Header Ads

PwD

PwD

Obrazy ZAKLĘTE dawniej i dziś


Zaklęte w chwili, zastygłe w jednym momencie, jak łzy żywiczne które spadły na niczemu winnego komara i tak przechowały go do naszych czasów w złotym bursztynie. Co czuł? Czy się bał? Czy wiedział, że na wieki niemal będzie trwał w tym strachu, w tym zaskoczeniu, w tej pozycji niezbyt wygodnej? Że go będą oglądać, podziwiać, że będą się zachwycać? Że trafi oprawiony w srebro na szyję damy i ta będzie się obnosić z tym zastygłym cudem (na współczesne oczywiście kląć będzie szpetnie i otaczać się w letnie miesiące chmurą offową...)? 

Tak jak owa żywica dawniej, tak ja dziś (nie od dziś:)) chwytam  chwile w kadry, psiocząc często, że zdjęcie nie takie, jakim je widzę, że nie oddaje mojego nastroju, że nie ma w sobie tej magii, którą ja zauważyłam, czuję, którą chcę się podzielić...że nie wyszłam na zdjęciu tak jak powinnam, że ktoś mi nie chce pozować, odwraca głowę, zasłania twarz, nie daje szansy nawet. Że kiedy już złapałam moment, to słońce zaszło - klimat zniknął, świat się zmienił, ptak odfrunął, pszczoła zatrzepotała skrzydełkami, zmieniła kwiat na inny - znów trzeba jej szukać. Jakie szczęście, że mam aparat cyfrowy, że mogę cykać ile fabryka dała, później tylko przejrzeć, wybrać najlepsze, obrobić... kiedyś nie było tak łatwo, kiedyś zdjęcia trzeba było przemyśleć, ustawić, wykadrować odpowiednio. Zakupić film, nawinąć, przewinąć, pstryknąć bez podglądu, wywołać... i dopiero wówczas przekonać się czy wyszło czy nie. Dziś tego problemu nie ma. Na szczęście:) 

Od jakiegoś czasu marudziłam, że mam dość cykania telefonem, że jest kiepski obraz, że fatalna jakość, że nadejdzie taka chwila, że aparat będzie potrzebny, a u nas tylko aparat w aparacie:)...
Mąż "pożyczał" mi swój telefon, dużo lepszy technologicznie niż mój. Ale nie mogłam tak pożyczać w nieskończoność tym bardziej, że on sporo w podróży, a jego telefon spełnia rolę kilku niezbędnych dziś elektronicznych urządzeń.  Kiedy kazało się, że na cito potrzebuję dobrych zdjęć  (artykuł w Green Canoe - tekst plus zdjęcia) byliśmy w kropce. Poprzedni Pentax utopiony w morzu okazał się nie do naprawienia. Piasek i morska woda zrobiły swoje. Telefonem Kazia zrobiłam kilka zdjęć, część wyciągnęłam z archiwum, część należała do Asi. No cóż, moje przepowiednie kasandryczne się sprawdziły:) Wiedziałam jednak, że na kolejna taką "wpadkę" pozwolić sobie nie mogę. Wyszukałam kilka sprzętów na naszą kieszeń i przedstawiłam listę za i przeciw. Zdeterminowana byłam:)

Padło na Nikona D3200 z dwoma obiektywami AF-S DX 15-55 mm i AF-S DX 55-200 f/4-5,6 w komplecie.  Jest inny niż Pentax, muszę się go jeszcze nauczyć. Nie jest to sprzęt najwyższych lotów, ale na moje potrzeby wystarczy. Póki co:) Żebym nie miała za łatwo z tą nauką, Gwiazdor pod choinką zostawił mi jeszcze parę gadżetów: statyw, stojak z żarówami wielkości małych beczułek i zgrabną parasolką. No i mam swoje mini studio... i nie mam już wymówek że światło nie takie, że chmury nisko, że wiatr nie z tej strony wieje:) Czytając jednak instrukcję to jakbym na lekcji chińskiego była - ciekawie, nie powiem, ale ni cholerę nie rozumiem co tam napisane. Tak więc czeka mnie długa nauka metodami prób i błędów i całe szczęście, że to cyfrówka:) Bo na filmach bym zbankrutowała...

