Header Ads

PwD

PwD

PRZYDUCHA czyli wodny świat po zimie.


Za mną dwa weekendowe dni porządkowania najbardziej potrzebujących miejsc ogrodu. Każdy z Was ma takie miejsce u siebie: u jednego to trawnik, u drugiego rabaty, u trzeciego sad przydomowy czy składzik z narzędziami - u nas to stawik i szklarnia. Nasz wodny mały raj chwilowo zamienił się w piekiełko. Zima długo się z nami bawiła, jesienią było lato, zimą jesień... przyszedł jednak czas na srogi mróz, lód i grubą warstwę śniegu. Mimo iż oczko ma przepisową głębokość  dla bezpiecznego zimowania ryb (150 cm w najgłębszym miejscu) i nigdy wcześniej nie sprawiało kłopotów, w tym roku nas zaskoczyło. Niemiło.
Przez wyrąbany w styczniowym, ponad 30-to centymetrowym lodzie przerębel wydobył się paskudny odór... wiedziałam już, że kiepsko to się skończy. Kiedy zeszły śniegi, a lód stał się bardziej przejrzysty, zobaczyliśmy uwięzione w lodowym uścisku trzy ryby - dwa karpie koi i jednego karasia. Reszta żyła, ale nie mogliśmy zrobić nic więcej poza wyłowieniem martwych ryb (rąbaliśmy przeręble siekierą, jedną wyciągałam skutą lodem) i czekaniem, aż lód stopnieje i ociepli się na tyle, abyśmy mogli wyczyścić oczko i wymienić wodę. 

prace na przedwiośniu_zielona-pracownia
Zdjęcie nie jest niestety najlepszej jakości, uważałam mocno aby znów nie utopić ani telefonu ani aparatu. Ale poglądowo wiecie już, jak wygląda nasze oczko "roboczo",  kiedy nie ma w nim wody. Na samym końcu wpisu pokażę Wam jak wygląda latem i dlaczego warto raz do roku zafundować sobie dzień babrania się w błotku.
roślinność w oczku wodnym_zielona-pracownia

Nasze oczko zwane pieszczotliwie "stawikiem" prowadzone w stylu 100% EKO nie ma nawet zainstalowanych filtrów, o cudownych pastylkach glonobójczych nie wspomnę. Dzięki dobremu projektowi radzi sobie świetnie od momentu wykopania własnoręcznego:) Aż do tej zimy... moje ryby zabiła przyducha. Przyducha zimowa mam nadzieję, czyli zbyt długie zlodowacenie powierzchni zbiornika i utrzymywanie się na lodzie grubej warstwy śniegu. Do momentu mrozów ryby miały się świetnie, woda była przejrzysta, czysta. Po zejściu lodu oczko przypominało kałużę. Nie jestem pewna, czy odór jaki wydobył się z przerębla to był efekt dennego gnicia roślinności czy skutek długotrwałego (???) rozkładu padłych ryb, ale zapach był paskudny - zgnilizna w czystej postaci. Siarkowodór ma zapach zgniłych jajek i niestety często jest przyczyną śnięcia ryb, nawet latem. 

Oprócz ryb straciłam też żaby, woda nadawała się więc do wymiany właściwie w 100% -  została wypompowana, resztki roślin usunięte, wycięte zbyt mocno rozrośnięte kępy manny mielec, sitowia i turzyc, silnym strumieniem wody ze studni wyczyszczone kamienie i pompa (ta ostatnia oczywiście rozebrana na części pierwsze, wymyta i złożona), wybrany muł i wypłukane resztki roślin. Przy okazji miałam kilkanaście zachwytów nad kwitnącym o dziwo życiem dennym ("robale" i te sprawy:)), pierwszymi, jeszcze zwiniętymi liśćmi lilii wodnych (grzybieni), wszędobylskim słońcem i gorącą kawą ogrodową. 

młode lilie_zielona-pracownia

Po trzech dniach wymieniona woda w oczku pozbyła się białawego koloru i pływających "paprochów", życie powoli się odbuduje. Ocalałe ryby wyraźnie się ożywiły, śmigają aż miło - trzeba będzie uzupełnić pogłowie.

