Header Ads

PwD

PwD

SÓL TEJ ZIEMI okiem ochroniarza środowiska:)


 Napadało śniegu. Nie za dużo, nie za mało - tak w sam raz. Mróz chwycił, trzyma solidnie (trochę za solidnie, ale podobno nie ma złej pogody, tylko niewłaściwe ubranie) i póki co odpuszczać nie zamierza.

Na szczęście jest sucho, dzięki czemu póki co opadów śniegu więcej nie ma i się nie zanosi aby cokolwiek spadło*. Jedni się cieszą, inni niekoniecznie - za dwa tygodnie ferie:)

*dziś temperatura lekko się podniosła, zrobiło się wilgotno....i sypnęło śniegiem że HEJ! Przydała się łopata Kwazaru, którą wygrałam w zeszłym roku w konkursie zimowym u Łukasza z Bez-Ogródek:)








   Tak więc dzieci się cieszą...A my, zwykli zjadacze chleba,  naród zapracowany? Na dwoje babka wróżyła, ilu nas jest tyle upodobań - ja śnieg lubię, nie przeszkadza mi szuflowanie ani powolna jazda po białej nawierzchni, z tym że mam terenówkę z napędem na 4 koła i nie jadę do pracy miejską komunikacją wiecznie spóźnioną na 6 rano:)

   Wielu drogowców wzięło sobie za bardzo do serca słowa św. Mateusza z jego Ewangelii:) Tak, tak - te o "soli tej ziemi"... no i solą...na potęgę. Dosłownie. 

   Dlaczego solą? Dobre pytanie:) Potocznie mówi się, że sól rozpuszcza śnieg/lód. Ale jak? Woda i lód to to samo, tyle że w innym stanie skupienia. Temperatura w której zmienia się jedno w drugie to 0 stopni C. Taki próg, stan równowagi.

   Inaczej jest w przypadku roztworów - te mają inny próg równowagi: roztwór lód/chlorek sodu (czyli sól na oblodzonych/zaśnieżonych ulicach) ma ten próg obniżony do ok. -5 do -11 stopni C w zależności od stężenia. Lód będzie topniał, będzie dla niego za ciepło, aby nadal utrzymywał się w fazie stałej - zmieni się w wodę (tzn. w breję zmieszaną z chlorkiem sodu, piaskiem, pyłem z kominów, smarami z naszych samochodów, olejami etc). Przy niższych temperaturach używa się nie chlorku sodu (soli, NaCl) tylko chlorków wapnia lub magnezu.

   Sól często miesza się z piaskiem, bowiem kiedy rozpuści się więcej lodu (soli ciągle tyle samo), to roztwór nam się rozrzedzi i szybciej zamarznie ponownie (np. już przy -2 stopniach). Piasek ma sprawić, że zamarznięta ponownie brejka będzie bardziej "szorstka", te zamarznięte kawałki łatwiej dadzą się rozbić (bo miedzy nimi jest piasek). 
   Odśnieżanie zaś ma na celu zmniejszenie ilości śniegu i tym samym zmniejszenie ton soli jakich trzeba użyć rokrocznie na naszych drogach. 

Tyle techniczno - chemiczno - fizycznych wyjaśnień, teraz konsekwencje:

1. po zmieszaniu lodu z solą i stopnieniu tej mieszanki powstaje solanka (nasypać soli do szklanki z wodą i wypić - to jest właśnie solanka, ale czysta - bez cywilizacyjnych dodatków), która po pierwsze najpierw zalega, później jest odgarniana na pobocza albo rozjeżdżana przez samochody, 

2. samochody jadące po naszych słonych drogach unoszą miliony drobnych, zasolonych kropelek tej solanki i rozpylają ją w pobliżu krawężników czy poboczy - szacuje się, że w odległości do 3 metrów od jezdni drobinki soli rozpylane są na wysokość 1,2 metra uszkadzając pąki drzew i krzewów.  Im dalej dalej od drogi sadzone są drzewa i krzewy- tym dla nich bezpieczniej, 

3. sól wnikając w szpary betonu powoduje jego odłamywanie, kruszenie, łuszczenie, wnikając w drobne uszkodzenia asfaltu powoduje jego kruszenie i rozsadzanie (kiedy wyparuje woda sól krystalizuje)

4. mając styczność z elementami konstrukcji żelbetonowych powoduje ich korozję, to samo dzieje się z karoserią i podwoziem naszych samochodów,

5. nasze buty też obrywają - sól nie tylko powoduje mało estetyczne białe zacieki, ale też sprzyja pękaniom skórzanych kozaków które na wyprzedaży kupiliśmy za i tak niemałą kasę,

6. skoro solanka niszczy asfalt, beton, żelazne elementy konstrukcyjne, karoserię i buty, to nie wiem czy starczy Czytelnikom wyobraźni, żeby domyślać się co robi z poduszkami na łapach psów czy kotów, kończynami innych zwierząt (ptaków, dzików, saren pasących się często na poboczach) i jak oblepia ptasie skrzydła...

