Header Ads

PwD

PwD

Śliski temat, czyli słów kilka o ŚLIMAKACH


- Patrz co mi skurczybyki narobiły! - krzyknęłam do męża.
- Gdzie? Kto? - odpowiedział i karcąco spojrzał na psa, kota i babcię idącą z obierkami do kompostownika.
- No patrz... ŚLIMAKI... 🐚🐚🐚 zeżarły mi siewki... a tu, ze słonecznika został tylko szkielecik... - wydusiłam prawie płacząc. Moja miłość do wszystkich stworzeń na ziemi (oprócz komarów) właśnie wygasła. Miejsce numer dwa zajęły ślimaki nagie, wiecznie mokre, łaciate paskudy zwane pomrowami. POMORAMI powinny się nazywać. Oślizgła szarańcza. Śmierdzące, okropne, wstrętne, żarłoczne...

... takie to myśli rodem z pierwszej linii wojennego frontu przebiegały przez moją głowę, a ja wszak tak kocham zwierzęta. Okazało się jednak, że nie wszystkie, że wybiórczo, że przynajmniej w myśli klnę na niektóre. A może to tylko taka złość pierwsza? W końcu siejesz, pikujesz, przesadzasz, podlewasz, chuchasz, dmuchasz... nie po to, aby stracić wszystko w JEDNĄ NOC. Kiedy emocje mi opadły zdałam sobie sprawę z jednej różnicy między mną a ślimakiem. Nie... jest ich więcej oczywiście, ale TA JEDNA jest fundamentalna. Ja mam rozum, on nie. On ma tylko instynkt. On nie robi nic złego - idzie na żer bo jest głodny. Nie ma Biedronki ani Lidla za każdym krzaczkiem. A może ma? No ma. Właśnie mu je postawiłam. JA. Osobiście. Nie zabezpieczyłam swoich siewek, no to przyszedł i zeżarł :) Kto by nie przyszedł??? Starczy na promocję trafić w markecie, albo degustację. Gorzej niż pomrowy... :)

Ślimaki to właściwie śliski temat. Bo ciężko jest z nimi walczyć ekologicznie, zaś inne sposoby są - delikatnie mówiąc - mordercze. Możemy oczywiście zadać sobie pytanie o nasze człowieczeństwo w zwalczaniu pomrowów (ale też innych ślimaków, bo niektóre z tych metod zwalczają wszystkie mięczaki bez wyjątku), co nie zmienia faktu, że skutkiem naszych takich działań będzie ich śmierć.

Żeby zwalczyć pomrowa trzeba go najpierw dobrze poznać. Jak to wroga:)

Więc kilka śliskich słów na jego temat:

1. pomrowów jest u nas kilka gatunków: wielki (ten szary w plamy), czerniawy (popielaty, szary, czarny, kawowy), błękitny (jak atrament granatowy, u nas jeszcze go nie ma) i żółtawy (brązowy, beżowy, żółty),

2. są duże, mają średnio 20 cm, choć zdarzają się większe. Wszystkie są bez skorupy,

3. są gatunkiem zawleczonym i inwazyjnym,

4. są obojniakami, co oznacza że mogą rozmnożyć się same ze sobą, ewentualnie z innym pomrowem (zapłodnienie krzyżowe) - przy czym "płeć" zmieniają sobie wedle upodobania,

5. lubią miejsca chłodne, cieniste, wilgotne, pełne martwej materii organicznej, grzybów, porostów; unikają miejsc suchych i słonecznych,

6. żerują głównie wieczorami, nocą i o świcie,

7. potrafią zeżreć innego ślimaka (bywają kanibalami),

8. ale wolą grzyby, martwą materię, odchody (!!!), porosty - nasze warzywa, siewki i kwiaty zjadają z braku innego żarcia albo z wygody - po co szukać jak jest pod nosem,

9. jaja składają zawsze w miejscach wilgotnych i osłoniętych - pod kamieniami, kłodami, w fałdach folii do oczek wodnych, pod agrowłókniną (czarną szmatą), w zacienionych zakątkach pod liśćmi roślin (najczęściej w funkiach),

10. jaja to małe białe kuleczki wielkości kulek styropianowych, ale mają bardziej mleczny kolor i są wilgotne; są ich setki...




