Header Ads

PwD

PwD

Nie takie PRAWO straszne, jak je napisano, czyli "Drzewa uwikłane w paragrafy".



"Łatwiej napisać dobrą sztukę, niż ustanowić dobre prawo".

                                                                                   Georg Bernard Shaw


Jak świat światem ludzie ustanawiali prawa którymi rządziła się i szara codzienność i doniosłe uroczystości. Mniej lub bardzie sprawiedliwe one były, często zmieniane, ale jednak ustalano pewne granice zachowań, po których przekroczeniu spotykała nas kara.
Nasze prawo oparte jest na prawie rzymskim i choć zostało przez wieki dość mocno rozbudowane, dostosowane do obecnych realiów to nadal, po dziś dzień  nie dogodziło wszystkim obywatelom:)



Z końcem sierpnia w życie weszła nowa ustawa o ochronie przyrody. Dla wielu ludzi pracujących w "zielonej branży" to niezmiernie ważna informacja. O samych zmianach w prawie było głośno jeszcze przed ich wprowadzeniem, dotyczyło to głównie kar za usuwanie drzew, bo ten temat najbardziej leżał na sercu wszystkim przeciętnym Kowalskim a zwłaszcza tym, którzy za wycięcie drzewa bez koniecznego zezwolenia płacili ogromne kary za taką samowolkę.

Podczas 2 Spotkania Blogerów Ogrodniczych  miałam przyjemność wygłosić prelekcję na dość przewrotny temat - Drzewa uwikłane w paragrafy - przestrzeń publiczna i prywatna.
Przedstawiłam słuchaczom nie tylko same zmiany w Ustawie ale i zmiany, które moim zdaniem powinny dokonać się również w naszych głowach - naszych  jako społeczeństwa, ogrodników, projektantów zieleni, inwestorów, właścicieli działek, ogródków działkowych, parków czy prywatnych lasów.

O ile przestrzeń publiczna to temat dość skomplikowany, bowiem w przypadku wszelkich inwestycji obowiązuje zawsze kilka aktów prawnych, o tyle w przestrzeni prywatnej temat jest dużo prostszy, choć nie pozbawiony emocji.

1. Po pierwsze - naucz się przewidywać

Drzewo posadzone zbyt blisko budynku, ogrodzenia czy innych drzew będzie po kilku - kilkunastu latach wielkim kłopotem. Niekoniecznie dla Ciebie, ale dla twoich dzieci czy wnuków już na pewno.


2. Po drugie - naucz się czytać mapy

Ok, posadziłeś drzewo cztery metry od płotu, pięć od domu. Gitara gra, dzieci Cię nie przeklną:) Problem w tym, że pół metra od drzewa jest studzienka kanalizacyjna, a z drugiej strony cała żyła podziemnej infrastruktury: światłowody, wodociąg, gazociąg... Głowa w górę - co widzisz? Linię energetyczną. Przy większym wietrze masz energetyczny kłopocik. I klops...nie przeczytałeś mapy:) Nie wiesz co masz na działce, a to błąd! Cała infrastruktura nad i podziemna jest narysowana na mapie zasadniczej - jeżeli dopiero się budowałeś masz taką mapę w swoim posiadaniu. Jeżeli dopiero zamierzasz działkę kupić i nie wiesz czy nie kupujesz kota w worku*, to możesz zamówić taką mapę odpłatnie we właściwym ośrodku geodezyjnym.

