Header Ads

PwD

PwD

LIŚCIE lecą z drzew... i święta za pasem :)


Liście lecą z drzew, a mądry ogrodnik cierpliwie je grabi i dobrze wie jak wykorzystać i zamienić w ZŁOTO :) O czarnym złocie ogrodnika słyszeli już wszyscy - to oczywiście kompost. Napisano o nim tomiska mądrych poradników, obwąchano go, obfotografowano na milionpięścet sposobów, obmacano, rozłożono na części pierwsze od początku jego składowania po sam koniec - aż do finalnego rozłożenia mokrych kupek na grządki i przekopania ich z  piachem na którym nic rosnąć nie chce:) Podjęto nawet próby przyspieszenia jego rozkładu, polepszenia struktury i właściwości, zapachu, smaku (???)  na rozmaite sposoby:

1. radzi się na przykład przesypywać warstwy kompostu aktywatorami - specjalnymi preparatami które sprawią, że kompost szybciej i lepiej przerobi się i będzie zdatny do użytku; preparaty te o najróżniejszych nazwach i składzie to zw. aktywatory kompostu, czyli substancje humusowe oraz mikroorganizmy glebowe które aktywują rozkład kompostu. Znawcy tematu proponują również swojskie "siku" do pryzmy (amoniak i łatwo przyswajalny azot podobno równie dobrze robią za aktywatory), albo najzwyklejsze piwo - w sam raz na pijane marchewki :)

2. innym sposobem jest zaproszenie do kompostownika dżdżownic i to specjalnych, bo kalifornijskich. Są one znacznie lepiej przystosowane do przerobienia pryzmy kompostowej niż zwykłe rosówki - żyją dość długo (do 16 lat!), są piekielnie płodne, bardzo żarłoczne i mało wybredne oraz odporne na choroby; dżdżownice te poprzez wytwarzanie bardzo dużej ilości biohumusu znacząco podniosą wartość odżywczą naszego kompostu;  nic tylko kupować i instalować u siebie dżdżownicze rodzinki!

3. można też (co jest najpopularniejsze - bo najtańsze żeby nie powiedzieć bezpłatne) układać naszą pryzmę z głową, na kształt lasagnii; to metoda stara jak świat, oparta na wielu latach obserwacji i rozgrzebywania kompostowej pryzmy przez ogrodników, rolników czy naukowców:


I tak na sam spód, który koniecznie musi mieć kontakt z glebą układamy łodygi i gałęzie. Na takim ruszcie układamy dojrzały kompost wymieszany z nawozami organicznymi, ściółką czy słomą. Następnie przykrywamy to grubą warstwą odpadków organicznych z domu i ogrodu, które możemy wymieszać (lub przesypać) z ziemią. Przykrywamy to wszystko cienką warstwą samej ziemi, a na to układamy kolejną warstwę drobnych i miękkich odpadów, które szybko nam się rozłożą (trawa, kuchenne resztki, rozdrobnione liście itp). Obsypujemy to ziemią i przykrywamy - kartonami, świerkowymi gałęziami, słomianymi matami, starym kocem - czymkolwiek, co zapewni ciemność i wilgotność we wnętrzu pryzmy, a tym samym wysoką temperaturę. Jak wysoką? Kompostowanie najlepiej przebiega w temperaturze 45-55 stopni. Proces rozkładu zostaje mocno spowolniony  kiedy temperatura spada poniżej 20 stopni. Dlatego pryzmy zakłada się w miejscach osłoniętych przed wiatrami i nasłonecznionych lub częściowo zacienionych. Ważnym jest także dostęp tlenu, stąd mieszanie i układanie pryzmy warstwami, tworzenie wewnątrz pustych przestrzeni, nieprzykrywanie pryzmy folią tylko okryciem przepuszczalnym i posadowienie wszystkiego na gałęziach, które działają jak ruszt w piecu czy kominku - zapewniają dopływ powietrza od spodu. Trzecim warunkiem otrzymania dobrej jakości kompostu jest odpowiednia wilgotność niezbędna dla prawidłowego przebiegu procesu rozkładu. Wilgotność powinna utrzymywać się na poziomie 40-60%. Wyższa doprowadzi do uruchomienia procesów rozkładu beztlenowego (poznamy to po prostu po fetorze jaki będzie wydobywał się z pryzmy i po konsystencji kompostu (czarny, mazisty, zgnity), niższa zaś wilgotność doprowadzi do zamierania działalności mikroorganizmów.
O wilgotność należy dbać przede wszystkim, kiedy nasza pryzma zakładana jest w miejscach nasłonecznionych.
Ważnym jest również to, co składujemy na pryzmie: wszystkie nasze odpadki "zielone", miękkie i mokre (trawa, resztki kuchenne, liście świeże, miękkie części roślin, owoce, warzywa) dadzą nam kompost bogaty w azot, ale uboższy w inne makroskładniki. Zaś odpadki "brązowe" - twardsze i suche (trociny, wióry, gałązki, słoma, liście suche) dadzą nam kompost bogaty głównie w węgiel.

