Header Ads

PwD

PwD

PLANNER nie tylko ogrodowy:)


Planowanie zawsze było moją mocną stroną: robiłam notatki, zapiski, zakładki. Miałam plan sprzątania mieszkania, plan robienia zakupów, plan posiłków, lekcji czy później zajęć na studiach. Książki miałam poukładane od największej do najmniejszej, tematycznie. Miałam plan ciuszków na półkach w szafie: letnie, zimowe i przejściowe, do pracy, sprzątania i na spacer z psem. 
Nieźle prawda?

Problemem nigdy nie było ułożenie planu, ale dotrzymanie go...i szczerze powiedziawszy im byłam starsza, tym większy miałam z tym kłopot. Nie wiadomo z jakiego powodu: czy założenia rodziny i konieczności liczenia się ze zdaniem jeszcze jednej osoby, czy pojawienia się dziecka, a wraz z nim tysiąca nieprzewidzianych sytuacji - całkowicie niezgodnych z moim planem dnia:), czy też powodem były wyśrubowane wymagania które sobie i innym stawiałam, a jak wiadomo doba ma tylko 24 godziny i nadal żadna z Was nie podzieliła się informacją, jak tę dobę rozciągnąć:)

Grunt że mimo niezłej organizacji miewam problemy z wciśnięciem wszystkich obowiązków w jedną dobę. Bo zawsze COŚ wypadnie i wytrąci mnie z rytmu - ja się wykoleję, a powrót na właściwe tory jest żmudny i wyczerpujący. Co więc robię, aby się ogarnąć jak najlepiej? Panuję. Nad sobą i swoim czasem. Nad nerwami i nieprzewidzianymi sytuacjami, które rozwiązuję możliwie najszybciej bez rozrywania koszuliny i rozdrapywania ran.
Na zasadzie: Padłaś? Powstań! Popraw koronę i zasuwaj!

Staram się jak mogę:) Mam oczywiście  kalendarz, a jakże. I tablice -przypominajki, a na nich kartki, karteczki, karteluszki... I magnesy na lodówkę, motywujące gadżety i inne poprawiacze humoru...ale...
 najlepszy planner :):):),

http://www.abowlfulloflemons.net/2013/01/2013-planner-organization.html
najbardziej motywujący kubek,

http://mywishboard.com/wish/1832138

 czy najsłodsza czekolada

http://www.tapeta-kawalek-orzeszek-czekolady.na-pulpit.com/
nie pomoże, jeśli nie nauczymy się panować nad sobą i swoim czasem, nie wpadać w panikę i konstruktywnie rozwiązywać problemy.

To tytułem wstępu - zapewne zastanawiacie się po co o tym piszę, skoro Pracownia w Dolinie to blog o zupełnie innym profilu? Z kilku powodów:

1. Jestem współwłaścicielem firmy-to zobowiązuje. Na moich barkach spoczywa to, czego nie ogarnia mój wspólnik (i na odwrót). I nie płeć determinuje ten podział obowiązków, a cechy charakteru i podejście do tematu. Również rozwiązywania problemów, których przy własnym biznesie jest całe mnóstwo, z czego 80% wyskakuje jak diabeł z pudełka:)

2. Jestem pracującą mamą, żoną, gospodynią i prywatną ogrodniczką. To chyba nie wymaga komentarza:)

3. Jak każdy człowiek mam słabe strony i gorsze dni, a mimo to muszę wziąć się w garść. Nie muszę co prawda brać urlopu na żądanie-sama sobie go daję, niemniej często wiąże się to z tym, że pracuję wieczorem jak mi przejdzie najpaskudniejsza migrena, albo - co się zdarzyło już dwa razy - w szpitalnym łóżku, bo terminu nie dało się przeskoczyć i odłożyć na później.

4. Moja praca wiąże się również z wyjazdami: na calutki dzień lub calutki tydzień (a czasami dwa...). Często jadę sama zostawiając w domu moich chłopaków, babcię i zwierzaki. Taką nieobecność też muszę zorganizować, żeby nie okazało się, że w domu pojawia się tylko pizza i nutella, a stos prania zasypuje mnie natychmiast po powrocie do domu:)

5. Postanowiłam zebrać wszystkie mądrości świata w jedno miejsce i stworzyłam

blog o tym, jak zapanować nad codziennym chaosem zawodowym i domowym:) 
Wiem, że są wśród nas mistrzynie tego fachu i takie, które nie do końca sobie z tym radzą. Nie jesteśmy ekspertami, trenerami kadr menadżerskich i kierowniczych, a zwykłymi babkami w niezwykłych często sytuacjach. Każda z nas ma swoje życie domowe, zawodowe, ma zadania związane z partnerstwem, remontem, macierzyństwem. Jedne pracują na etacie w firmie prywatnej, inne na posadzie państwowej, prowadzicie swoje firmy w domu, w terenie, wykonujecie wolny zawód lub aktualnie siedzicie w domu wychowując dzieci (co również jest pracą może i przyjemną, ale na pewno nie łatwą). I  szukając przy okazji sposobu jak połączyć przyjemne z pożytecznym. 