7. zasolenie gleby przy ulicach sprzyja również zjawisku tzw. suszy fizjologicznej - wiosną i zimą przy dodatnich temperaturach (po zimowym soleniu ulic i chodników) rośliny potrzebują wody - woda jest, ale ze względu na spora zawartość soli jest dla roślin niedostępna. 

8. sól kuchenna to nie to samo co sól drogowa (jak próbowano nam wmówić, kiedy tę drogową sprzedano firmom od wędlin i kiełbasek...) - zawiera więcej chlorków (dużo więcej) oraz związków które zapobiegają zbrylaniu się soli (ot, choćby żelazocyjanek potasu...), więc i konsekwencje jej sypania są większe niż te po wysypaniu soli z solniczki

https://pl.wikipedia.org/wiki/ Skutki i kiepskiego asfaltu i solenia dróg

https://pl.wikipedia.org/wiki/ Korozja żelbetu

   W komentarzach możecie dodać co Wam jeszcze na myśl przychodzi, ale te osiem punktów powinno wystarczyć do tego, aby sól uznać faktycznie za "białą śmierć" nie tylko w kuchennych pieleszach:) 

   No dobrze, wiemy że to paskudztwo (skuteczne, ale jednak paskudztwo). To jak się przed sola bronić i czym ją zastąpić???

Obrona jest trudna, ale nie niemożliwa:

1. chronimy drzewa i krzewy (w ogóle zieleń przyuliczną) przed skutkami rozpylania słonych kropelek stawiając specjalne płotki lub maty odgradzające ulicę od pasów zieleni oraz zabezpieczając korony drzew (młodych drzew oczywiście i takie, które można zabezpieczyć) specjalną agrowłókniną, która przyjmie na siebie pierwszy słony cios, takie same maty stosujmy na pasach przyulicznych (ale nie na trawie, bo zniszczą ją same maty),

2. tam gdzie to możliwe sadzimy drzewa i krzewy w odległości większej niż 3 metry od jezdni,

3. dobieramy gatunki które są jak najbardziej odporne na zasolenie gleby; typowe halofity czyli słonorośla, które mają zdolność wytwarzania wysokiego ciśnienia osmotycznego w komórkach i wydalania nadmiaru soli przy pomocy specjalnych gruczołów średnio się do tego nadają, chyba że słone warunki, wilgotność gleby i powietrza oraz mniejsze zanieczyszczenie powietrza zapewnimy im cały rok,

4. na ulice czy betonowe chodniki nie ma patentu - drogowcy łatają co wiosny nowe dziury...,

5. samochody powinny być zabezpieczone przed działaniem soli, ale to z kolei generuje zanieczyszczenia tym co z samochodów odpadnie wiosną razem ze słona skorupą - gra ze względów środowiskowych nie warta świeczki, dla miłośników koni mechanicznych zapewne na odwrót...

6. buty pastujemy grubą warstwą smarowidła i liczymy na szczęście:)

http://epoznan.pl/  Zabezpieczenie drzew przed solą 


A może tak zamiast soli coś innego?

Ależ można:

1. sam drobny piasek to za mało, musiałby być z drobnym, ostrym żwirkiem albo tzw. szlaką/żużel , ale wówczas zwiększamy tylko przyczepność, a i tak mamy kiepskie wyniki na lodzie,

2. chlorki wapnia i chlorki magnezu sprawdzają się dość dobrze, ale są droższe i również zanieczyszczają środowisko

3. sole prostych kwasów organicznych, głównie mrówkowego i octowego, z których najbardziej popularnym jest octan wapniowo - magnezowy, ale jest też octan potasu czy mrówczan potasu.

   Wiem, wiem, to brzmi jak powtórka z chemii z ostatniej klasy liceum, albo z laboratorium na uniwerku, ale sposoby powstawania tych produktów wcale nie są takie straszne (octan wapniowo - magnezowy powstaje przez rozpuszczenie dolomitu w kwasie octowym), są mało agresywne dla środowiska, działają tak samo jak sól, ALE...są przynajmniej 20 razy od soli droższe.

