniturze, a w roboczych porciętach i gumiakach nie jest już tak widowiskowy i romantyczny:) Oleanra zostaw, postaw tabliczkę że nie do konsumpcji i już.

      Usuń
  12. Trzy dni kopania i inne sprawy mnie nie zrażą, ale boję się, że stawik zmieni się w brudne bajoro z zupą szczawiową i jak TO czyścić? Pompy filtracyjne i inne technologie mnie przerażają, zresztą ani prądu ani wody bieżącej tam nie doprowadzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób stawik ze strumieniem. Czyszczenie nie jest takie złe, u mnie sporo mułu, ale okazało się, że podczas ulewy wpada mi do strumienia woda z posesji sąsiada - razem z ziemią oczywiście...nie wiem co z tym fantem zrobić - odgrodzenie się krawężnikiem i puszczenie jego wody na jego działkę (podmyje mu szopki i piwniczkę z warzywami) to zarzewie III wojny międzysąsiedzkiej...mam kłopot.

      Usuń
  13. Edukacja dzieciaków od maleńkiego ważna sprawa popieram z całą mocą. Dobrze, że ptaszka się udało uratować. Tak, to jest z naszymi kochanymi pupilkami, instynkt górą. Królowe stawu piękne. Miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej-ho! Czy po tym cyjanku to jeszcze ktoś tam żyw? Daj proszę znać o sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żywi i nieżywi - pochłonęła nas robota i sprawy osobiste. Odezwę się, zbieram materiały od czerwca:)

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.