Jedno nas łączy: każda z nas ma do dyspozycji codziennie tylko 24 godziny
W Organizerze babskim będę Was namawiać, żebyście podzieliły się tym, jak gospodarujecie tymi godzinami, żeby wszystko co ważne w nich upchać:) 

******

Mój pomocnik...:)
Moja pomocnica :):):)

Wielkimi krokami zbliża się wiosna. Już niemal słychać szelest jej zielonej sukienki:):):) Zwodzi nas  tu i ówdzie słońcem i dość nietypowymi jak na styczeń temperaturami powodując nerwowość wszystkich ludzi ogrodowych:), ale jeszcze nie czas na wielkie szaleństwa ogrodowe. Choć możemy zacząć ostrzyć sekatory, sprawdzić stan łopat, umocnić płotki, ogrodzenia, dobrze wymyć i wysuszyć donice i multipalety  potrzebne do pierwszych siewów. Jak najbardziej można segregować nasionka, planować rabaty i grządki warzywne. Kto jest niecierpliwy już zakupił nowe nasiona rzodkiewek czy sałaty:) Im bliżej jednak wiosny, tym więcej odmian pojawia się na regałach w CO czy marketach-radziłabym się wstrzymać jeżeli szukamy rarytasów. Albo poszperać w Internecie. 
W cieplejsze dni można przycinać drzewa - o tym jak ciąć żeby nie zniszczyć jeszcze napiszę. TUTAJ znajdziecie kilka informacji z poprzedniego sezonu.

Do końca lutego możecie jeszcze drzewa wycinać (od 1 marca zaczyna się tzw. okres lęgowy ptaków - drzewa jako ich dom i miejsce na gniazdo są pod specjalną ochroną!!!) - na wszystkie drzewa i krzewy starsze niż 10 letnie (oprócz owocowych) potrzebne jest zezwolenie stosownego Urzędu. 
Na pospolite tuje które mają więcej niż 10 lat również, o czym nie wiedział jeden z moich sąsiadów i w zeszłym roku wyciął wiosną cały żywopłot który zrudział (przemarzł doszczętnie) - sporo go ta niewiedza kosztowała... Po ostatnich wichurach wiele drzew potraciło nie tylko drobniejsze gałęzie, ale i całe konary. Często drzewa są uszkodzone, pochylone - warto sprawdzić ich stan, spróbować je ratować. Czasami warto, czasami jest to niebezpieczne i przy kolejnej wichurze może skończyć się źle dla pobliskich zabudowań, zaparkowanych samochodów czy przechodzących  ludzi. Najlepiej więc wezwać fachowca aby stan drzewa ocenił i wspólnie podjąć najbardziej optymalne kroki.
Mamy więc dobry miesiąc na przygotowanie się do nowego sezonu.

Prognozy są przedwiosenne. Średnia temperatura styczniowa była wyższa niż powinna być. W lutym czeka nas to samo-będzie ciepławo, mokrawo i wietrznie. Podobnie w marcu, choć ujemne temperatury jeśli będą - to tylko w nocy. W dzień ma być nawet powyżej 10 stopni:)
Kwiecień ma przeplatać trochę zimy trochę lata, ale ma być ciepły, z końcem miesiąca już letni:) ...maj gorący i burzowy, na czerwiec i  lipiec zapowiadają afrykańskie upały - będziemy więc mieli pogodową powtórkę z zeszłego roku:) A jak będzie - zobaczymy. U nas wczoraj ciepło i przepiękne słońce, dziś pochmurno, wieje i leży śnieg:) Ptaki garną się do ziarna i innych przysmaków - przylatują wróble i sikory, wpadają sroki i kosy, a dziś widziałam rudzika! Zanim jednak pobiegłam po aparat z "lufą" ptaki się rozpierzchły. Na drugą turę przylecieli już tylko stali bywalcy:)





Krokusy...
Robaczki, a raczej ślady po żerowaniu:) 
Ubiorek wiecznie zielony
Natka - śniegi jej nie straszne!
Hortensja pnąca 

A u Was jak tam? Wiosna już szeleści zieloną spódnicą???

Pozdrawiam niezmiennie zielono!