Ciekawe, prawda? Mnie też zaciekawiło. Zwłaszcza to o rozmnażaniu. Bo to oznacza, że mogę mieć jednego ślimaka na ogrodzie, a on "sam ze sobą" i tak złoży mi setkę jaj... nosz cholera!

Ale wiem czego nie lubią: suchych i słonecznych miejsc i ostrych krawędzi. Nie potrafią też pływać, chociaż mogą wypełznąć po ściance naczynia na powierzchnię i zwiać. Właściwie nie mają naturalnych wrogów, bo są gorzkie. Jedynymi stworzeniami jakie mogą im zagrozić to ropuchy (muszą być jednak duże, bo i pomrowy są wielkie), jeże (ale te muszą mieć spokój w ogrodzie, aby zechciały nas odwiedzać), krety (pytanie czy chcemy zaprosić kreta do naszego ogrodu :) i ślimaki winniczki - te zjadają jaja pomrowów. Jest jeszcze jedno zwierzę, które zjada ślimaki z wielkim smakiem - to biegus indyjski, czyli kaczka:) Jedna kaczka zje na raz średnio 15 ślimaków, a jada trzy razy dziennie. Kilka kaczek i problem ślimaków z głowy... tylko co zrobić z kaczkami :)

No to podsumujmy:

1. Ślimaki mają niewielu naturalnych wrogów. Jeżeli chcemy aby zawitali oni do naszego ogrodu, musimy im stworzyć do tego dogodne warunki - a i tak nie mamy pewności że ropuchy, jeże, krety czy winniczki zechcą u nas zostać. Posiłkowanie się kaczkami wydaje się fajnym pomysłem, jednak kaczka to nie pluszowa zabawka - musi gdzieś spać i mieć co jeść poza okresem aktywności ślimaków, do tego musi być chroniona przed naszymi pupilami (choćby kotami) i mówiąc kolokwialnie - kaczki narobią po tych ślimakach gdzie popadnie. Na kostkę brukową i taras też :)

2. Ślimaki można odstraszać (sypanie pokruszonych skorupek na obrzeże grządek, ściółkowanie szyszkami czy innym drobnym, ostrym materiałem, trocinami, popiołem, wapnem gaszonym) ale starczy nasze niewielkie niedopatrzenie albo zwykły deszcz i cały nasz misterny plan o kant ogrodu można rozbić. I tak przejdą.

3. Wyzbieranie ślimaków i utopienie ich w "łyżce wody" (słoiku z wodą, zakręcanym oczywiście) czy postawienie pułapek piwnych to uśmiercenie tych zwierząt. Utopienie dokładnie.

4. Sypanie chemią, aby się wyśluzowały (Snacol, Control Target, Glanzit, Pełzakol) to skuteczny środek na wszystkie mięczaki, nawet winniczki które mają nam wszak pomóc. Skuteczny, ale jak widziałeś raz ślimaka poddanego działaniu niebieskich kuleczek, to jeżeli jesteś wrażliwą osobą - będzie Ci się to śniło i to długo. Serio. Śmierć w męczarniach - naga prawda :( Sypanie solą jest jeszcze gorsze - i dla ślimaków i dla ogrodu.

Mówiłam że to śliski temat? Tak źle i tak niedobrze. Ale nie beznadziejnie - bo jak wiadomo od wieków lepiej zapobiegać niż leczyć.

Jak zminimalizować szkody jakie może wyrządzić pojawienie się pomrowów w ogrodzie?

1. nie zostawiać stert "zieleniny" na boku - chwasty czy resztki roślin, kwiatów, warzyw od razu sprzątać, utylizować, kompostować,

2. ograniczyć kłody, deski, pieńki i inne miejsca w których ślimaki mogą się schować na dzień,

3. nie zostawiać też byle gdzie wiader, doniczek, podstawek, worków z ziemią czy kora - pod nimi też chowają się ślimaki,

4. ograniczyć miejsca cieniste lub utrzymywać je w stanie odchwaszczonym i ostro ściółkowanym (szyszki są najlepsze),

5. często spulchniać glebę w miejscach cienistych, pod funkiami, pod niskimi krzewami - zniszczymy ślimacze jaja,

6. zabezpieczać (chować do zamykanej szklarni, ustawiać wyżej i w suchych miejscach) siewki zarówno te wiosenne jak i letnie,