*kota w worku, bo może okazać się, że Twoje przyszła oaza spokoju jest naszpikowana kablami, rurami, studzienkami i Bóg wie czym jeszcze jak "dobra kasza skwarkami", a na dodatek nie przewidziałeś przyszłości i nie doczytałeś w gminie planów  zagospodarowania przestrzennego więc nie wiesz, że dobra cena jaką uzyskałeś od poprzedniego właściciela nie wynika z jego dobrego serca czy pilnej potrzeby spieniężenia ziemi, tylko z faktu, że przez ten grunt ma przebiegać np. linia wysokiego napięcia i przetnie to pole z widokiem na góry na pół, a Ty nic tam nie posadzisz w pasie 30 metrów po obu stronach od tejże linii. Mało tego - podczas każdej awarii czy konserwacji na działkę wjadą specjaliści żeby się ową linią zająć i rozjadą Twoje rabatki na miazgę:)

O tym że "za chwilę" przez tę ziemię przebiegać będzie dajmy na to autostrada lub inne ustrojstwo to już nie wspominam... sami mieliśmy propozycję kupna takiego domu - działka miała przejść na własność PKP razem z domem i ogrodem - dom zburzony, drzewa wycięte, a wszystko w imię tzw. inwestycji celu publicznego. Właściciel o tym wiedział, ale nie powiedział - miał nadzieję sprzedać ziemię z domem i uzyskać za to większą kwotę niż odszkodowanie. Z nami się przeliczył - jak mu poszło z innymi, którzy nie wiedzieli gdzie sprawdzić - nie wiem.

3. Po trzecie - postępuj zgodnie z prawem

I tutaj zobaczymy co się zmieniło w paragrafach. 

A. Przedtem było tak: jeżeli człowiek miał zwykłą działkę (nie wpisaną do rejestru zabytków), mógł ciąć u siebie wszystkie drzewa i krzewy do wieku 10 lat oraz wszystkie owocowe bez względu na wiek. Kiedy drzewo miało więcej niż 10 lat, potrzebne było zezwolenie na jego wycięcie. Urząd czasami je wydawał, a czasami nie. Osoba fizyczna (nie firma) była zwolniona z opłat (niemałych) za wycięcie takiego drzewa, ale musiała (wedle uznania urzędu) nasadzić w zamian nowe drzewo - najlepiej tego samego gatunku, określonych rozmiarów, w ilości nie mniejszej niż ilość drzew które wycięła.
Problemem było zawsze określenie wieku drzewa, bo jedne drzewa rosna szybciej, a inne wolniej, w zależności od warunków jakie panują w ogrodzie oraz od gatunku drzewa. Samo określenie gatunku* również bywało kłopotliwe, bo nie każdy na drzewach się zna.

*gatunku - pisze o tym nie bez powodu. Zdarzyło się kiedyś, że pewna Pani sama robiła inwentaryzację zieleni na swojej posesji. Zrobiła ją jak na drzewach nie było już liści i źle oznaczyła gatunek drzew które chciała wyciąć: dajmy na to wnioskowała o kasztanowca i topolę, a drzewa to była wierzba i jesion. Papiery miała jak trzeba, mapkę nakreśliła, drzewa obmierzyła, wniosek wypełniła, zgodę dostała. Na kasztanowca i topolę. Wycięła, ale ktoś życzliwy doniósł na kobietę. Pani się pomyliła... kara naliczona była drakońska. Kobieta się odwołała i miała szczęście tylko dlatego, że nikt z Urzędu nie pojawił się wizji lokalnej (choć to obowiązek właśnie po to, żeby stwierdzić czy stan opisywany jest zgodny ze stanem faktycznym) i tym samym nie mógł wyprowadzić jej z błędu. A gdyby przyjechał?...
Pracuję przy inwentaryzacjach zieleni już wiele lat, mam za sobą niejedną wizję lokalną i uwierzcie mi, połowa urzędników nie ma bladego pojęcia o gatunkach drzew - oprócz podstawowych kilku gatunków nie są w stanie rozpoznać niczego innego, a wizja w okresie zimowym to już masakra dla urzędnika:) Rozpoznaniu podlega brzoza, topola włoska i ... tuja (ogólne), bo tuja czy cyprys to już było wszystko jedno. Raz spotkałam się z nazwaniem jodły "choinką". Tyle w temacie.