Jakiś czas temu odgruzowywaliśmy piwnicę. Z jej przepastnych czeluści wyłoniło się takie oto cudo:





Zeiss Ikon Goerz Frontar, niemiecki  aparat którym zdjęcia robiła Kazimierza Mama. Aparat prosty jak przysłowiowy drut, albo niejaki ogonek:) Podobno nadal działa, choć nie próbowaliśmy. Trzeba kupić film:)
Moim pierwszym aparatem był Zenit. Dostałam go na 18-tkę od Dziadka. Pierwsze zdjęcia jakie nim zrobiłam to oczywiście przyroda - znak drogowy na wjeździe do Wielkopolskiego Parku Narodowego ostrzegający przed zwierzyną, budka lęgowa i moja familia - na parkowym parkingu. Wiosną przebiśniegi, jesienią opadłe liście...

Aparat nie miał niestety długiego żywota, pomimo dbania o niego. Załatwiły go drugie wakacje - nomen omen nad morzem. Nie przeżył spotkania z piaskiem, którego było wówczas wszędzie pełno - taki wakacyjny, namiotowy  klimat. Kolejnym aparatem była tzw. idiot kamera, czyli szybki pstryczek elektryczek. Nie było potrzebne zenitowe ustawianie przesłon - starczyło pstryknąć i zdjęcie same się robiło. Nawet nie pamiętam jakiej marki było to "cudo". Później pożyczałam cyfrówkę od syna, ale tylko od wielkiego dzwona, bo miałam tyle zajęć codziennych, że na zdjęcia czasu już brakło. Ale wówczas dużo malowałam. Dziś wracam do zdjęć. Fotografuję przyrodę w wersji mikro i makro - ta fascynowała mnie od zawsze, odkąd pamiętam:)














 Uwielbiam też detale architektury, stare deski z ich historią, przedmioty które maja nas ochraniać, przynosić szczęście, ozdabiać domy i ściany.  Kościoły i budynki z ich zakamarkami, ubytkami, malunkami, ciekawostkami. Stare dworki i ich parki. Fabryki. Przedmioty z duszą.










Ludzi mało - raczej czekam aż wyjdą z kadru.  Ale uwielbiam stare zdjęcia! Te z renomowanych studiów fotograficznych gdzie całe rodziny odświętnie ubrane i pięknie ustawione (często na malowanym, fantazyjnym tle) pozowały do zdjęć. Czasami fotograf przychodził do domu - rodzina siadała przed zastawionym stołem i wszyscy czekali na "ptaszka". To były piękne czasy, piękni ludzie:)

Fotografuję też jedzenie i frykasom robię "ustawki". Inaczej się nie da tym bardziej, że jestem w kuchni jak tornado i w związku z tym mam szeroki rozrzut:)






 Przyrody nie ustawiam - raczej szukam odpowiedniego miejsca z którego mogę uchwycić to, na czym mi zależy. W domu usuwam z planu bałagan - rozrzucone fatałaszki, nieumyty kubek, plamę na obrusie:) Nieuprzątnięte donice, kubek z kawą, rozsypaną ziemię. No bo kto chciałby to oglądać? Sobie robię ustawki - strasznie dziwacznie wychodzę złapana w trakcie rozmowy, jedzenia, zamyślenia...na męża się złoszczę, usuwam te zdjęcia. Zdarza się, że z wyjazdu nie mam ze sobą żadnego pstryknięcia, bo wszystkie uznaję za chybione. A szkoda. Starczyłoby po prostu uprzedzić:) Nie pobiegłabym poprawiać make-upu, a po prostu posłałabym w obiektyw promienny uśmiech:) Ale nie, on woli jak robię "dzióbek" nieświadomie:) I autoryzacja musi być.
Pozowane zdjęcia mają swój urok, pewną kontrolę nad ty, jak nas widzą i piszą. Niektórzy nie lubią - ja lubię. Lubiłam zawsze:) Odkąd pamiętam...