Gotowy kompost - czarny lub ciemno brązowy, wilgotny ale nie lepki, o zapachu ziemistym, nie gnilnym, o gruzełkowatej strukturze, bez widocznych, nierozłożonych resztek.
Jak więc widać, własna produkcja kompostu to wcale nie taka bułka z masłem:) Trzeba znać naturalne procesy jakie zachodzą w pryzmie, poznać mikro i makroorganizmy, ich potrzeby życiowe i optymalne warunki do ich rozwoju, po czym po prostu im je zapewnić. Wówczas w doskonałej symbiozie z naturą, wspólnymi siłami wyprodukujemy materiał, na którym nasze plony osiągną imponujące rozmiary, będą zdrowe i wolne od chemii, będą miały właściwe proporcje wszystkich makro i mikro składników (pierwiastków niezbędnych do życia w ogóle oraz tych, bez których nie da się żyć zdrowo i obficie wydawać plony).
Przesadzenie z nawożeniem (np. dodatkowym, bo boimy się, że kompost nie wystarczy i dokarmiamy rośliny nawozami)  w jakąkolwiek stronę odbywać się będzie przede wszystkim ze szkodą dla nas, konsumentów tego, co sami wyhodujemy. Najbardziej niebezpieczne jest chyba przenawożenie azotem - odpowiada on za wzrost masy zielonej, stąd z wielką ostrożnością powinniśmy podchodzić do nowalijek wiosennych, np. wielkich, soczystych, ciemno zielonych główek sałaty, które w marcu po prostu nie mogą być tak dorodne:) Tendencję do gromadzenia azotanów mają głównie warzywa korzeniowe - marchew, pietruszka, seler, rzodkiewka) i liściaste (sałata, kapusta, szpinak). Azotany są niebezpieczne dla naszego zdrowia, więc kiedy ja widzę na półkach w sklepie czy na straganie rzodkiewki wielkości mandarynki z gigantyczną zieloną czupryną, sałaty jak melony i marchewki jak maczugi, to rezygnuje z takich zakupów. We własnym ogrodzie przy mądrym gospodarowaniu nawozami zawsze obowiązuje zasada WIEM CO JEM.




     Wszelkie materiały organiczne jakie chcemy wykorzystać do kompostowania powinny być rozdrobnione. Liście również. To kolejny sposób, aby przyspieszyć moce przerobowe mikro i makro organizmów wspomagających proces rozkładu w naszej pryzmie kompostowej. W niewielkich ogrodach i przy większej ilości wolnego czasu rozdrabniamy wszystko ręcznie, zaś przy większej ilości odpadów będzie nam dużo wygodniej skorzystać ze specjalnych rozdrabniarek. Przejrzałam je sobie cenowo, bo i my myślimy nad zakupem takiego cuda, gdyż najzwyczajniej w świecie szkoda nam czasu na  "siekanie" gałązek albo cięcie wszystkiego nożycami ogrodniczymi...

Rozdrabniarki do gałęzi

Ceny rozpoczynają się od 250 zł, choć zapewne i kilka złotych taniej też uda się wyszperać, tylko pytanie czy warto. Średnia cena takiego urządzenia to 400-700 zł i w tym przedziale szukałabym rozdrabniarki, bo patrząc na parametry maszyn, posłuży nam dłużej niż jeden sezon - przy założeniu oczywiście, że mamy co rozdrabniać. Większość rozdrabniarek poradzi sobie z gałęziami do 5 cm średnicy. To dużo i mało - raczej do obsługi drobnych cięć drzew i krzewów, do grubszych gałęzi potrzebne byłyby już rębaki, a to koszt dużo wyższy - ceny rozpoczynają się w okolicy 1000-1500 zł i osiągają kwoty pięciocyfrowe. Dobre do sadów, parków, leśnych działek czy miejskich przestrzeni, albo do bardzo dużych, dojrzałych ogrodów.
Po rozdrobnieniu materiałów otrzymujemy coś na kształt zrębków (widzieliście zapewne nieraz ściółkowanie takimi zrębkami) i do tego mogą nam służyć resztki po takich gałęziach. Ściółkowanie zrębkami pozwala ograniczyć wzrost chwastów, nie zmienia się nam pH gleby tak jak w przypadku kory, nie mamy kłopotów z nasionami traw czy chwastów tak jak w przypadku ściółkowania skoszoną trawą, nie mamy też fruwającej ściółki tak jak w przypadku słomy. A jeśli nie ściółkowanie, to zawsze pozostaje stary, dobry kompostownik. Ale aby zakup rozdrabniarki był ekonomiczny, powinniśmy mieć przynajmniej kilkanaście drzew  i sporo krzewów.