Teraz problemem jest już tylko gatunek, bowiem nowe prawo nie określa wieku drzewa, a jego obwód na wysokości 5 (pięciu) cm.

I tak ciąć bez zezwolenia można wszystkie topole, wierzby, kasztanowce zwyczajne, klony jesionolistne, klony srebrzyste, robinie białe (akacje) i platany klonolistne, które na wysokości 5 cm mają nie więcej niż 35 cm obwodu oraz wszystkie inne gatunki które na wysokości 5 cm mają nie więcej niż 25 cm obwodu. Ten przepis zastąpił więc wiek zapis "do 10 lat" . Owocowe pozostają bez zmian - możemy wycinać wszystkie, o ile nasz ogród nie jest zabytkowy - wówczas i na owocowe musimy mieć zgodę. 

Wszystkie drzewa których obwody  nie mieszczą się w tych widełkach muszą mieć zezwolenie na wycinkę. 

Odpowiadam przy okazji na pytania które mi zadajecie:

-drzewo w pojemniku nadal pozostaje drzewem i podlega takim samym prawom jak te rosnące w gruncie. Zasuszenie, zniszczenie, połamanie drzewa w pojemniku (zakładając że jego obwód jest większy niż w/w)  jest zniszczeniem drzewa ze wszystkimi konsekwencjami. 

-pospolita tuja* (żywotnik) jest DRZEWEM a nie krzewem. To, że tniemy je na żywopłoty niczego nie zmienia:) Są żywopłoty bukowe, lipowe, klonowe, modrzewiowe...nikt nie powie, że modrzew czy lipa to krzew. Dowód? Definicja drzewa wprost z Ustawy o ochronie przyrody oraz tabela opłat za wycięcie poszczególnych gatunków drzew w zależności od ich obwodu:

Drzewo - wieloletnia roślina o jednym pędzie głównym (pniu) albo zdrewniałych kilku pędach głównych i gałęziach tworzących koronę w jakimkolwiek okresie podczas rozwoju rośliny.

Żywotniki w środowisku naturalnym to przepiękne, majestatyczne drzewa o kolumnowym pokroju.  

STAWKI DLA POSZCZEGÓLNYCH RODZAJÓW I GATUNKÓW DRZEW

Rodzaje, gatunki i odmiany drzew,  stawki w zł za 1 cm obwodu pnia drzewa mierzonego na wysokości 130 cm: 

1) Topola, olsza, klon jesionolistny, wierzba, czeremcha amerykańska, grochodrzew - 13,84 zł 

2) Kasztanowiec, morwa, jesion amerykański, czeremcha zwyczajna, świerk pospolity, sosna zwyczajna, daglezja, modrzew, brzoza brodawkowata, brzoza omszona - 37,63 zł

3) Dąb, buk, grab, lipa, choina, iglicznia, głóg – forma drzewiasta, jarząb, jesion wyniosły, klon z wyjątkiem klonu jesionolistnego, gatunki i odmiany ozdobne jabłoni, śliwy, wiśni i orzecha, leszczyna turecka, brzoza (pozostałe gatunki i odmiany), jodła pospolita, świerk (pozostałe gatunki i odmiany), sosna (pozostałe gatunki i odmiany), żywotnik (wszystkie gatunki), platan klonolistny, wiąz, cyprysik - 91,54 zł

4) Jodła (pozostałe gatunki i odmiany), tulipanowiec, magnolia, korkowiec, miłorząb, metasekwoja, cis, cypryśnik, bożodrzew - 345,30 zł

*pospolita tuja to temat rzeka. Prawidłowo tujami nazywamy TYLKO żywotniki - od ich łacińskiej nazwy thuja occidentalis (zachodnia), thuja plicata (olbrzymia). W praktyce laika pod tuje podchodzą również biota wschodnia (zwana dawniej żywotnikiem wschodnim)  i cyprysy - są to drzewa iglaste kolumnowe. Pojedyncze egzemplarze przypadkowych ogrodników do worka z tujami wepchną jeszcze jałowce czy cisy...naprawdę:)
Byłam świadkiem pewnej wymiany zdań na forum internetowym, gdzie jeden Pan udawadniał wszystkim, że tuja NIE JEST drzewem - powołał się właśnie na podaną wyżej tabelę opłat i pytał retorycznie uczestników dyskusji: "Gdzie w tym zestawie drzew jest TUJA???"