Bez komentarza:)
Dzióbki jak widać były trendy już wieeeele lat temu:):):)
Nasza Klasa...
rok wielkich przemian i pierwszych okazji zakupowych, z których nie omieszkaliśmy skorzystać:) Wyprzedawano wszystko co..ekhm - czerwone:)
 Klasa była wyjątkowa, z ogromnym dystansem do rzeczywistości i dość specyficznym poczuciem humoru:)
Złote lata licealne...Pamiętam doskonale ten dzień, ten nastrój, ten pomysł, by to zdjęcie zrobić - kilkoro z nas się nie odważyło, kilkoro miało podobno zakaz od rodziców:) Nasza grupa niepokorna...Kilkoro z nich wyemigrowało, reszta tu w kraju została lekarzami, inżynierami, menagerami, wspaniałymi rodzicami:)

Moje ulubione miejsce - stałam i gapiłam się godzinami...
W locie na Łysą Górę:)  
Kobieta pracująca...:)
I jeszcze raz liceum...tym razem przyjmujemy z honorami Piwnicę Pod Baranami:)
Ciężko uwierzyć, że człowiek tak wyrasta - rosną mu włosy, nogi, ręce, wyrasta z ciuszków i z nocnika:) Kiedyś noszony na rękach, dziś sam nosi. A jutro? Jutro ... pomińmy milczeniem:) Cieszmy się tym co mamy, ludźmi których kochamy, którzy nas kochają. Tymi małymi i tymi większymi. Czasem wspólnie spędzonym, śmiechem, opowiastkami, wspólnym biesiadowaniem.I oczywiście róbmy zdjęcia! Na potęgę - ustawione i z zaskoczenia (najwyżej delete zrobimy), fotografujmy pory roku, przyrodę, wakacje, wspólne uroczystości, kolację przy świecach, zabawy karnawałowe. Budowany dom, nasze zwierzaki. Kolejne święta i czas przygotowania do nich. Twórzmy swoje prywatne, piękne pamiętniki - zaklinajmy czas, zaklinajmy obrazy. Ku pamięci:)

PS. Aby skończyć ten post namówiła mnie Maszka. Więc kończę:)

PS2. Ile to do wiosny??? 66 dni?? Odliczacie? Doniczki szykować! Na siewy niedługie:)

PS3. Wygrałam (po raz pierwszy!) nagrodę w zabawie międzyblogowej w Pomysłowym Ogrodzie-  nagroda zawiśnie w Pracowni:)
Będą zdjęcia - ku pamięci:)

27 komentarzy:

  1. Jej, przyjemny post:) Lubię wspomnienia, Swietne zdjecia! A stare aparaty fotograficzne zbiera mój M , Zenita też miałam, teraz stoi na półce z innymi aparatami:)) Zenity robiły dobre zdjęcia. To były czasy! Nikt nie cykał zdjęć nadaremnie:)Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię wracać do przeszłości. Są niektóre zdjęcia, które rzeczywiście przywołują wspomnienia: dnia, myśli, odczuć...M ma zapewne spora kolekcję! Wszystkie sprawne? Odwiedziłam ostatnio stronę Doroty Krell http://www.ipernity.com/home/kaeuzchenkuhle.de - robi wspaniałe zdjęcia, również starymi aparatami:) Co do starych zdjęć - chyba właśnie przez to, że nie było cyfrówek, każdy sie starał na zdjęciu wyjść ładnie, a samo zdjęcie zrobić dobrze, z dobrego ujęcia, w dobrym świetle. Teraz trzaska się tych fotek na prawo i lewo, bez przemyślenia - zawsze można wykadrować później, coś usunąć, albo w ogóle skasować.

      Usuń
  2. Ja już odliczam:)) Do tej wiosny....
    Też lubię stare zdjęcia, im starsze tym lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy odliczają:) jakby była prawdziwa zima, to nie byłoby tak źle, a przy takiej pogodzie ni w pięć ni w dziewięć to człowiek myśli sobie: niech się Natura w końcu zdecyduje jaką mamy porę roku:)

      Usuń
  3. Pięknie napisałaś. Zaczytałam się.
    Chyba miałyśmy tego samego Mikołaja bo też dostałam statyw pod choinkę ;)
    Co do mężowskich zdjęć to mam identyczny problem. Właściwie nie mam fotki do publicznej prezentacji, bo, albo brakuje mi głowy, albo wyglądam jakbym słonia połknęła, albo jestem w trakcie przeżuwania i takie tam urocze uchwycenie chwili :/
    Twoje włosy w liceum ! Coś pięknego !
    P.S. Czy to co trzymasz to nocnik... ? ;) :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, Gwiazdory hojne w tym roku i wyjątkowo trafne prezenty robiły:) Moje włosy..no tak, biała grzywa. Byłam naturalną blondynka, latem robiłam się biała:) później trochę zmysiałam:) Teraz mam włosy ciemne, jakoś lepiej się w nich czuję. Ale że kobieta zmienną jest, to nie wykluczam że i mi się odmieni:) Taaak, to nocnik:) MÓJ własny, osobisty. Uściski:)