Czy można było tego uniknąć? Czy chemia i zamontowane filtry coś by dały? Nie, nie dałyby.

Chemiczne algicydy zabijając glony nie likwidują ich z oczka - powodują, że glony obumierają i opadają na dno.  Są więc doskonałą pożywką dla nowych glonów, które prędzej czy później w oczku się pojawią. I znów chemia - zakwit - żarełko - więcej zakwitu - chemia... Aby ograniczyć zakwit glonów czy rozkład materii organicznej trzeba znać specyfikę swojej wody i mieszkających w niej organizmów oraz mieć... dobry projekt. 

Zasady są proste:

- nie chcesz filtrów - zbuduj strumień
- nie chcesz glonów - zaprojektuj zbiornik w cieniu i zadbaj o jej lekkie zakwaszenie
- chcesz kwaśnej wody - zapraw ją woreczkami z kwaśnym torfem ( mogą być stare rajstopy wypełnione torfem i obciążone kamieniem), olchowymi szyszkami albo słomą jęczmienną
- nie chcesz eutrofizacji - zaprojektuj zbiornik z dala od drzew albo chroń wodę przed opadającymi liśćmi, regularnie czyść z martwych roślin, nie przekarmiaj ryb, posadź dużo roślin - one najlepiej wykorzystają związki organiczne zawarte w wodzie
- chcesz wody żywej - stwórz warunki do życia, nie używaj chemii; trochę glonów zawsze będzie i to nie jest powód do paniki.

Ale zakwity to też nic przyjemnego ani estetycznego, więc co stosować zamiast algicydów?

Wspomniane woreczki z torfem sprawdzają się dobrze, w zakwaszonej wodzie (pH 6-6,9 w zupełności wystarczy) glony się nie rozwijają, albo ich rozwój jest ograniczony. Takie pH nie przeszkadza faunie i florze, rozwija się w niej o wiele mniej bakterii niż w wodzie o odczynie obojętnym. Innym sposobem zakwaszenia wody jest dodanie zamiast torfu szyszek olchowych lub wyciągu z kory dębu. Trzeba jednak kontrolować pH wody w oczku - zbyt kwaśna lub zbyt zasadowa jest dla życia wodnego zabójcza. 
Innym naturalnym sposobem jest zatopienie w oczku worków ze słomą jęczmienną, która rozkładając się wytwarza nadtlenek wodoru obniżający pH i tym samym uniemożliwia rozwój glonów. 

Słomę trzymamy w oczku przez 6-10 tygodni, torf i szyszki 2-4 tygodni. Później rozpoczyna się proces gnicia i możemy mieć więcej kłopotów niż pożytku z naszych zapobiegawczych metod. 

Jedyną rzecz jaką mogłam zrobić aby zapobiec nieszczęściu, to kompleksowo wyczyścić oczko jesienią, a nie wiosną jak robiłam do tej pory. Choć nie mam żadnej pewności, że taki zabieg zapobiegłby deficytowi tlenu. 
Tym bardziej, że nie wiem, czy ryby się udusiły bo na dnie zalegały resztki roślin (chyba tylko grzybienie, bo przecież reszta była sukcesywnie sprzątana) i ich gnicie spowodowało wydzielenie się siarkowodoru który je zabił, czy po prostu warstwa lodu przy kilkunastu bardzo mroźnych dniach była tak gruba, że tlenu po prostu zabrakło, czy było za mało wody w stanie ciekłym, przy czym przerębel wykuty był zbyt późno - już po tym, jak ryby padły.