Rozdrabniarki do odpadów

Ceny tych urządzeń zaczynają się od 300 zł, średnio wahają się w granicach 500-800 zł i osiągają w zależności od firmy pułap 1600-2000 zł.  Przy pomocy tych urządzeń poradzimy sobie przede wszystkim z bylinami, warzywami, pędami roślin z naszych grządek, kwiatami, liśćmi, pędami róż, krzewów i drobnymi gałązkami do 3 cm średnicy. Rozdrabniarka do odpadów pracuje na dużo większych obrotach niż ta stricte do gałęzi, jest więc o wiele częściej i dłużej eksploatowana. Dlatego warto postawić  na dobrej jakości sprzęt, który nie będzie nam się co chwila psuł i zacinał. Wszelkie szczegóły warto omawiać ze sprzedawcą, który z pewnością doradzi nam wybór odpowiedniej maszyny dostosowanej do naszych potrzeb i wielkości ogrodu.

Warto też nadmienić, że maszyny elektryczne są tańsze niż te spalinowe, ogranicza nas jednak długość kabla, swoboda użytkowania (przemieszczanie się w różne miejsca ogrodu) i pogoda. O zasadach bezpieczeństwa oczywiście wspominać nie muszę - praca w deszczu, popychanie odpadków rękoma, nieużywanie rękawic, praca bez okularów ochronnych jest absolutnie wykluczona! Tak samo luźne rękawy koszul czy fantazyjne szaliki - te zostawmy sobie na sesję zdjęciową z grabiami:)

A co jeżeli nie rozdrabniamy? Nici z kompostu? Nie, kompost będzie, ale dużo później. Stosując tylko rozdrabnianie i świadome przekładanie warstw odpadków organicznych doczekamy się kompostu (dobrego kompostu) w czasie 3-6 miesięcy. Czasami trzeba czekać ciut dłużej (ok. 12 miesięcy) jeżeli nie zapewniliśmy optymalnych warunków w kompostowniku.
Stosując rozdrabnianie i aktywatory skracamy okres powstania kompostu do 30-90 dni w zależności od tego, z czego składa się nasza pryzma. Wiadomo, że drobne i miękkie odpadki (np, skoszona trawa, drobne resztki kuchenne itp.) szybciej się rozłożą niż rozdrobnione nawet wpół zdrewniałe łodygi roślin, liście, skórki dyni, cukinii czy arbuza.
Wrzucając na kompost wszystko jak leci (bez rozdrabniania) wydłużymy ten czas do 12-18 miesięcy.



******

Jaką metodę wybrać - musicie wiedzieć sami, najlepiej znacie swoje ogrody, swoje odpadki, miejsca które przeznaczyliście na kompostownik oraz czas i swoje zaangażowanie jakie wkładacie w to, aby kompost był jak najwyższej jakości. 

W wielu ogrodach spotykałam kilka kompostowników: jeden był na rzeczy "grubsze", drugi na miękkie i drobne odpady, zaś trzeci służył jako składowisko prawie gotowego kompostu, albo przeznaczony był własnie na jesienne czyszczenie ogrodu - resztki z warzywnika, liście, przekwitłe byliny...sami wiecie ile tego...I do tego pryzma jak ta na rycinie, z której czerpie się już najwyższej jakości, w pełni gotowe czarne złoto ogrodnika. Sposobów jest więc wiele, a późna jesień i nadchodząca zima to wspaniały czas na podsumowanie swoich doświadczeń, wzlotów i upadków oraz zaplanowanie nowego sezonu i zmian jakie być może powinny zagościć w Waszych ogrodach.