Przeciętny Kowalski nie odróżni żywotnika od bioty czy cyprysa, fachowcy powinni. Tak jak pisałam wcześniej o gatunkach - kucha w tym temacie może drogo kosztować Inwestora który zlecił Wam inwentaryzację:) A Was utratę reputacji. Kiedy macie wątpliwości co do przynależności gatunkowej, zerwijcie gałązkę i oznaczcie drzewo w domu, albo odpalcie smartfona w terenie - wujek Google prawdę Wam powie:) Pół biedy jeżeli wymagania dotyczące inwentaryzacji ograniczają się do oznaczenia gatunku. Jeżeli w grę wchodzi również odmiana to szczerze współczuję:) 

B. Właściciel 

Wcześniej aby w ogóle urzędnik chciał z nami rozmawiać, musieliśmy przynieść stos papierów poświadczających nasze prawo do nieruchomości czyli to prawo UDOWODNIĆ. Teraz wystarczy oświadczenie o posiadanym tytule prawnym do nieruchomości. Jeżeli nie jesteśmy właścicielem, a tylko użytkujemy nieruchomość (dzierżawimy, wynajmujemy np. razem z domem) musimy uzyskać zgodę właściciela na wycinkę drzewa.  Jeżeli jesteśmy tzw. wieczystym użytkownikiem albo nasza nieruchomość ma nieuregulowany stan prawny, nie musimy przedstawiać zgody właściciela nieruchomości. Tak samo jeżeli o wycinkę wnioskuje wspólnota lub spółdzielnia mieszkaniowa. Tutaj jednak ustawodawca nałożył obowiązek poinformowania wszystkich mieszkańców o zamiarze wycięcia drzew i pozostawienia terminu 30-to dniowego na zgłoszenie uwag przez członków wspólnoty czy spółdzielni.

C. Nasadzenia zastępcze, przesadzenie drzewa lub krzewu - konieczny jest plan.

A to nowość. Wcześniej był uznaniowy przymus nasadzenia drzewa w zamian za wycięte - urzędnicy zwykle z tego korzystali, choćby w przypadku moich nieszczęsnych tujek przy płocie, ale nie trzeba było rysować żadnych planów - sadziło się i zawiadamiało o posadzeniu, urzędnik przychodził sprawdzić (albo i nie przychodził) i było po sprawie. Teraz takie plany obowiązują - trzeba naszkicować w którym miejscu  działki posadzimy drzewa w zamian za wycięte.  Nasadzenia nadal mają charakter uznaniowy, zależą od wartości przyrodniczej, kulturowej, funkcji, lokalizacji  i stanu drzew które wycinamy oraz od możliwości nasadzeniowych (np. miejsca na naszej nieruchomości, odległości od budynków, granic z sąsiadem, infrastruktury itp. Nie muszę oczywiście dopisywać, że te szkice to dla Pana Zenka, fachowcy robią profesjonalny plan nasadzeń łącznie z wymiarowaniem:) Taki sam plan musimy wykonać, jeżeli chcemy przesadzić drzewo lub krzew na które potrzebne byłoby zezwolenie na wycinkę.