Otrząsnęłam się już po tych przykrych widokach, wodny świat uprzątnięty, pompa ruszyła - strumień rozpoczął szemranie, kaskada pluska na przedwiośniu. Zanim nadejdą bardzo słoneczne mam nadzieję marcowe dni, wrzucę do wody kilka woreczków z torfem, nich woda się zdezynfekuje i lekko zakwasi przed zakwitem glonów. 

Mam też nadzieję, że zawitają do nas nowe żaby, o resztę fauny się nie martwię - na ptaki i owady zawsze mogłam liczyć. Woda w ogrodzie to bujniejsze i bardziej urozmaicone w nim życie. 

W ogóle bez wody nie ma życia - widział ktoś kiedyś poranną kawę bez wody? Albo jakąkolwiek inną? Nie da się, Kochani! Czas więc na kubas sypanej fusiastej, filiżankę parzonej z ekspresu (to ta z nieziemską pianką...), albo pyszna kawę z kafeterki. Od koloru do wyboru:)

coffe time_zielona-pracownia

*******
Do astronomicznej wiosny zostało ledwie 38 dni, półmetek lutego to już najwyższy czas na wyczyszczenie kuwetek do siewów:) 

Ale na spokojnie, trzy głębokie wdechy i najpierw... na Gardenię:) 

Szczegóły już niedługo, a będzie się działo! 
Do zobaczenia:)

I jeszcze obiecane zdjęcia stawiku latem:

woda w ogrodzie_zielona-pracownia

grzybienie_zielona-pracownia

Chwytajcie za kartki i naszkicujcie Wasz wymarzony wodny świat:) 
Możecie pytać i podsyłać szkice do konsultacji - chętnie pomogę. 

W innym wpisach wspominałam już jak zabrać się do budowy oczka wodnego czy strumienia w ogrodzie: we wpisie "NUDY NA PUDY" macie wszystko o tym jak, gdzie i z czego wykonać oczko wodne i kilka zasad jakich należy przestrzegać dbając o nie w kolejnych sezonach, zaś w "QUADRO KADRACH" o moich osobistych zmaganiach z wykopami, wełną mineralną i płachtami ciężkiej folii:) 
Jestem drobną kobietą, a jednak dałam radę - więc i Wy dacie. 
Powodzenia!

12 komentarzy:

  1. Mam bardzo podobne oczko w ogrodzie:) Chyba też już powinnam zacząć je trochę oczyszczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że już czas:) Nie wiem jakie masz otoczenie, ale lepiej zrobić to wcześniej niż później podeptać wschodzące rośliny. Im cieplej na zewnątrz tym szybciej przesychają też odkryte korzenie, więc co dobra dla nas (marcowe słoneczko, +15 albo i więcej...) niekoniecznie jest ok dla roślin, a w ogrodach o rośliny właśnie chodzi:) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nasze oczko ma ponad dwa ary i jest dosc glebokie, ryby mialy sie dobrze kilkanacie lat, ale padly latem przez susze. Oczyscilismy wszystko jeszcze jesienia i teraz trzeba zaczynac od nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie przyducha ma miejsce nawet w dużych zbiornikach, nasz miał się świetnie do czasu tych mrozów. Postaramy się lepiej zabezpieczyć ryby przed kolejną zimą. A u Was oczko z dopływem czy bez? Czasami tak są robione projekty, żeby gdzieś blisko domu czy ujęcia wody (studni np.) był własnie strumień, którym można "dopuścić" wody do oczka. Jeżeli samo, bez dopływu to współczuję, podczas wycieczki nad jezioro Bytyńskie miejscowi mówili, że przez lato poziom wody obniżył się o 2 metry - to strasznie dużo na tak wielki zbiornik. Powodzenia w pracach wiosennych!

      Usuń
    2. Mamy studnie i strumyk z wodospadem, ale upal byl straszliwy.