29 komentarzy:

  1. U nas dzisiaj też znów rudzik wpadł. I nawet dzięcioł zstąpił z wysokości wierzby na niziny tarasowe. Planowanie... Jestem w tym świetna! Ale jak napisałam na Organizerze - wykonanie go gorzej niż przeciętne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, może ja źle oko wytężałam że do tej pory nie zauważyłam rudego malucha:) Żaliłam się ostatnio jednej z dziewczyn, że do mnie tylko sikorki i wróble, a tu dziś taka niespodzianka:) Co do planowania to chyba większość tak ma, że plan w porządku, ale wykonanie to już nie takie hop-siup:)

      Usuń
  2. O ja w planach jestem mistrzynią... gorzej z ich realizacją i dotrzymaniem terminów. Tutaj nie zabłysnę chyba nigdy:) Co do wiosny to ją czuje, leszczyna kwitnie cudnie, no i w domu hiacynty gdzie można porozstawiałam... ale czy słysze szelest jej spódnicy? Nie, ale w sercu ją mam:)
    Ściskam mocno Madziu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, widzę jaka z Ciebie mróweczka pracowita i jak dwoisz się i troisz z tymi zamówieniami:) A do tego na każdym zdjęciu taki porządeczek, że aż miło! I nas tylko pąki nabrzmiałe i to co z ziemi wychodzi. Hiacynty mam, na prymulki się czaję, żeby koloru wprowadzić a nie tak tylko pastele i pastele...Uściski wielkie:)

      Usuń
  3. Z planowaniem u mnie tak sobie, a wiosna szeleści i owszem. Pąkami na pnącej hortensji, na bzie i na morwie. Cebulowe jeszcze się nie pokazują. Za to chwasty rosną, właściwie trzeba by już się za nie zabrać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chwasty to zawczasu, bo potem żyć nie dadzą:)

      Usuń
    2. Straszliwie rozlazły mi się dosłownie wszędzie takie płożące, z drobniutkimi listkami i malutkimi, białymi kwiatkami. Masakra. Normalnie nie daję rady, Zeżre mi szfystko! Masz może jakiś sposób - poza laniem chemicznych świństw?

      Usuń
    3. Gwiazdnica pospolita. Masz przechlapane:) U siebie rwę garściami i na kompost, pod płotem zostawiam, przynajmniej inne chwaściska mi nie rosną. Jak masz kury to na paszę siekaj, młode roślinki podobno i dla ludzi jadalne, ale nie próbowałam. Ich nasionka podobno mają zdolność kiełkowania przez lat 20, więc albo kompletuj armię już teraz, albo polub te maluchy. Nie dopuszczając do wydania nasion można teoretycznie powalczyć, ale nie jesteś murem otoczona, a za płotem rwać nie będziesz. Ja polubiłam. Ale to ja:)

      Usuń
    4. Oesssu, ale mnie pocieszyłaś. Nie mam kurów. W trawie niech sobie będą, ładne i zielone. Ale są wszędzie! Do domu włażo!

      Usuń
  4. Jaki piękny plannnner!!! Ja pasjami wielbię kalendarze, notesy, zeszyty, bruliony - no wszystko takie kocham po prostu i sumiennie prowadzę, przepisując to samo z miesiąca na miesiąc, bo się nie wyrabiam;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten różowy, fajny! Muszę sobie zakupić podobny, ale wielkości B6 (taki między blokiem a zeszytem). Hehe, to nie tylko ja przepisuję:) Tez uwielbiam takie pierdółki, pomagają mi i humor poprawiają. A bez humoru to i robota nie idzie:)

      Usuń
  5. hmmm... tak sobie czytam i zdjęcia oglądam... czy ten pomocnik i ta pomocnica to przypadkiem na te istoty z kolejnych zdjęć...? śmiesznie mi się skojarzyło... no ale zeby takimi narzędziami tępić ptaszki z ogrodu ;D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo,no masz, my kochamy wszystkie stwory, nawet robaczki (z dużą dozą nieśmiałości, ale zawsze) :) Tak mi wskoczyły po kolei, bez podtekstów:) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. O, ładna siekierka! :)
    U mnie planów sporo, ale życie i Absorbery zweryfikują...Notuje ostatnio pewne rzeczy, bo zdarza się, że może nie umykają, ale za późno sobie coś przypomnę i stres niepotrzebny. A ostatnio sporo notuje. Nawet nieśność swoich kur, tak dla ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rąbałam dziś drwa aż wióry leciały i tak sobie pomyślałam o Tobie:) Siekierka w LM kupiona po tym jak stara pękła i nawet jej klin nie pomógł...Twoja widziałam też ledwo zipie...
      Nieśność powiadasz...będziesz miała statystyki profesjonalne i od razu załapiesz po czym lepiej niosą, a po czym się uwsteczniają:) Uściski!