I jeszcze pytanie jakie często słyszę: czy liście można palić?
Odpowiedzi powinniście szukać w swoich gminach i swoich sumieniach. Jeżeli już palimy cokolwiek (nie mam na myśli typowego ogniska z kiełbaskami, tylko spalanie OGRODOWYCH odpadów) w naszych ogrodach, to powinny to być zdrewniałe części roślin - krzewów, cięte gałęzie drzew, grube i twarde łodygi słoneczników - wszystko wysuszone, i maksymalnie pozbawione mokrych części zielonych, które potwornie zadymią nam okolice. Palimy też chore, porażone przez patogeny liście, pędy, owoce i warzywa. 
Ognisko rozpalamy tylko wówczas, jeżeli w naszej gminie czy mieście nie ma zakazu takich praktyk, zawsze przy wietrznej pogodzie (dym szybko rozwieje się po okolicy, a odpadki szybciej spłoną) i nigdy jeżeli mamy alert smogowy. Wiadomości te z łatwością sprawdzimy w internecie wchodząc na stronę właściwego nam urzędu; jeżeli jest zakaz palenia ognisk, należy zapytać w jaki sposób macie pozbyć się chorych roślin - największym błędem jest zapakowanie wszystkiego razem w worki na zielone odpadki, bowiem wszystko ląduje w kompostowni i choć warunki tam są dużo lepsze niż w naszych przydomowych kompostownikach i zwraca się szczególną uwagę właśnie na to, aby produkt końcowy był wolny od patogenów, to sami wiemy jak to wygląda w praktyce. Jeżeli więc macie w pobliżu kompostownię, to warto się z nimi skontaktować i dopytać o szczegóły i bezpieczeństwo przetwarzania zielonych odpadów pod kątem zwalczania patogenów.



*****
W Zielonej Pracowni jak zwykle praca wre na wszystkich frontach. Spieszymy się z terminową robotą, żeby okolice świąt mieć w miarę luźne, wykorzystujemy każdą chwilę i do zadumy czy duchowych przygotowań i do spraw bardziej przyziemnych jak ozdabianie domów, prezenty, zakupy, pierniczenie:)
Biurko Pracowni na chwilę zamieniło się we florystyczny blat roboczy, w ruch poszły gałązki, mech, gliniane doniczki, szyszki, laski cynamonu, wstążeczki, koraliki...całe mnóstwo wszystkiego, co zbierałam sumiennie przez całe lato. I powstają cuda wianki świąteczne:)


A kolejny post będzie już pachnący i choinkowy:)
Piernikowe pozdrowienia z Zielonej Pracowni!






8 komentarzy:

  1. Pryzmy kompostowe są świetnym rozwiązaniem, szczególnie jak sie ma trochę więcej ogrodu. Każdy ma swoje doświadczenia z produkcją kompostu, np. nie rozdrabniam liści. A co sądzisz o kompostowaniu liści orzecha?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak się ma trochę mniej ogrodu, to też się przydają...my stawiamy na wiosnę trzy kompostowniki, bo jeden to za mało. Liście orzecha bym paliła, zresztą robią tak wszyscy moi sąsiedzi, którzy orzechy mają. Po pierwsze długo się rozkładają, są sztywne i woskowane, po drugie zawierają substancje niekorzystnie działające na inne rośliny, dlatego w sąsiedztwie orzechów nic nie rośnie, a nawet jak wyrośnie to jest słabe i chorowite i po trzecie uwielbiają je wszelkie patogeny i taki kompost wzbogacony orzechowymi liśćmi byłby ich doskonałym siedliskiem. Krótko mówiąc - ognisko i po temacie. Pytanie tylko, czy popiół można wrzucić do kompostu? Patogeny raczej będziemy mieli z głowy, a czy substancje szkodliwe zawarte w liściach również zostaną zneutralizowane, tego nie wiem.

      Usuń
  2. Piękna choinka! Poproszę o post dotyczący ozdób świątecznych :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja u siebie mam dwa kompostowniki - jeden na "lepsze" a drugi na "gorsze" odpadki. No i jeszcze pryzma liściowa. Co do głębszej pielęgnacji, to pozostawiam naturze - nie mam czasu skakać koło kompostu jeszcze. Może jak ogarnę cały ogród kiedyś i będzie sprawnie funkcjonował, to wtedy poszaleję bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to jest tak, że jak się człowiek nauczy, pozna tę wiedzę i kilka lat będzie ją świadomie stosował, to później bez zastanowienia wie co gdzie i w jakiej kolejności wrzucać na kompost, żeby był naj...:) Tak więc spokojnie, jeszcze dużo czasu:)

      Usuń
    2. To jest po prostu jeden z tematów ogrodowych "do ogarnięcia" u mnie. Wszystko po kolei ;) Najważniejsze, że się kompost "robi", a że trochę wolniej to przecież nic nie szkodzi. Mam jeszcze zapasy z poprzednich lat :D

      Usuń
  4. Przyłączam się do grona producentów własnego kompostu. Ja przy swoim nie robię nic i wrzucam wszystko, "jak leci" (niewiele trawy). Dlatego robi się rok lub trochę więcej. Mam 3 duże skrzynie kompostowe - w jednej świeże odpadki, w 2 - "dochodzący" kompost, a w 3 - gotowy. Przerzucam raz w roku.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.