      Usuń
  3. Marzy mi się szemrzący strumyk w ogrodzie, ale póki co moja wyobraźnia tego nie ogarnia. Są inne marzenia do zrealizowania, ale kiedyś przyjdzie pewnie też czas na ten strumyczek właśnie :) Twój stawik w letniej odsłonie piękny z tym kwieciem różowym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne jest Twoje oczko wodne ! Swoim wpisem zaganiasz mnie do roboty. Dziękuję :)) W najbliższych dniach zakupię nasiona i przyszykuję kuwety. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Po takich wpisach utwierdzam się w tym, że jednak oczka mieć nie będę, choć piękne bywają. Te glony, przyduchy, natleniania, filtrowania... Z każdym jakiś kłopot. Zrobiłam miniaturowe na próbę i przeraziłam się ilością potopionych małych gryzoni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie oczko wodne to masa roboty :)

      Usuń
  6. Moja opinia jest inna! Nie wydaje mi się, żebym miała ze swoim oczkiem masę roboty, więcej niż z jakąś rabatą. Już wyjaśniam. Mam malutkie oczko wodne (ok.2 m2 pow.), jest formalne (tzn. częściowo wkopane w ziemię, z ceglaną cembrowiną) i prowadzone całkowicie ekologicznie. Nie mam nawet pompy. W sadzawce są tylko rośliny. Mam je dopiero 3 sezony, więc doświadczenie nieduże (robione samodzielnie), ale w tym czasie doświadczenia jak najlepsze, z czystym sumieniem zachęcam i zapraszam do siebie z wszelkimi pytaniami. Najwięcej czasu (dużo!) zajęło mi planowanie i szukanie informacji, jakie oczko powinno być.

    OdpowiedzUsuń
  7. Magdo, bardzo ciekawy artykuł, linki zapisałam, zawsze się mogą przydać. Twój staw jest bardzo ładny, naturalnie wyglądający, co chyba jest największym komplementem.
    Mam pytania - kiedy najlepiej wkładać do wody słomę czy torf? wczesną wiosną, jak Ty to zrobiłaś? Czy przed upałami, zanim woda się nagrzeje i wystąpi rozwój glonów?
    Oraz - ile tego dawać na 1 m3 wody?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha! Byłoby zbyt pięknie, żeby tak wszystko się udało:) Nie mogę Wam odpowiadać na komentarze, zanim rozwiążę tę zagwozdkę przechytrzą bloggera i odpowiem hurtem:)
    Ankha, strumień i oczko (nawet płytkie, takie bez ryb) to nie jest duży wydatek, ani jakiś wielki kłopot. Jeżeli masz dostęp do wody ze studni to już połowa sukcesu:)
    Ula H:) To frajda i jakie widoki latem!
    Gaja, brzegi oczka powinny być płaskie, z kamieniami tak, aby stworzenie które wpadnie mogło się wygramolić z wody. To nie jest dużo pracy, jeden - dwa dni w roku to pestka w porównaniu do nie tylko widoków ale i mikroklimatu np latem. Z naszego strumienia korzystają przede wszystkim zwierzęta: ptaki, owady, płazy, mięczaki, koty i nasz pies. No i ryby:)My na końcu, ale dla tych stworzeń w upalne, letnie dni to miejsce spoczynku i wytchnienia.
    Tamaryszek - na 10000 litrów wody (10 m3) dają dwa-trzy worki słomy. Może nie wygląda to bardzo ewtetycznie, ale to są zwykle głębokie oczka, więc ujdzie w tłumie. Dodaj wczesną wiosną zanim glony się pojawią - w marcu słońce potrafi już mocno operować i kolor zielony zaczyna się w wodzie panoszyć, zanim słoma zadziała mija ok. 14-21 dni. Ja u siebie stosuję tylko torf, na moje 10m3 wrzucam 3-4 worki jak do cebuli (torf jest w nich w rajstopach, żeby paprochy nie pływały) i kilka "parówek" z rajstop wkładam pod kamienie do strumienia - strumień 6 metrów długi. Trzeba pamiętać, żeby to później wyciągnąć.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.