Header Ads

PwD

PwD

W oczekiwaniu na wiosnę proponuję GARDENIĘ :)


...na której nie wiem czy będę, bo wypadają nam akurat ferie:) Planujemy wyjazd na tydzień, ale jeszcze nie wiemy na który, tak więc losy moje na targach będą się ważyć przynajmniej do połowy lutego. No i jest jeszcze Kopenhaga...może :) Oczywiście moja skromna osoba nie ma (i nie powinna mieć) nic wspólnego z Waszą na Gardenii obecnością, bowiem targi te są pierwszą prawdziwą zapowiedzią wiosny w Poznaniu i nie tylko w Poznaniu. 
Wystawcy biorący udział w tym zgromadzeniu ogrodników, szkółkarzy, architektów krajobrazu, designerów domowych i ogrodowych wszelkiej maści i innych pozytywnie i zielono nakręconych ludzi mają niezły orzech do zgryzienia: jak tu zrobić targi ogrodnicze w lutym i jeszcze zachęcić ludzi do zakupów? 
Możliwości faktycznie ograniczone: cebulowe wiosenne na potęgę, żeby smaczek był i apetyt żeby podkręcić, pędzone forsycje i magnolie dają nam przedsmak tego, co nas za chwilę czeka w naturze, cięte gałązki brzozy i wierzbowe kotki już pachną wiosennym zefirkiem. 
Wiecznie zielone niezawodnie nadają kolor Gardenii - im wszak wisi luty, cały rok są zielone:) Hitem stały się trawy nadające lekkości wystawowym boksom - oczywiście nie kwitną, takich cudów nie ma, niemniej podziwiać można ich pierzaste kępy. Kwitną na zdjęciach. Są i prowadzone drzewa - na parasolki i przy ścianie. Takie konstrukcje ciekawe - zwłaszcza dotyczące owocowych. Bonsai jest do podziwiania.

Wiosenne prymulki, stokrotki, pierwiosnki wywołują szeroki uśmiech i ciepełko na sercu. Czasami ktoś róże podpędzi - słabe są, wątłe, ale kwiaty mają. Uśmiech się powiększa. Już widzimy naszą różana rabatę...

Wielkie szklarnie kuszą przyspieszonym sezonem - przekrój cenowy jak stąd do NY. Można kupić foliowy inspekt lub tunel na każdą kieszeń i prawdziwe kute dzieło sztuki godne...królowej. Może nie angielskiej, bo nie takie szklarnie jej królewskie oczy widziały, ale na nasz standard to królewskie pawilony:) Za iście królewską cenę...Są oczywiście multipaletki, donice z krowich placków albo torfu, maszynki do strzyżenia bukszpanowych kul czy stożków (hurtowo, przeciętny Kowalski może kupić co najwyżej dobre nożyce), nowinki szkółkarskie, ogrodnicze, techniczne, kompostowe, narzędzia wspaniałe, ergonomiczne - normalnie samokopiące łopaty...ufff....


Przejdźmy do ozdobników, czyli gardeniowej zapchajdziury, która jednak cieszy się niezwykłym powodzeniem, czemu się nie dziwię nic a nic, bo pierdółki do ozdobienia domu, ogrodu i tarasu są po prostu
P R Z E C U D N E.

Począwszy od lawendowej Prowansji, przez surową, winem płynącą Toskanię, po klimaty angielskie, skandynawskie, afrykańskie i inne zwane Schabby, Vintage lub jeszcze inaczej. Pal licho nazwę - pięknie jest. Kwiaty sztuczne rokrocznie coraz lepiej naśladują naturę. Niektóre trzeba pomacać, albo ruszyć głową: nikt nie wyhoduje krwistych maków czy delikatnych chabrów w lutym. Muszą być sztuczne:) Świeczki i kaganki (oświaty również, ale o tym później), lampy naftowe, ogień żywy na stole, pod stołem, z gazu lub drewna, w stylu nowoczesnym lub klasycznym. Dla każdego coś miłego. 

Na fali grillowania i biesiad pod chmurką Gardenię zalała też fala akcesoriów do letniej kuchni: grille za cenę dobrego samochodu, gadżety niezbędne do przewracania steków albo - to dla tych co nie konsumują mięsiwa - grillowanej papryki, bakłażanów czy innych warzywnych przysmaków. Czekam na piec chlebowy i do pizzy - żeby jakiś wybór był. Jak już przy jedzeniu jesteśmy, to w jednym z pawilonów jest zawsze mydło i powidło - porcelana, ceramika, kamionka, drewno, filc, płótno, wełna i masa innych gadżetów rodem z nadmorskiego straganu z jednym wyjątkiem - to wyroby polskie, a przynajmniej europejskie. W większości hand made, więc tym bardziej cenne. Jest i jedzenie - regionalne, zdrowe (zwłaszcza chleb na zakwasie ze smalcem i kiszonym ogórem - PYCHA :)), domowej roboty, bez unijnych przepisów uznających wyższość lakieru do kiełbasy nad jałowcowym dymem:) 

Kaganek oświaty niosą uczelnie - zwłaszcza moja, czyli Uniwerek Przyrodniczy z niezrównanymi wykładowcami. Studenci za darmochę zaprojektują ogródek, albo przynajmniej poradzą co posadzić, żeby nie padło od razu. Kilka firm kładących ciężkie pieniądze reklamuje swoje towary - wszystko w formie prezentacji, z gadżetami i ulotkami  w stylowych torbach. Są i konkursy z nagrodami, a jakże. Jak nie wygra się to nic - i tak wyczytują kto brał udział, więc jak firma ma lotną nazwę, to komuś w ucho wpadnie, a może i zostanie. Prace uczestników można sobie obejrzeć na wystawie i fachowo (albo i amatorsko) nad nimi podyskutować. 