      Usuń
  7. Ja też idealną planistką jestem. Też mam zeszyciki i karteluszki, dużo zeszycikow i karteluszek. ;) I nie mogę powiedzieć, że nie pomagaja, bo pomagają i to bardzo, bez tych wszystkich planów spisanych czarno na białym daleko by, nie zajechała. ;)
    Organizer babski - fajna inicjatywa. Chętnie bym się przyłączyła, tylko chyba nie jestem ekspertem...;(
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie szukamy ekspertów, tylko dzielimy się pomysłami jak nam samym udaje się zorganizować:) Pisałam też, że aktywne uczestnictwo jest konieczne aby blog w ogóle istniał, bo ja też nie jestem trenerem w tej materii ;)

      Usuń
  8. Hahaha, najwyraźniej postanowiłaś zrealizować zasadę "kiedy brakuje ci czasu, znajdź sobie kolejne zajęcie", czyli nowego bloga :) Ja od pewnego czasu dochodzę do wniosku, że im dokładniejsze planowanie tym gorzej z realizacją. Nauczyłam się ostatnio zasady 60/40, czyli tylko 60% czasu należy sobie zaplanować, reszta musi zostać na tzw. nieprzewidziane okoliczności (http://www.czas.net.pl/regula-6040-prawo-parkinsona/). Chętnie będę zaglądać do babskiego organizera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca:) Chciałam o tym pisać, ale nie chciałam w Zielonej, żeby nie mieszać tematów i nie zrobić "bloga o wszystkim" - więc wymyśliłam Organizer ;) To słuszne spostrzeżenie - nie wszystko da się zaplanować. Słyszałam o tej zasadzie, będzie w którymś z postów (mam ich już gotowych z tematu i zarysu aż 37 :)). Tak samo zaczęłam planować posty w Zielonej, bo przestałam ogarniać. Fajnie będzie Cię gościć:)

      Usuń
  9. Widzę, że mimo wszechobecnej elektroniki tradycyjny kalendarz ma się u ciebie dobrze :-)
    Bez niego nie wyobrażam sobie życia. W tym roku drugi kalendarz przeznaczam na plany prac ogrodniczych i notatki. Przyda się taki ogrodowy "pamiętnik" z terminami wysiewów, datami pikowania i wszelkimi uwagami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma się super, bez niego ani rusz (tradycyjna jestem i akurat w tej kwestii chciałabym odpocząć od ekranu komputera)...też mam dwa: kalendarz do pracy i planner (no powiedzmy) na prywatne i ogrodowe sprawy, żeby mi pomysł nie uciekł. Kiedyś pisałam w notesie i na kartkach, ale notatki się gubiły, kartki fruwały...mam wszystko w jednym miejscu i szafa gra:)

      Usuń
  10. JA planuję na karteczkach. W punktach: rzymskich i arabskich (te główne to rzymskie, podpunkty - arabskie cyfry). Potem skreślam i kartka do kosza. Czasami mam kilka kartek na ten sam temat, a podpunkty różna. Ale w końcu i tak wszystkie poddaje utylizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kartki na tablicę czy tak luzem? Na tablicy mam "wykrzykniki", luzem tobym nie zapamiętała gdzie je mam...

      Usuń
  11. W planowaniu jestem słaba, na piśmie, lepiej mi idzie spontan:)) Zdecydowanie robię wszystko na przekór, zaplanuję nie zrobię, nie zaplanuję zrobię:)
    Wiosny w mieście nie widać, ale widziałam dziś wronę majdrującą przy gnieździe. Chyba sprawdzała domostwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusza rogata:) Hmmm powiadają że kosy wiosnę sprowadzają - u mnie są. Ptaki śpiewały dziś głośno mimo lekkiego mroziku:) Ale słoneczko było, może z radości świergoliły!

      Usuń
  12. Zajrzę tam też, sama nie wiem jakim cudem ogarniam to co ogarniam, chociaż nie planuję zazwyczaj zbyt wiele, bo i tak wszystko się odplanuje i zaplanuje od nowa. U nas dziś śnieg, ale mam w planach kupić nasionka, to będzie bliżej wiosny...
    Pozdrawiam,
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, bardzo spodobała mi się ostatnia myśl:) Nie cierpię przeplanowywania, dostaję szału jak mi się wszystko sypie:) Tutaj muszę panować (nad nerwami) bo inaczej cały humor dobry pryska. U nas śniegopodobne coś od rana leżało, ale się nie dałam - zrobiłam porządek w szklarni i wygrabiłam igły z trawnika:)

      Usuń
  13. U mnie rośliny budzą się zdecydowanie:) Tylko przy dwóch spanielach biegających po grządkach to lekki kłopot. Ja jeszcze w ogrodzie nie przebywam więc młode pędy tulipanów podeptane:) Piękne zdjęcie nastrojowej hortensji. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Polinka, mi tez Orion tratuje rabatę przy podjeździe - poszły i narcyzy i tulipany. Trzymają się krokusy ale chyba dlatego, że niskie. Na szczęście ogród za domem nie ma takich spustoszeń:) Pozdrawiam!

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.