      Usuń
  4. Acha ! Polecam blog o fotografii. Fajnie, po ludzku napisane instruktarze, dowcipnie no i piękne fotki:
    http://www.jestrudo.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę na pewno, jakoś muszę to wszystko rozpracować, bo szkoda, żeby stało i się kurzyło:)

      Usuń
  5. Hm, sentymentalny post i zdjęcia :-) W blond też Ci do twarzy :-)
    I ja robiłam zdjęcia Zenitem... Trzeba przyznać, że te stare aparaty miały kilka zalet, np. takie, że wywoływaliśmy dużo zdjęć... A teraz, przynajmniej ja, robię to niestety dość rzadko.
    Pozdrawiam i przypominam o podaniu adresu do wysyłki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zenit to chyba taka ikona tamtych czasów. Nieco wcześniej królowały Smieny. A później idiot kamery:) Szkoda, że urok prawdziwych aparatów docenia człowiek dopiero jak mu kawał życia minie:) Już podaję Ci adres:) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cóż za zbieg okoliczności - dostałam pod choinkę cudownego Nikona. Całe życie robiłam mnóstwo zdjęć. Stary Zenit służył mi wiele lat. Miałam nawet swoją własną ciemnię. Dzięki temu zachowało się mnóstwo sentymentalnych zdjęć z dawnych lat. Potem przerzuciłam się na automatycznego Soniaka, który myślał za mnie. Teraz rozpoczynam nowy rozdział, ale najpierw muszę się wiele nauczyć, jeszcze sobie nie radzę z nowym sprzętem. Twoje zdjęcia Madziu są prześliczne! Mam nadzieję, że i ja wkrótce będę mogła tak pięknie łapać ulotne chwile.
    Cieplutko pozdrawiam i życzę Ci miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tej ciemni to zazdroszczę...mi nie miał kto pokazać, więc biegałam do fotografa wydając wszystkie zaskórniaki na filmy i wywołanie. Wielka szkoda, że długo się tym aparatem nie nacieszyłam...i widzisz, 20 lat później ten sam błąd popełniliśmy z aparatem:)
      Pozdrawiam ogrodowo - weekendowo:)

      Usuń
  7. Nic a nic się nie zmieniłaś :) Chyba lubiłaś się fotografować, moje wnuki bardzo oporne są, uciekają gdy tylko wezmę aparat do ręki :) Takie zdjęcia teraz to skarb, ja niewiele mam ze swojej szkolnej młodości :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj lubiłam, modelka była ze mnie prawdziwa. Długo byłam jedynaczką, więc wszyscy mieli lekkiego fioła na punkcie małego dziecka w rodzinie:) Nadal lubię być fotografowana, ale nie znienacka...jak mówię, jem, akurat zamykam oczy:), jestem zamyślona - to nie są fajne zdjęcia. Ale chyba każdy tak ma. Uściski:)

      Usuń
  8. Podpisać mogłabym się pod wszystkim co napisałaś .Mnie do fotografowania akurat namawiać nie musisz choć przyznam ,że powinnam przenieść trochę zdjęć na papier bo tak chyba byłoby najbezpieczniej. Ciągle mam w pamięci te wszystkie kasety video , których już się nie odtworzy . Te elektroniczne nośniki nie budzą mojego zaufania. Jesteś bardzo do siebie podobna na wszystkich zdjęciach . To rzadko spotykana cecha. Ciekawa jestem jak Ci spasuje ten nowy aparat i czy będzie widział świat takim jakim go Ty widzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i poruszyłaś ważny temat: wywoływanie...my mamy wszystko na nośnikach i już raz straciłam cały album ze zdjęciami. Były dla mnie ważne, bo to ostatnie wakacje z moją mamą. Nie do odzyskania:( Robimy jednak takie ilości zdjęć, że nie sposób wywołać wszystkich! Cóż, kiedyś trzeba będzie się za to zabrać, zrobić album, wybrać najfajniejsze i chociaż te wywołać.
      Nikon radzi sobie całkiem dobrze, my się nieustannie szkolimy:) Czekamy na wiosnę i więcej słońca. No i wyjazd by się przydał:)