Cholerna ekonomia:)

   W zimowych miejscowościach na Słowacji i w Czechach nie widziałam solarek. To były tereny górskie, często chronione, a na pewno bogate przyrodniczo - drogi były odśnieżane i posypywane czarnym żwirkiem. Samochody jechały wolniej, ale bez problemu. Wszystkie drogi poboczne również sypane były tym żwirkiem. Po stronie polskiej - drogi mokre i czarne. Niestety. Jakby ktoś kreskę postawił: tu solimy, tu pieprzymy:)

Z ciekawostek na te mroźne dni powiem Wam jeszcze, że:

- zwykła wódka 40% zamarznie nam dopiero w temperaturze -35/-40 stopni
-czysty etanol zamarza dopiero przy -114 stopniach
-spirytus (etanol zmieszany z wodą, 95,6%) nie wiadomo kiedy zamarza:) Myślę, że koło setki. Stopni. Oczywiście, na minusie:)
-biały, suchy puch który spada z nieba niczym pierze waży 200 kg/1m sześcienny
-mokry, gęsty śnieg (taki fajny, do lepienia bałwana) przybiera na wadze niczym my po świętach:)...1 m sześcienny potrafi ważyć 800 kg
-jak ten śnieg zaczyna topnieć to ten sam metr sześcienny waży już ponad 900 kg. WOW! Pamiętajcie o odśnieżaniu dachów, zwłaszcza płaskich.
-trwają próby zastąpienia soli preparatami na bazie mocznika czy melasy - ten ostatni miałby spore szanse u nas, bo cukier w kraju nad Wisłą dobrze stoi, zaś powstała w wyniku jego produkcji melasa jest...eksportowana do innych krajów, bo nam się nie przydaje:) A można byłoby ją wykorzystać i zamiast solić ulice mielibyśmy na nich samą słodycz:):):)

Tym słodkim akcentem zakończę słone wywody, idźcie Kochani porządnie zapastować buty:)

   I pamiętajcie o dokarmianiu ptaszaków! Teraz jest czas, kiedy nas bardzo potrzebują. Ale jak zaczniecie - nie przestawajcie aż do ustąpienia mrozów i śniegu - ptaki przyzwyczajają się i czekają na codzienny posiłek.


Do miłego Zielonego:)






10 komentarzy:

  1. U nas na szczęście nie ma kasy w mieście na takie fanaberie. Po głównych ulicach jedzie pług. Na tych bocznych można robić kulig bez problemu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na naszych pobocznych też tylko odśnieżają, ale na powiatowa już posolona.... Nic nie zrobimy dopóki nie zmieni się i mentalność i spojrzenie przede wszystkim ekonomiczne - krótkowzroczne ekonomiczne, bo dosadzanie nowych drzew, plotki, zabezpieczanie tego co już rośnie itp. też kosztuje, a mozna byłoby te pieniądze przeznaczyć na inny sposób odladzania jezdni i chodników.

      Usuń
  2. Ja właśnie próbuję doczyścić swoje adidasy z soli. Wyszedł mi zaciek na materiale ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje buty dziś też oberwały - mimo pastowania mam białe zacieki.

      Usuń
  3. Podobno nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery :) Ja tam jestem i śniegiem i mrozem zachwycona i jak dla mnie teraz mogłoby być Boże Narodzenie. Jak to wygląda na mieście nie wiem, bo dalej siedzę w domu chora, ale jak znam życie pewnie wszystko płynie. Dobrze, że chociaż za oknami pozostało śnieżnie, sielsko,anielsko.
    Bardzo pouczający post, przeczytałam z zapartym tchem. Zaciekawiły mnie zwłaszcza halofity. Aż chyba zajrzę na Google co to za jedne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Aga racja:) Święta ciut spóźnione, byłby klimacik. A tak drżałam o roślinki...Halofity to słonorośla, masa ich na wydmach. Mają słono i w glebie (piasku) i w powietrzu, no i wilgotność raczej niemiejska...:) Uściski!

      Usuń
  4. Przez sól na chodnikach mojego psa bolą łapki :( muszę mu po spacerze je za każdym razem umyć i wysuszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Sara, dobrze robisz. Po wyparowaniu wody (śniegu) zostaje sól, a każdy z nas wie jak sól działa choćby na nasze ręce. Zwierzęta też drażni...szkoda że dobro ludzi, zwierząt i roślin ciągle przegrywa z ekonomią. Wpadaj częściej:)

      Usuń
  5. O matko! Jesteś ekologiczną skarbnicą wiedzy! Nie zdawałam sobie sprawy ze szkodliwości sypania soli. Przeszkadzał mi głownie fakt brudnych butów i spodni. Ale widze jakie groźne dla środowiska i nie tylko jest jej stosowanie :/. Taką wiedzę należy rozpowszechniać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Sól to paskudztwo, naprawdę nie warto, lepszy popiół albo piasek.

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.