D. Opłaty (kary)

Wiele osób miało nadzieję, że nowe prawo pozwoli im na przysłowiową "wolność Tomku w swoim domku" - moja ziemia, moje drzewa - robię co chcę, wycinam co chcę. Na szczęście (piszę to z pełną odpowiedzialnością) nie doszło do tak lajtowego potraktowania zieleni i wycinki na prywatnych gruntach nadal pozostały pod kontrolą. Nie będą już jednak obowiązywały tak drakońskie kary za samowolne wycinki (choć nadal  dochodzą do trzykrotności opłaty za wycinki). Kary będą zależały od wielu czynników: stanu drzewa, jego gatunku, wartości przyrodniczej, wartości krajobrazowej, zasobności portfela tego który wyciął itp. Inną karę naliczą nam za wycięcie starej, spróchniałej wierzby wrośniętej w płot na tyłach działki, inną za wycięcie zdrowego dębu na froncie posesji. Tak czy inaczej uwierzcie mi NIE OPŁACA SIĘ SAMOWOLKA W TYM TEMACIE. Szkoda nerwów i pieniędzy.
A opłaty? Płacą firmy, przedsiębiorstwa, markety - nie zwykli obywatele. Dlatego wiele firm po zakupie gruntu nie wycina w pień wszystkich drzew, a stara się je wkomponować w formę budynku/magazynu/sklepu. Z różnym rezultatem co prawda, ale jednak pokazują, że można, że wcale nie trzeba zostawiać pustyni przy firmie.
Obejściem tychże opłat jest wniosek o wycięcie drzew złożony przez właściciela nieruchomosci jeszcze przed sprzedażą ziemi - dlatego we wniosku o wycinkę musimy określić dlaczego wycinamy i jakie jest przeznaczenie terenu po wycince drzew. Jakikolwiek zgrzyt w takim wniosku powinien spowodować u urzędnika wzmożoną ostrożność i dokładniejsze przyjrzenie się sprawie.

E. Najpierw pozwolenie na budowę -później zgoda na wycinkę

To dotyczy wszelkich inwestycji na które potrzebne jest PnB. Moim zdaniem słusznie że dotyczy, bowiem często było tak, że przygotowywano teren pod budowę przed uzyskanie PnB, wycinano drzewa i krzewy, a później z różnych powodów nie otrzymywano PnB. A zieleni już nie było... Wiele miast i gmin stosowało taką zasadę jeszcze zanim weszła ona w życie. Warunek ten nie dotyczy inwestycji liniowych celu publicznego - te w ogóle rządzą się osobnymi prawami, na zupełnie osobny wpis :)

F. Jak więc napisać wniosek o wycinkę?

Mamy działkę z kilkunastoma drzewami i chcemy wybudować na niej dom. Typujemy te, które rosną w obrysie domu i te, które ograniczą swobodne wykonywanie prac budowlanych. Nie usuwajmy wszystkich - dojrzałe drzewa to cenna rzecz w powstającym ogrodzie! Kiedy już otrzymamy PnB możemy oczyścić teren. Musimy zrobić inwentaryzację drzew: drzewa na które nie potrzebujemy zezwolenia (punkt 3.A.) i owocowe wycinamy od razu, każde inne musimy zmierzyć na wysokości 130 cm nad ziemią i określić jego gatunek. Jeżeli drzewo ma więcej niż 1 pień a rozwidla się poniżej 130 cm, musimy zmierzyć każdy pień osobno. Mierzymy też średnicę korony drzewa. Na mapce naszej działki z naszym przyszłym domu oznaczamy drzewa które chcemy wyciąć - drzewa liściaste oznacza się kółkiem z kropką (kropka to pień, promień okręgu to zasięg korony), drzewa iglaste zwyczajowo gwiazdką lub kółkiem z kreskami. Zgodnie z przepisami trzeba naszkicować również plan nasadzeń zastępczych, ale w tej kwestii radzę zadzwonić do właściwego urzędu i zapytać jak należy to zrobić i czy już na tym etapie.