      Usuń
  9. Buzia ta sama...:) Kolor mnie zaskoczył...;)

    A fotki...ja czasem tęsknię...za tym oczekiwaniem co wyszło...czy wyszło...
    Teraz wszystko oczywiste...widzisz zaraz...poprawiasz...i znowu poprawiasz....i tak w nieskończoność,bo zawsze można lepiej...
    Uśmiech zostawiam...
    PS. Dla mnie te instrukcje to koszmar!!! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor:) Czasami mam ochotę do niego wrócić, choć moje naturalne włosy nie są już tak jasne jak były kiedyś. Czy tęsknię za filmami i wywoływaniem? Chyba nie. Pamiętam ten żal, kiedy robiłam fajne zdjęcie, a później okazywało się, że coś nie wyszło - zdjęcie niewyraźne, za ciemne lub zbyt jasne, poruszone, albo ktoś wszedł w kadr...a przecież "nie odnajdzie nas już ta sama chwila"...

      Usuń
  10. Jakby nie patrzeć fotografujemy tym samym sprzętem:) Tylko j jeszcze tele nie kupiłam. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się sprawuje? Aparacik wydaje się całkiem fajny i w terenie i w pomieszczeniach. Nawet bez dodatkowych lamp radzi sobie świetnie.

      Usuń
  11. Pięknie napisane i zdjęcia fajne. Zwłaszcza te starsze. Mimo współczesnych możliwości technologicznych obawiam się, że nasz wiek będzie najgorzej w historii udokumentowaną epoką. Komputer zeżre, zmienią się nośniki - stare już są nie do odtworzenia (dyskietki). Zachłysnęliśmy się możliwościami i uśpiło nam czujność, nie zabezpieczamy się wystarczająco. Co nie zmienia faktu, że zabawa jest przednia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Hania święte słowa...trzeba się zabezpieczać i jednak nie rezygnować z wersji papierowej. Wiele rzeczy można przecież wydrukować, zdjęcia nadal dadzą się wywołać. Nawet dysk zapasowy nie da rady, jak technologie się całkiem zmienią:) Stare dyskietki poszły do lamusa, kaset moich już nie odtworzę, o taśmach to już w ogóle zapomniałam...a ile lat minęło? 30 - 40 od czasów taśm, 20 od czasów kaset...nawet komputer kupiony 10 lat temu nie daje rady:)

      Usuń
  12. Ale blondaska z Ciebie była! Super :) Aparatu zazdroszczę, bo mi powoli zaczyna się marzyć. Do dyspozycji mam dwa "głupole". Przy czym częściej korzystam z tego jeszcze "głupszego", bo do torebki się mieści, do kieszeni... Ważne że jest, że w ogóle coś się dokumentuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedy mówiłam o kupnie aparatu, nasz znajomy zapytał jaki mamy telefon (znaczy mąż jaki ma:)), po czym stwierdził, że nie potrzebny nam aparat. Może w tę stronę warto pójść na początek? To zawsze lepsze niż "głupole":) Aparat mamy na firmę, ja go potrzebuję prawie codziennie do pracy - z telefonem (pożyczonym mężowskim) nie da się pracować...Co do gabarytów to przyznaję rację - aparat jest dość ciężki i nie do końca poręczny. Nawet do plecaka nie wejdzie, mam do niego drugi plecak:)

      Usuń
    2. He he - tylko ja telefon taki raczej starszy mam. M. mi mówi, że bym się mogła z lodu odkuć ;) Ale ja z tych co mają telefon do dzwonienia, aparat do zdjęć, a kalendarz w torebce :)

      Usuń
  13. I całe szczęście, że dałaś się namówić na dokończenie tego posta, bo to fascynująca podróż przez świat Twojej fotografii. A zdjęcia licealne nie do pobicia i to niesamowite, że bez problemu można Cię na nich rozpoznać. Nic się nie zmieniłaś - no, może kolor włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Czas stanął w miejscu...no proszę, moje odczucia są zupełnie inne - wydaje mi się, że mocno się zmieniłam:) Kolor włosów... no cóż. Kobieta zmienną jest:)

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.