7. sadzić dużo cząbru, szałwii, oregano, majeranku, macierzanki cytrynowej czy hyzopu - pomrowy wybitnie ich nie lubią. Sprawdzone,

8. zbierać ślimaki ręcznie tak często jak się da i w wiaderku wynosić na najbliższy nieużytek - tam rozprawią się same ze sobą, a na pewno łatwiej będzie o naturalnych wrogów. Oprócz kaczek biegusów :)

Metodę walki ze ślimakami pozostawiam do rozpatrzenia w Waszych sumieniach. Można to zrobić nie zabijając, trzeba tylko trochę pogłówkować i się postarać - w końcu to my mamy rozum:) I pamiętajmy, że nawet pomrowy, choć powiesicie na nich wszystkie psy i wylejecie wiadro pomyj - pełnią swoją funkcję w naszych ekosystemach - funkcję sanitarną. Bo nasze kwiaty i warzywa nie są ich głównym pokarmem - są tylko najłatwiejszym:) I one z tego korzystają. 

Przy jesiennych porządkach zajrzyjcie w ogrodowe zakamarki i poszukajcie ich jajeczek. Zredukujcie zawczasu ich populację, to wiosną będzie mniej roboty i mniej dylematów.

Miłego dnia Wam życzę
💙💛💙

7 komentarzy:

  1. Całe lato walczyłam z tymi ślimakami. Zjadły mi wszystkie siewki ogórka, fasolki i kabaczka. A u Ciebie czytam, że w przyszłym roku będzie ich setki więcej... U mnie nawet objadały powojniki otoczone niską macierzanką :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lato było wyjątkowo mokre, więc ślimaki miały jak w raju. Było ich naprawdę dużo. Mi też pozżerały mnóstwo roślin, ale były też takie, których nie ruszyły (szałwia, oregano, macierzanka, zioła). Mam kilka takich cienistych zakątków i w tym roku postanowiłam je porządnie oczyścić, przegrabić i pozbyć się przede wszystkim jajeczek. One lubią takie półdzikie ogrody, trzeba więc wiele pracy, aby pozbyć się ślimaków i jednocześnie zachować ogródek z pazurkiem :)

      Usuń
  2. I jak tu u mnie ograniczać miejsca cieniste? Wszędzie cień i wilgoć. Ale za to pod altanką zadomowiły się jeże. A pod schodami ropuchy. Ślimaków faktycznie jakby mniej. Co prawda część paskud wyniosłem, a na część zastosowałem Snacol, ale sadzę, że jeże i ropuchy też dołożyły swoje :-) Pozdrowienia, bardzo ciekawy post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Andrzej! U mnie ropuchy są pod pomostem, ale jeże skutecznie przepędza mój Orion... nie wiem dlaczego, ale on ich nie cierpi. A ślimaków jak na złość gonić nie chce :)

      Usuń
  3. Kiedyś, gdy mój ogródek miał zaledwie kilka miesięcy, chwaliłam się koleżankom ogrodniczkom, że u mnie to żadnych ślimaków i nie rozumiem, na co narzekają. Pamiętam ich słowa: poczekaj, poczekaj, sama zobaczysz. Więc mam i ja :( Głównie zajmują się nimi żaby, ale też dużo i często przesadzam. Resztę zostawiam i udaję, że nie widzę. Siewki zwykle zabezpieczam, a z resztą co ma być, to będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też ich nie było dopóki ogród był niezrobiony - poprzednio trawnik i tuje, kilak drzew owocowych, kwiatki pod płotem, zioła na podwyższonych rabatach... ale poszalałam z moim ogrodem i teraz mam - co krok to idealne miejsce dla ślimaka... Stworzyłam "potwora" :) A tak na poważnie: przymykam oko na raz kiedyś objedzone rośliny, dziurawe liście funkii czy nadgryzione truskawki. Ale co za dużo to niezdrowo, no i się wkurzyłam.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis, w swoim czasie ślimaki też dawały mi się we znaki. Ze zdjęć to najpiękniejszy wydaje się chyba ten na drugim zdjęciu, wydaje się taki "tygrysi" :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.

Pracownia w Dolinie - HORTLEX sp. z o.o. - www.hortlex.pl . Obsługiwane przez usługę Blogger.