Header Ads

PwD

PwD

PRZERWA - czyli jak okiełznać wiosenny nerw w poście zupełnie nie ogrodniczym...:)


Nie wiem jakim cudem to się dzieje, że ten pech tak moją skromną osobę prześladuje, ale post który pisałam poszedł w kosmos -  nie zapisał się na blogerze (a zapisywałam) i jak zamknęłam stronę (bo musiałam) to urwało mu się 4/5 treści i jestem kilka dni do tyłu. Może za długo je piszę, te posty??? 
Ze zgrozą zauważyłam, że od wyników konkursu minęły dwa tygodnie... i zwalam wszystko na fejsbuka. A co - ktoś musi być winien:) 
A tak na poważnie, to sami wiecie jak było, więc fejsbukowi darujemy. 

Pogoda nas nie rozpieszcza, łechce słoneczkiem i ciepłym wiaterkiem tylko po to, żeby za chwilę lunąć deszczem i pogrozić mroźnym paluchem... kwiecień plecień... tylko śniegu brak... żartowałam... ;)



Podczas mojej niedyspozycji która płynnie przeszła z jednej w drugą i uziemiła mnie na więcej niż przewidywałam, mimo wszystko popracowałam sobie trochę. W zaciszu Pracowni powstało trochę pomysłów, które sukcesywnie przelewam na papier. O tych super - super tajnych mówić nie będę, ale tam hardcor projektowo - dokumentowy jest tak wielki, że osiwiałby by Wam głowy od samego czytania. O zrozumieniu nie mam mowy, sama nie wszystko rozumiem, a wymagania Zamawiającego to rzecz święta. Czasami świętsza od przepisów, ale niektórzy mogą, niektórym wolno... dziś widziałam na przykład jak się "mury pną do góry" i nasi nowi sąsiedzi, którzy kupili działki (ogromne) w Dolinie Samicy udają rolników i stawiają 600 metrowe "zabudowy zagrodowe" w wersji lux torpeda, w połowie przeszklone z grillem wielkim jak moja kuchnia, z pełnym, wysokim murowanym ogrodzeniem (Natura 2000....) Jeżeli tak wygląda zabudowa zagrodowa, to moja wiata na dwa auta jest zwykłym... no nie wiem... parasolem? Tyle że w prostokącie i pokrytym dachówką (a kto zabroni???), zaś stawik... taką sobie kałużą. I to małą. Ot co. 

trzciny

Ze smutkiem patrzę na to, co się wyprawia w naszej Dolinie i najgorsze jest to, że wszystko prawie zgodnie z prawem. A to "prawie" jest takie PRAWE, że właściwie każdy oko przymyka, nikt się z "rolnikami" za fraki brać nie chce. Oczywiście ogłoszono wszem i wobec przystąpienie do sporządzenia Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, ale warunki zabudowy wydano... trzy dni wcześniej. I co? No nic, można było to przeciągnąć i zakusy na "zabudowę zagrodową" przystopować, ale nikt z tych, którzy mogli tego dokonać tego nie zrobił. Można próbować być dociekliwym i pytać DLACZEGO, tylko po co? Nikogo oprócz nas to zdaje się nie obchodzi, wycofały się dwa Stowarzyszenia, kilka osób prywatnych jak szczerze stwierdziło - "wyleczyło się ze społecznictwa", reszta owszem wyraziła swoje zdanie i oburzenie, ale mieszać się oficjalnie nie zamierza, kilka osób lojalnie "ostrzegało" przed mieszaniem się w "te sprawy" i radziło "odpuścić" bo i tak "nic nie wskóramy"... 

Ludzie pokrzyczą, poburzą się, a jak "rolnik" da pracę (a daje, póki co przy budowie) - to jakoś krzyki i burczenia przycichają. U "rolników" będą ogrody do robienia, Mąż namawia, żeby jednak zaprojektować i choć tak dołożyć cegiełkę do ochrony Doliny zachowując i projektując rodzimą roślinność która wkomponuje się w krajobraz... ale najpierw trzeba Inwestora do tego przekonać, a wymagania jego sądząc po bryłach budynku i innych detalach zmierzają bardziej w kierunku "Dynastii" Carringtonów niż "Domku na prerii".  A jak pisałam wcześniej  - wymagania Inwestora to rzecz święta, świętsza od przepisów i ... zdrowego rozsądku. 