No i warsztaty, można poznać co znaczy zaprojektować kawałek zieleni; dopisać sobie jeszcze kilka poprawek, kilka przejazdów, kilka spotkań i usłyszeć "za co taka cena???". Ot, takie życie. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ani tanio - sam bilet drogi nie jest, zwłaszcza jak się człowiek zarejestruje wcześniej, ale przerwa na kawę, jakiś obiadek, kanapkę czy coś, to już się robi trochę grosza. Zjedzą nas także rzeczone cebulowe i inne kwiecie na sprzedaż wystawione - kupić można cebulki za złotówkę i ciemierniki za pięć dyszek. Ot, rozrzut cenowy:) Odwiedzający odbije to sobie jednak na gadżetach targowych - ilość cukierków (krówki są najlepsze), notesów, długopisów, smyczy, latarek, parasolek, przeterminowanej prasy ogrodniczej i innych folderów jest wprost powalająca. Oddechu i nienachalności dostarczają pokazy florystyczne - tutaj jest prawdziwy raj...wykorzystane jest dosłownie wszystko co można wykorzystać i zrobić z tego bukiet albo kompozycję. Jest kolorowo, tutaj pora roku jest bez znaczenia - kwiatów jest cała masa:) Tutaj można znaleźć inspirację na wielkanocną dekorację domu, sklepu, firmy. Tutaj dowiadujemy się jako pierwsi o trendach na nowy zielony sezon. Tutaj możemy pobuszować z aparatem...

Kto ma ochotę na jeszcze, to czasami rośliny idą w parze ze zwierzętami...widok trochę przygnębiający, ale Targi stają się trochę większym targiem: można obejrzeć najwspanialsze rasy gołębi, drobiu, królików, można posłuchać jak brzęczą pszczoły i dowiedzieć się jak stworzyć własną pasiekę. Można zobaczyć pawie, kozy i olewające widzów niewzruszone owce - nie wiadomo chwilami kto kogo ogląda:) I jest jeszcze jeden aspekt Gardenii - zlot. Zlatują się tutaj blogerki i blogerzy z całej Polski - jak mogą docierają do Poznania. Jest czas na kawę, na pogaduszki, czas wolny na załatwienie swoich spraw - bo przecież o interesy też trzeba się zatroszczyć, czas na wspólne zwiedzanie stoisk. I chociażby dlatego warto być na Gardenii:) 
O tym, że przy okazji spotkacie ludzi, którzy Gardenii za nic nie opuszczą (choćby Maję Popielarską czy Marka Jezierskiego) to wspominać nie muszę. 

PS. Zdjęć jak widać nie ma - targi dopiero będą, a kto chce relację z poprzednich to proszę bardzo:


PS2. Każda Gardenia jest nieco inna, więc zbytnio się nie sugerujcie tymi relacjami.
Rezerwujcie po prostu czas - 26-28.02.2015. 
I nie zapomnijcie - bilet przez Internet jest dużo tańszy:)

12 komentarzy:

  1. Kurde, Magda, kawa albo życie;) na/przed/po/ w trakcie tej Gardenii - musi się udać;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak musi to się z pewnością uda:)

      Usuń
    2. No to sczajamy się;)) Po raz kolejny podchodzimy do próby;))

      Usuń
    3. Jak nie wyjadę z Młodym w drugim tygodniu ferii, to będę miała do dyspozycji aż trzy dni. Inaczej nic z tego, chyba że wrócimy w czwartek lub piętek. Choć słuchy chodzą, że sobota ok. 15 to już zwijanie stoisk - nie wiem, dlaczego nikt nad tym nie panuje. Ale kawa nawet po, najlepiej w Ptasim:)

      Usuń
    4. Tak, w Ptasim;)) Odezwij się kiedy - może uda się tym razem dograć co i jak;))

      Usuń
  2. Dla mnie Gardenia jest zawsze bardzo stresująca. Tam jest tyle wspaniałych gadżetów i ozdóbek ! a ja mogę pozwolić sobie najwyżej na mały drobiazg :( więc zawsze chodzę bardzo nerwowa ;) :))))
    W zeszłym roku niańczyłam maleńką Nelkusie, więc musiałam odpuścić wycieczkę na targi, ale może tym razem się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezapominatka, no musisz być! jak nie na samej Gardenii to na pewno na kawie PO:)

      Usuń
    2. Ach i dodam, że na targach nie można kupować wszystkiego - trochę rękodzieła "na sztuki" , kwiaty, cebule - to właściwie wszystko! Reszta jest z tzw. minimum logistycznym, czyli ceny zaczynają się od 1500 zł netto :) takich zakupów tez nie robię.

      Usuń
    3. Ja właśnie mam chętkę na te drobiazgi... na DUŻO tych drobiazgów ;)
      Kawa PO ? Brzmi wspaniale. Planujecie taką kawkę ?

      Usuń
  3. Dziewczyny - Gardenia Gardenią. Nie wiem czy mam siły po zeszłorocznej ;) Ale kawa w świetnym towarzystwie brzmi dużo lepiej! Niezapominatka - sprzedaj dziewczyny mamie, ja sprzedam Młodego małżowi i możemy śmigać na spokojnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście - kto nie ma na Gardenii nic do załatwienia a mimo wszystko chce na zlocie być, to jak najbardziej kawa z małym co nieco PO targach zawsze była:)

      Usuń
    2. Moje ogrodnicze zakupy w tym roku obejmują drzewka w szkółkach, więc Gardenię spasuję. Ale na kawkę stawiam się obowiązkowo! Proszę pamiętać o mnie ;) Chyba, że Niezapominatka mnie namówi na targi, to razem śmigniemy z naszego wygwizdowa ;)

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.