W każdym właściwym urzędzie na stronie internetowej jest do pobrania gotowy wniosek o wycięcie drzewa - można go ściągnąć ze strony albo napisać swój "od ręki" - ważne żeby zawierał:

1. Nasze imię, nazwisko i adres (opcjonalnie telefon, bardzo ułatwia komunikację obustronną)
2. Oświadczenie o posiadanym tytule prawnym do nieruchomości
3. Jeżeli nie jesteśmy właścicielem, to załączamy jego zgodę (lub oświadczenie o podaniu zamiaru wycinek jeżeli jesteśmy wspólnotą lub spółdzielnią mieszkaniową)
4. Nazwę gatunków drzew które chcemy usunąć, ich ilość i wymiary (w przypadku wielopniowych - każdy pień osobno)
5. W przypadku krzewów - wielkość powierzchni w m kw
6. Miejsce, przyczynę i termin usunięcia drzewa lub krzewów (np. drzewa rosną na mojej działce i kolidują z budową domu, termin wycięcia - do końca bieżącego roku* Trzeba też zaznaczyć czy wycinka związana jest z prowadzeniem działalności gospodarczej - jeżeli tak, nastawiamy się na naliczenie opłat za wycinkę, jeżeli nie - jesteśmy z nich zwolnieni.
7. Mapka lub rysunek określający położenie naszych drzew względem granic nieruchomości, odległości od budynku itp. (w przypadku dużych inwestycji wymagających projektu zagospodarowania terenu konieczny jest plan wykonany przez projektanta posiadającego odpowiednie uprawnienia budowlane!)
8. Projekt planu nasadzeń zastępczych
9. Ewentualnie projekt planu przesadzenia drzew lub krzewów
10. Pozwolenie na budowę
11. ** Decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach 
12. *** Zezwolenie w stosunku do gatunków chronionych

*  Wycinek nie dokonuje się  pomiędzy 1 marca a 15 października ze względu na okres lęgowy ptaków i możliwość ich gniazdowania na naszych drzewach. Zresztą takie pouczenie znajduje się w Decyzji o wycince.

**  Taki dokument może być konieczny nawet przy budowie np. zakładu w którym będziemy naprawiać meble, warsztatów samochodowych, kompostowniach czy innych działalnościach gospodarczych, które potencjalnie mogą w jakikolwiek sposób oddziaływać na środowisko (emitowac hałas, spaliny, zapachy, niebezpieczne odpady itp.)

*** W większych inwestycji jeżeli wycinamy drzewa w okresie lęgowym konieczna jest obecność ornitologa, który sprawdza każde drzewo pod kątem gniazdujących ptaków. Każde:) Jeżeli gniazd nie ma, zezwala na wycięcie. Jeżeli gniazda są to albo nakazuje czekać aż ptasia rodzina gniazdo opuści, albo Inwestor pisze do RDOŚ (Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska) wniosek o tzw. odstępstwo od zakazu niszczenia gniazd, jaj czy piskląt. To ostateczność i daleka, wyboista droga administracyjna (pomijam fakt sumienia). Mimo wszystko dużo prościej jest poczekać aż ptaki odlecą. Odstępstwo dotyczy nie tylko ptaków, ale i owadów, płazów, naturalnych i cennych zbiorowisk roślinnych, grzybów itp. 
Uffff!!! Ten długi wywód to tylko pigułka zmian jakie  nastąpiły w Ustawie o ochronie przyrody. Całą Ustawę znajdziecie TUTAJ - to jak Biblia dla Zielonej Masy:)



Tak jak pisałam na wstępie - jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził. Stare prawo miało swoje słabe i mocne strony, nowe moim zdaniem ma więcej plusów niż minusów.

Zdecydowanie łatwiej jest wytypować drzewa na które nie potrzeba zezwolenia, wcześniej wiek do 10 lat był mocno szacunkowy (metody oznaczania wieku drzew przedstawiałam w swojej prezentacji na 2 SBO). Jakby się ktoś uparł, bez problemu mógłby narobić wycinającemu kłopotów. Teraz sprawa jest prosta, bo miarę krawiecką w domu ma każdy. Minusem takiego obmiaru jest fakt, że podane wymiary dla drzew wolno rosnących (głogi, tuje, dęby, miłorzęby) odpowiadają mniej więcej 15-20 letnim drzewom, zaś wymiary podane dla drzew szybko rosnących (wierzba, topola, robinia) dotyczą drzew ok. 5-10 letnich.