Z takim właśnie nerwem wiosennym odpuszczam sobie w tym roku podglądanie żurawi, gęsi i innych ptaszaków, nawet nie chce mi się oglądać z bliska tych "budowli rolniczych"... zresztą istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że cały drugi brzeg jeziora Małego został w całości zawłaszczony poprzez jego ogrodzenie, gdyż jako "teren prywatny" pozostaje niedostępny dla zwykłych miłośników przyrody i mokrych butów. Walczyliśmy o zakaz stawiania wysokiego i pełnego ogrodzenia na rzecz zwykłej tabliczki informacyjnej, żeby nie grodzić dodatkowo łąk i zapewnić zwierzętom w miarę swobodną migrację, ale marne nasze szanse - nawet leśnicy są zdziwieni, oburzeni, mają swoje własne przemyślenia które optymistycznie nie nastrajają. 

******
Jednak będzie trochę ogrodniczo - w całej Polsce zapowiadają falę przymrozków - opatulcie i zabezpieczcie co się da, na owocowe choć kapturek z agrowłókniny na noc załóżcie, bo choć przymrozki przy gruncie, to kilka nocy weekendowych ma być do -4 na wysokości 2 metrów.

W tzw. międzyczasie wystaraliśmy się o całkiem sporą przyczepę obornika krowiego, który został pięknie rozparcelowany na grządkach i rabatach, zaś reszta czeka na pryzmie na jesień i dalsze prace ogrodowe. Gleba wzbogacona czarnym złotem powinna dać plony całkiem przyzwoite zwłaszcza, że Syn mój nieoczekiwanie w środku zimy postanowił zostać WEGE... i masz, pół roku głowię się nad menu dla nastolatka pochłaniającego masy zielone gigantyczne - bo ciągle głodny:) W tym roku sporo fasoli, bobu, kabaczków, dyni i innych sycących warzyw, do tego sałaty w ilościach hurtowych, pomidory i pierwszy raz w tym roku - ziemniaczki z worka:)

Pogadamy o tym następnym razem! 
Do miłego Zielonego:)





7 komentarzy:

  1. U nas też w obszarze Natura 2000 nie są przestrzegane przepisy. Ale z drugiej strony jak mogą być, jeżeli w jego granicach znalazła się cała miejscowość :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można żyć zgodnie z przepisami (czy zapisami MPZP i innych zbiorów praw, zasad, zakazów i nakazów) w zabudowie znajdującej się na obszarach Natura 2000, ale trzeba to szanować, trzeba mieć z tyłu głowy, że jest się na obszarach szczególnie chronionych, należących w pierwszej kolejności do Natury. Ot co. I nie wciskać kitu, że rezydencja to zagroda, 3 metrowy murowany płot wtopi się w krajobraz bo go powiedzmy pomaluję na zielono, a trzy kozy nie czynią z człowieka rolnika. Mam przykład mieszkania w Parku Krajobrazowym z poszanowaniem przyrody, krajobrazu i natury, daleko nie szukać - Kasia Bellingham. Takich przykładów znam więcej, więc wiem, że można.

      Usuń
    2. A co w sytuacji, kiedy najpierw była osada rybacko-turystyczna, a potem Natura 2000. I okazało się, że ryb nie wolno już łowić, a turystom leżeć na plaży :(

      Usuń
  2. Mi się wydaje,że jest jakieś ogólne otępienie wszędzie. Ludzie wyżynają i niszczą co tylko mogą :( Kompletny brak wyobraźni! U nas region reklamuje się, że żurawie, bocian czarny itd., a budować i dewastować można bezkarnie niestety. A jak się powie na zebraniu wiejskim, co się myśli o wycinkach na miedzy i czy mają pozwolenia na budowy jakiś koszmarnych wiat na terenie gdzie żurawie przylatują; to potem trzeba weterynarza do psa wzywać, bo go krzywdzą! :(

    OdpowiedzUsuń
  3. No i czemu ja tego Twojego posta nie przeczytałam od razu... Może bym uchroniła co nieco w ogrodzie przed tymi przymrozkami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boś zabiegana, jak i ja:) Tez czytam z poślizgiem... nie ma tego złego, az tyle chyba nie wypadło...

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.