Określanie właściciela tylko na oświadczenie jest wielkim ułatwieniem dla petenta. Urzędnik i tak sobie sprawdzi w rejestrach czy oświadczamy prawdę, a my mamy z głowy problem biegania z aktami własności.

Kontrola nad wycinkami nawet na terenach prywatnych to słuszne prawo. Gdyby taką kontrolę zniesiono, mielibyśmy nagły boom wycinkowy - wiem co mówię, słucham narzekań (choć ich nie rozumiem - prośba o zezwolenie naprawdę nie boli) że to ingerencja w prywatność i święte prawo własności. Otóż nie - ci którzy najgłośniej krzyczą najchętniej "wyrżnęliby w pień wszystkie liściaste badziewie które poprzednik pozostawił"... WSZYSTKIE. Zastąpiłby... iglakami, a jakże.
Bo liści sprzątać nie trzeba.


I tak pół mojej wsi zmieniłoby się w tajgę:) Tym, którzy lubią drzewa i jednocześnie zmiany w swoim ogrodzie radzę sadzić drzewa owocowe. Na potęgę. Rosną szybko, dają cień, pięknie wyglądają wiosną, karmią smacznymi owocami - same plusy! A jak się znudzi, rozrośnie, zapałamy chęcią zmiany to wytnijmy i posadźmy nowe. I po sprawie.


Pytacie też co z moimi tujami. Już ich nie ma, wraz z nowym prawem problem niejako sam się rozwiązał - najmniejsza miała 17 cm w obwodzie, największa 24:) Na wszelki wypadek porobiłam zdjęcia, mam więc dowód jakby kto życzliwy się uparł i zechciał napisać uprzejmy donos. Bo przyszłość trzeba przewidywać. Naturalnie:)
Po wystawieniu nowego ogrodzenia przedogródek zostanie nieco przeorganizowany, zaś w zamian za wycięte tuje posadzę z własnej, nieprzymuszonej woli nowe, piękne krzewy liściaste. Kolorowe, kwitnące, pachnące...:) I będę się nimi cieszyć - mam nadzieję już na wiosnę:)

Do miłego, 
jesienne pozdrowienia cieplutkie, owiane leniwym dymem z ogniska! 







13 komentarzy:

  1. Ciekawy artykuł :) na pewno wart zapamiętania :) A tak z życia wzięte: U nas w gminie też nie znają się na drzewach. Dają pozwolenia na wycięcie i nie pilnują, czy coś jest w zamian sadzone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Wietrzyku:) Dzięki wielkie. Urzędnicy często nie mają wykształcenia kierunkowego (a raczej mają takie"obok", bo często zajmują się szerokim spektrum w swoim wydziale: od śmieci, emisję hałasu, pyłów, zanieczyszczeń, przez gospodarkę rolną, leśną aż po drzewa). Jest ich tez za mało (to często jedna-dwie osoby, które mają niezły sajgon, a pensja oscyluje wokół 1300 - 1800 na rękę w zależności od stażu i szczebelka, więc żadna rewelacja, a odpowiedzialność wielka. To oczywiście nie usprawiedliwia powierzchowności w traktowaniu takich spraw, ale jak mawiają na samej górze - "taki mamy klimat" :) Pozdrawiam

      Usuń
    2. U nas w gminie urzędnicy często idą mieszkańcom ''na rękę''.
      W myśl hasła ''Przyjazna Gmina''
      Z jednej strony...dobrze.
      Z drugiej...pozwalają na wycinkę pod byle pretekstem...:(
      Poza tym sami powycinali mnóstwo starych drzew i nie mam pojęcia dlaczego,
      a w zamian...figa z makiem.
      Pozdrowienia Madziu...zostawiam

      Usuń
    3. Ania, można iśc na rękę, bo nie o to chodzi, żeby rzucać kłody pod nogi, ale o to, żeby racjnalnie tymi zasobami gospodarować. U nas Wójt wydął warunki zabudowy na obszarach Natura 2000 wbrew MPZP - na pytania czy żądania mieszkańców wszyscy nabrali wody w gęby, zreszta nie uznali nas mieszkańców za stronę, możemy sobie co najwyżej pokrzyczeć medialnie - co tez robimy, ale mury rosną. RDOŚ uważa, że nic się nie stało, co tam żurawie, bączki, gęsi, sarny wszak nauczą się latać:) Ludzie budują ekskluzywne posiadłości , odgradzają mieszkańcom dostęp do lasu (las państwowy, ktoś załatwił prywatyzację drogi pod stołem chyba...), niszczą drzewa ciężkim sprzetem i robią to bez żadnej kontroli, ktoś inny chce zagrodzić dostęp do rzeki powołując się na "święte prawo własności"...Tu nikomu to nie przeszkadza, ale za wycięcie kilku moich zapuszczonych i chorych żywotników chciano nasadzeń kompensacyjnych za ubytek w przyrodzie (sic!), a sąsiadowi nie wydano zgody na wycięcie starej, chorej werzby rozwalającej mu podjazd...bo podobno "ma wartość przyrodniczą" ...To jest chore:) Pozdrawiam ciepło, na okrągło:)

      Usuń
    4. Dokładnie...chore :(
      Odwzajemniam ciepło :) i na okrągło.

      Usuń
  2. Bardzo to wszystko ciekawe. Ostatnio zaczęłam patrzeć na drzewa pod kątem ich obwodu i bardzo mało widzę w mojej okolicy takich, których nie można by wyciąć bez pozwolenia. W mieście sadzi się głównie miniaturki, które wyglądają jakby nie miały szans osiągnąć takich rozmiarów.
    A tymczasem na osiedlu coraz więcej tajgi... Jak szukałam drzewka do donicy, to mnie w sklepie ogrodniczym bardzo usilnie namawiano na iglaka. Główny argument brzmiał " No ale przecież liście będą pani lecieć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, te liście nieznośne...:) ale zdjęcia z kolorowymi jesiennymi, drzewami to wszyscy "lajkują":)

      Usuń
  3. Rzeczowo...konkretnie...
    Sporo tego ;)
    Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tego, fakt - a to i tak tylko wiedza w pigułce:) Można byłoby tomy pisać na ten temat (ja bym mogła:)) Mam nadzieję, że się przyda. Jak nie dziś, to kiedyś:) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Z przyjemnością przypomniałam sobie wykład. Piękne zdjęcia drzew.
    A liściaste drzewa wolę od iglastych. I opadające liście lubię. I grabienie ich także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Darmowa siłownia, ekstra dotlenienie, hartowanie ciała i ducha, czas na przemyślenia (nikt doopy nie truje), rumiane policzki, jędrne ramiona, seksowny zarys mięśni na plecach, zgrabna pupa od przysiadów...a u niektórych tylko narzekanie, że liście lecą, że grabić trzeba, że popaduje, wieje, ze taki klimat mamy...:)

      Usuń
  5. U nas w P. niedawno jedni tacy się obrazili i sądem straszyli jak dostali wyliczenia ile by musieli zapłacić za wycinkę dębów na froncie posesji. A tu "peszek" - okazał się, że prawo jednak przeciwko nim ;)
    Co do Twoich tujek, to bardzo się cieszę! Na pewno przedogródek marzenie będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam od strony ogrodu rząd wysokich tui, które zasłaniają widok na dom. Dzięki temu nie muszę się aż tak martwić o zasłanianie okien i mam ładny widok kiedy rano wstaje :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.